Na obrzeżach Zagłady

Wszystko wskazuje na to, że „Złote żniwa” wywołają taką samą burzę jak „Sąsiedzi” i „Strach”.
Dlatego „Złote żniwa” są przede wszystkim niewygodną opowieścią o korzyściach, jakie w czasie wojny i po jej zakończeniu Polacy czerpali z Holokaustu, zarówno w wymiarze lokalnym, jak i szerszym. Ten pierwszy opisany jest na przykładzie zdjęcia z Treblinki: istniały na mapie wojennej Polski miejscowości, które skorzystały na istnieniu obozów koncentracyjnych, podnosząc w istotny sposób swój status materialny – dowodzi historyk z Princeton. Najpierw dzięki wymianie handlowej z esesmanami i personelem pomocniczym (zrabowane w obozach kosztowności trafiały do wiosek w zamian za żywność, wódkę i usługi erotyczne), później dzięki wygrzebywaniu spomiędzy zakopanych w ziemi zwłok i popiołów tego, co ocalało przed grabieżą. Według cytowanych przez Grossa źródeł gospodarze z Wólki Okrąglik najpierw wysyłali swoje żony i córki do esesmanów i regimentu ukraińskiego, wściekając się, jeśli w zamian kobiety przynosiły do domu zbyt mało precjozów, następnie zaś, kiedy Niemcy odeszli, ruszyli dużymi grupami w stronę zbiorowych mogił, tworząc dobrze zorganizowane grupy poszukiwawcze. Podobnie sytuacja rozwinęła się w Bełżcu i Sobiborze, część historyków do tej listy dodaje jeszcze Poniatową i Chełmno.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://tygodnik.onet.pl/30,0,57364,2,artykul.html
Veröffentlichung/ data publikacji: 27.12.2010