Polska - Niemcy, koligacje możnych, nazizm i medialny skandal: Epokowa wystawa Andy Rottenberg

Bardzo wielu zwiedzających, kolejki do kas, sensacyjne eksponaty, bogaty program towarzyszący, dziesiątki pozytywnych recenzji, no i ostatnio w Polsce medialny skandal – w Martin-Gropius-Bau w Berlinie czynna jest wystawa „Obok. Polska-Niemcy. Tysiąc lat historii w sztuce”, której kuratorem jest Anda Rottenberg. W niemieckim tytule nie ma słowa „obok”, lecz „drzwi w drzwi” – „Tür an Tür”.
Mimo wszystko zacznijmy od wydarzeń z ubiegłego tygodnia. Otóż dyrekcja Martin-Gropius-Bau postanowiła zdjąć z wystawy 1,5-minutowy film Artura Żmijewskiego „Berek”. O swej decyzji powiadomiła współorganizatora, Zamek Królewski w Warszawie, którego dyrektor po konsultacji m.in. z przewodniczącym Rady Programowej Władysławem Bartoszewskim stwierdził, że z Polski oficjalnych protestów nie będzie.
W prasie polskiej rozgorzała burza. W zjadliwych (to mało powiedziane) komentarzach, m.in. w „Zdjęli, by zapomnieć?” Marka Beylina („Gazeta Wyborcza”), sugerowano niedwuznacznie, że Niemcy usunęli z wystawy pracę Żmijewskiego, bo mają dość przypominania nazizmu. Czytając te komentarze, łatwo się zorientować, że ich autorzy wystawy nie widzieli, a niejeden z nich nie zna pracy Żmijewskiego. Pofolgowali sobie.
* * *
Martin-Gropius-Bau to jedno z najbardziej prestiżowych miejsc prezentowania wystaw sztuki w Berlinie. Zarządzany jest przez miejską spółkę, organizatora wielu przedsięwzięć kulturalnych i artystycznych, dofinansowywaną z budżetu federalnego. Reprezentacyjny gmach jest w środku Berlina, przy dawnej linii berlińskiego muru, naprzeciw Senatu Berlina, kilometr od pomnika Holocaustu (opiekuje się nim bardzo aktywna fundacja), sąsiaduje ze stałą wystawą „Topografia terroru”, mówiącą o hitleryzmie i nazizmie, odwiedzaną codziennie przez setki osób.
Kto więc ironicznie pisze, że wycofanie z Martin-Gropius-Bau filmu Artura Żmijewskiego to wymazywanie nazizmu z pamięci Niemców albo wynik zmęczenia nazizmem, nie wie, co pisze. Nie wie i z tego powodu, że na wystawie „Obok” jest dużo prac (wstrząsających!), które przypominają, czym był nazizm i niemieckie zbrodnie. Zapomina (albo nie wie), że film Żmijewskiego szokuje. Zacytujmy więc zdanie z katalogu wystawy, w którym Małgorzata Bogdańska-Krzyżanek pisze, że „Berek” to „niezwykle istotny głos w polskiej sztuce współczesnej, poruszający kwestie Zagłady w czasie II wojny światowej”. Ale pisze też: „Żmijewski sfilmował grupę nagich ludzi w dwóch pomieszczeniach: neutralnej przestrzeni piwnicy oraz komorze gazowej byłego obozu koncentracyjnego. Osoby biorące udział w projekcie miały za zadanie bawić się w berka. Początkowo są zawstydzone, jednak z czasem ich zabawa staje się coraz bardziej swobodna. Zestawienie pomieszczenia, w którego ścianach dokonywane było bestialskie ludobójstwo, z beztroską zabawą nagich, więc przecież tak samo jak zabijane ofiary odartych z najprostszych znamion godności, ludzi, szokuje, ale ma także przywoływać psychoterapeutyczny powrót do traumatycznych przeżyć, aby je przezwyciężać”.
* * *
I tu jest problem, wynikający z przekraczania granic i pojmowania wolności w sztuce, z postawy sztuki współczesnej, która chce interweniować w życie.
Jeśli tak, to można przecież zapytać, nawiązując do opinii Małgorzaty Bogdańskiej-Krzyżanek: czy ludzie w filmie Żmijewskiego, choć są nadzy, faktycznie są „odarci z godności”, skoro zgodzili się na udział w „projekcie”, i czy można ich porównywać z ofiarami Holocaustu? Holocaust nie był „projektem” artystycznym, ofiar nikt nie pytał o zgodę na nagość.
Małgorzata Bogdańska-Krzyżanek pisze, że film Żebrowskiego szokuje i „ma także przywoływać psychoterapeutyczny powrót do traumatycznych przeżyć, aby je przezwyciężać”. Cóż, jego usunięcie z wystawy znaczy tyle, że spełnił swe zadanie: wywołał szok. Co do psychoterapii: kto miał do traumatycznych przeżyć wracać i kto miał je przezwyciężać? Ci, których uczestnicy zabawy imitowali?
Z polskiej prasy można się dowiedzieć, że nie wiadomo, kto zażądał usunięcia filmu z wystawy. Uwe Rada, znany berliński dziennikarz, przyjaciel Polski, pisze w „Tageszeitung”, że zaprotestował prof. Hermann Simon, dyrektor berlińskiej Fundacji Nowa Synagoga – Centrum Judaicum, historyk, autor opracowań o Holocauście, potomek jego ofiar. Przez lata pracował w berlińskich muzeach, przygotował niejedną wystawę, nie jest byle kim. Czy może on miał wracać do traumatycznych przeżyć i poddać się psychoterapii?
Podobne wątpliwości mogłaby mieć prof. Anda Rottenberg. Ona jest jednak znawczynią polskiej sztuki współczesnej, jej kontekstów i skłonności, a nie każdy jest. Komentując decyzję o usunięciu filmu napisała, że był on wielokrotnie pokazywany w wielu krajach, także w Niemczech, i nigdy nie budził takich reakcji. Ale też nie był pokazywany na takiej wystawie, która ma opowiadać historię poprzez jej odbicie w sztuce, lecz na wystawach sztuki współczesnej stricte, a to zupełnie co innego.
* * *
Do wystawy więc. Jest imponująca: w dziewiętnastu salach (3200 m kw. powierzchni) ponad siedemset eksponatów, udostępnionych przez największe muzea polskie, niemieckie, angielskie, watykańskie... Jej kuratorką jest Anda Rottenberg i chyba tylko ona mogła podjąć się tak potężnego zadania: przedstawić obraz 1000 lat kontaktów polsko-niemieckich w sztuce. Ogrom historii, przeróżne okresy, prądy i konwencje, a na przygotowanie tylko rok. Dodajmy od razu, że częścią wystawy jest wyjątkowy katalog (dwie wersje - niemiecka i polska), liczący osiemset stron, będący zbiorem niewielkich esejów, napisanych przez humanistyczne autorytety. W mediach niemieckich przyjęto wystawę z uznaniem.
Napomyka ona o prehistorii, lecz właściwa opowieść zaczyna się od słowiańskich początków wielu terenów dziś niemieckich, od św. Wojciecha i Zjazdu Gnieźnieńskiego, a kończy na współczesności. Są na niej problemy najtrudniejsze: rozbiory, wojny, hitleryzm, ludobójstwo, czystki etniczne, wysiedlenia i wypędzenia. Dobitnie widać też, że zanim do nich doszło, Niemcy i Polacy przez setki lat żyli głównie w zgodzie, a dwie kultury się przenikały. Prawdziwie bujne polsko-niemieckie kontakty, potwierdzane licznymi małżeństwami dynastycznymi, to czasy Jagiellonów. Nie przeszkadzał w tym zbytnio konflikt Polski z zakonem krzyżackim, formalnie niezależnym od zróżnicowanego Cesarstwa Niemiec. Prowadziło to do paradoksów, np. takich jak hołd pruski: otóż Wielki Mistrz Albrecht Hohenzollern składał hołd przed swoim wujem Zygmuntem I Starym. Czterdzieści lat wcześniej siostra króla, Jadwiga Jagiellonka, poślubiła ks. Jerzego Bogatego z Bawarii i był to jeden z najbardziej okazałych ślubów w dziejach Europy. Przypomina się go na wystawie.
Podstawowy problem, sugerowany przez Andę Rottenberg, jest taki: jak to się stało, że stosunki między Polską a Niemcami, przez setki lat tak dobre, zmieniły się w XIX i XX wieku w tak złe? Jakie są dzisiaj? Wystawa zachęca do poszukiwania odpowiedzi.
* * *
Sensacją jest prezentacja eksponatów, które publicznie pokazuje się niezmiernie rzadko. W Martin-Gropius-Bau są więc podstawowe dokumenty dziejów Polski: „Dagome iudex” (udostępniła Biblioteka Watykańska), Kronika Thietmara, bulla papieża Innocentego II, najwcześniejsze żywoty św. Wojciecha.
Można usłyszeć opinie, że wystawa jest za duża, zbyt różnorodna, adresowana do odbiorców, którzy niemało już wiedzą zwłaszcza o historii Polski. Do jej rewelacji należy prezentacja dorobku Wita Stwosza, jego rzeźb, ale też sprowadzonych z Londynu licznych grafik, mówi się o losach ołtarza mariackiego, wywiezionego przez hitlerowców do Norymbergi. Prekursorska jest prezentacja sztuki Gdańska.
W centrum gmachu, jako część najważniejsza dla sposobu postrzegania kontaktów polsko-niemieckich w Polsce, jest wielki „Hołd Pruski” Jana Matejki. Wrażenie większe robi jednak oryginalnej wielkości „Bitwa pod Grunwaldem”, wyhaftowana przez dwadzieścia sześć polskich gospodyń z koła Penelopa w Działoszynie, w latach 2008-2010! Jest też parodia obrazu Matejki, autorstwa Stanisława Wyspiańskiego, ambalaż Tadeusza Kantora (1975), instalacja Edwarda Krasińskiego i obraz Edwarda Dwurnika (2010), komentujący współczesne inscenizacje bitwy. Jeśli dodamy do tego niemiecką bitwę pod Tannenbergiem (1914) i sztukę zakonu krzyżackiego, łatwo się zorientować, jak wszechstronnie pokazana jest na wystawie sprawa Grunwaldu.
Ciekawie wystawa pokazuje wiktorię wiedeńską, czasy saskie, klasycyzm, romantyzm, w tym propolskie nastroje społeczeństwa niemieckiego po powstaniu listopadowym. Jest polski Berlin, Drezno, potem Monachium czy też Łódź, budowana przez kapitał głównie żydowski i niemiecki. Można zobaczyć przepiękny, niewielki obraz Brunona Schulza „Młody chasyd i dwie kobiety” (1920). Bardzo ciekawa, choć może nazbyt zatłoczona, jest prezentacja międzywojennej polskiej awangard.
* * *
Można by opisywać inne części wystawy... Wstrząsająca jest część dotycząca II wojny światowej. Są tu filmy, jak „Kanał” Andrzeja Wajdy, jest komputerowa instalacja Aleksandry Polisiewicz, zrealizowana w oparciu o hitlerowski projekt przebudowy Warszawy na miasto nazistowskie. Są rzeźby Aliny Sapocznikow, nawiązujące do jej tragedii w obozie koncentracyjnym, gdzie była poddawana eksperymentom medycznym, jest cykl obrazów Andrzeja Wróblewskiego „Rozstrzelania” z najbardziej wstrząsającym, „Matka z zabitym dzieckiem”.
Obraz jest w tonacjach błękitu. Nagie dziecko stoi na kolanach matki, obejmuje ją za szyję. Na jego plecach, w okolicy serca, widać drobną ciemną plamkę – ślad po kuli.
Wstrząsające są wspomnienia Wilhelma Brasse, fotografa z polsko-austriackiej rodziny, który za odmowę zadeklarowania niemieckiej narodowości został zesłany do Oświęcimia, gdzie kazano mu fotografować żydowskie dziewczęta poddawane eksperymentom medycznym. Są rysunki i obrazy Wacława Strzemińskiego, poświęcone jego przyjaciołom Żydom, są prace niemieckich Żydów, m.in. Jankiela Adleram, i „Studium do komory gazowej” Luca Tuymansa. Kto więc pisze, że niemieccy organizatorzy wystawy, usuwając film Żmijewskiego, usunęli przypominanie Holocaustu, pisze głupoty. Film Żmijewskiego jest ważny, szokuje, lecz wstrząsający nie jest.
* * *
Bardzo ważne miejsca zajmuje na wystawie „Solidarność" i stan wojenny w Polsce. Przypomniane zostały akcje artystów niemieckich, niosące Polsce pomoc, organizowane m.in. przez Josepha Beuysa, postać kultową dla sztuki europejskiej drugiej połowy XX w.
Jest też na wystawie trochę Szczecina. Wśród eksponatów, udostępnionych przez szczecińskie Muzeum Narodowe, można zobaczyć statuetkę słowiańskiego bożka, znalezioną na podzamczu, i legendarny pierścień Borcków.
* * *
Wystawa czynna będzie do 9 stycznia 2012 r. Wszystkie napisy są na niej po niemiecku i polsku, są też audioprzewodniki w języku polskim.
Wracając do sprawy „Berka”. Trudno powiedzieć, czy film Żmijewskiego wróci na wystawę, choć zażądał tego Berliński Związek Artystów. W katalogu pisze też o nim Anda Rottenberg, dla której nie jest on reakcją na nazizm (i słusznie), lecz na stosunek współczesnych do nazizmu i Holocaustu. A to brzmi inaczej. Tyle że wcześniej powinno się pytać o konteksty i wyjaśniać wątpliwości, bo żadne dzieło sztuki nie jest jednoznaczne i może zmieniać znaczenia (nawet być wbrew sobie), gdy zmienia się kontekst jego prezentacji. A tak stało się w tym wypadku.
Wizytę w Berlinie, jeśli starczy czasu, można połączyć z odwiedzinami na innych wystawach polskich artystów, zwłaszcza Pawła Althamera w Muzeum Guggenheima i Mirosława Bałki w pobliskiej Akademii Sztuki.
Artura Żmijewskiego można spotkać w Berliner Kunstwerkstätten przy Augustsrasse, gdzie przygotowuje prestiżowe Biennale Berlińskie. Otwarcie w przyszłym roku. To bardzo blisko Centrum Judaicum.
Na koniec warto jeszcze wrócić do tytuły wystawy, która po polsku brzmi „Obok”. Opinie polskich mediów na temat wycofania filmu Artura Żmijewskiego potwierdzają jego sens. Wciąż bowiem żyjemy z Niemcami nie „drzwi w drzwi”, lecz właśnie obok, w swoich oraz ich wyobrażeniach i interpretacjach. Ma się wrażenie, że obfite kontakty polsko-niemieckie wciąż są w jakimś sensie tajemnicze i zaszyfrowane. Na wystawie jest Enigma. Może więc znów ją wykorzystać do deszyfracji? W każdym razie o wystawie, nie tylko o „Berku”, trzeba mówić głośniej, bo jest tego absolutnie warta.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 04.11.2011