Cud nad Odrą

Władze Kostrzyna nad Odrą planują odbudowę zrównanej z ziemią starówki. Przez najbliższych siedem lat prywatni inwestorzy mają wznieść kamienice, hotele, sklepy, punkty usługowe, instytucje publiczne, a nawet kościół i zamek. Kostrzyn 2015 stanie się repliką historycznego Starego Miasta. Za pieniądze Unii Europejskiej miasto remontuje już pruskie fortyfikacje, uzbraja działki budowlane, oczyszcza zaniedbany teren dawnej twierdzy z chwastów i śmieci. Znany z festiwalu „Przystanek Woodstock” Kostrzyn nad Odrą ma odzyskać dawny blask. Marzenie o szklanych domach czy realna perspektywa dla „Kostrzyńskich Pompei”?
Tramwaj wtoczył się na Rynek od strony Krótkiej Grobli. Szerokim łukiem skręcił w ulicę Berlińską i zatrzymał się przy przystanku naprzeciwko Ratusza. Kilka osób wysiadło i rozeszło się po placu. Dwie kobiety w długich sukniach rozwinęły parasolki i ruszyły w kierunku magistratu. Mężczyźni w kapeluszach dyskutowali o czymś żywo przed jego wejściem. Ktoś obok nich pchał wózek z warzywami albo owocami. Wąsaty motorniczy dał sygnał odjazdu i tramwaj pojechał w stronę Bramy Berlińskiej. Nieznany fotograf nacisnął spust migawki. Zegar na fasadzie Ratusza wskazywał godzinę 16:10.
Spadają pierwsze krople deszczu i Heinz Henschel chowa przedwojenną fotografię do teczki. W aktówce znika rynek Starego Miasta. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rozpływają się tramwaj z motorniczym, damy z parasolkami, rozmawiający mężczyźni. Wyparowuje stojący po środku rynku pomnik upamiętniający powstanie Drugiej Rzeszy. Brukowany plac targowy przeistacza się w wyboistą polanę, wystawioną na podmuchy wiatru. W miejscu trzypiętrowych kamienic wyrastają drzewa, witryny sklepowe zmieniają się w kłębowisko chwastów, a bruk i szyny tramwajowe pochłania trawa. Pokruszone fundamenty, schody prowadzące do nieistniejących domów, płyty chodników, które wiodą donikąd – tyle pozostało z rynku i z całej starówki. Nawet z pożółkłym zdjęciem w ręku trudno sobie wyobrazić, że w tym miejscu biło kiedyś serce kostrzyńskiej twierdzy. Stare Miasto przetrwało w dokumentach i na starych fotografiach oraz w pamięci kilku żyjących jeszcze mieszkańców niemieckiego Kostrzyna nad Odrą.
Głowa Heinza Henschela pełna jest wspomnień i obrazów, podobnych do tych ze zdjęcia. Miał 13 lat, gdy wybuchła wojna. Parę razy w tygodniu przejeżdżał przez staromiejski rynek. Z Nowego Miasta, gdzie mieszkał z rodzicami, pędził rowerem do krewnych na przedmieściu za Bramą Chyżyńską. Do twierdzy wjeżdżał, jak tramwaj, od strony Bramy Sarbinowskiej. Dzisiaj w tym miejscu stoi hotel oraz stacja benzynowa. Chłopiec zostawiał w tyle magazyny, przecinał ulicę Komendantów, mijał ratusz i sąsiednie kamienice i po chwili obowiązkowo robił postój. „Na rogu Kietzer Straße była piekarnia Tränklera” – wspomina Heinz Henschel – „Szneka” kosztowała pięć fenigów”. Chłopak w pędzie pochłaniał lukrowaną drożdżówkę, wskakiwał na rower i po paru minutach był u wujostwa.
Rynek przestał istnieć ponad 60 lat temu, ale wspomnienia Heinza Henschela są wyraziste. Tamten Kostrzyn wciąż tętni życiem i nic nie zapowiada nadciągającej zagłady. Mury „Kostrzyna 2015” także lśnią blaskiem. Dachy wirtualnych budynków rażą kolorami, a fasady i ulice promieniują z ekranu ciepłem. Zgodnie z przyjętą przez obecne władze Kostrzyna strategią rynek może zostać odbudowany w pierwszej kolejności. Jeśli znajdą się inwestorzy, wokół placu powstaną cztery pierzeje, które pomieszczą kawiarnie, kluby i restauracje. Wypełnią je hotelowi goście i lokatorzy okolicznych mieszkań oraz apartamentów. Fasada ratusza będzie jak na zdjęciu sprzed wojny. Projekt rewitalizacji zakłada rekonstrukcję budynku. Elewacja, detal architektoniczny, schody i zegar muszą odpowiadać niemieckiemu wzorcowi. Podobnie linia zabudowy kamienic. „Wybrane nowo budowane kamienice powinny posiadać możliwie wiernie zrekonstruowane elewacje” – czytamy w Transgranicznym studium rewitalizacji twierdza Kostrzyn 2015. Kostrzyn przyszłości będzie więc niemal wierną kopią twierdzy Küstrin an der Oder. I tylko trudno w tę wizję uwierzyć, gdy się widzi w miejscu ratusza górę gruzu zarosłego zielskiem.
Burmistrz Kostrzyna nad Odrą dr Andrzej Kunt jest entuzjastą projektu. Gdyby nie wierzył w jego powodzenie, nie angażowałby tylu sił i pieniędzy. Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że realizacja przedsięwzięcia w tak krótkim czasie będzie niezwykle trudna. Dlatego mówi asekuracyjnie – „Należy odróżnić odbudowę kostrzyńskiej twierdzy od odbudowy Starego Miasta. Wzięliśmy na siebie rewitalizację fortyfikacji i podołamy zadaniu. Stworzymy przyjazny klimat pod inwestycje”. Czy znajdą się jednak inwestorzy zainteresowani peryferyjnie położonym Kostrzynem nad Odrą? Burmistrz Kunt nie daje za to głowy, ale liczy, że zadziała genius loci – duch kostrzyńskiej twierdzy. Kluczowe znaczenie będzie miała współpraca transgraniczna z Niemcami. Wspólnymi siłami uda się zdziałać więcej. Podobno jakiś Luksemburczyk o polskich korzeniach interesował się już terenem zamku.
Tymczasem zamkowy dziedziniec otaczają mury nie wyższe niż półtora metra. Spod ziemi wyzierają piwniczne otwory i ceglane sklepienia zasypane gruzem. „Zakaz wstępu” – ostrzega tabliczka przed wejściem. Kamienne stopnie, prowadzące niegdyś do klatek schodowych, dziś kończą się w pustych otworach bez drzwi i framug. Fragment krętych schodów nie pozostawia wątpliwości, gdzie znajdowała się zamkowa wieża. Heinz Henschel pamięta, jak raz w roku aktorzy odgrywali na renesansowym dziedzińcu ostatnie sceny życia Hansa von Katte, skazanego na śmierć przyjaciela młodego Fryderyka Wielkiego.
Być może dziedziniec zamku w Kostrzynie znowu stanie się kiedyś scenografią dla spektakli teatralnych. W koncepcji władz miasta wewnętrzne podwórze należy przykryć szklanym dachem. Byłby to jedyny „nowoczesny” element architektoniczny, bo podobnie jak ratusz, zamek też ma zostać wiernie odtworzony. Władze Kostrzyna chcą, by w murach zrekonstruowanego budynku znalazły się sale konferencyjne, filia wyższej uczelni, instytut naukowy lub badawczy. Obiekt pełniłby tym samym ponadregionalną funkcję. Tak jak w czasach największej świetności miasta.
Heinz Henschel zatrzymuje się przy kamiennym cokole pośrodku placu przed zamkiem. W tym miejscu, naprzeciw parafialnego kościoła Najświętszej Marii Panny, stał do 1945 roku pomnik budowniczego twierdzy Hansa z Kostrzyna. Henschel spogląda w stronę drewnianego krzyża, stojącego w miejscu, gdzie ongi znajdował się kościelny ołtarz. „Wszystkie najważniejsze uroczystości religijne odbywały się na tym placu ograniczonym zamkiem, kościołem i komendanturą” – wspomina. W podziemiach kościoła spoczywał Hans von Küstrin oraz inni dostojni mieszczanie. Dziś krypta straszy otworami zawalonymi gruzem. Projekt rewitalizacji twierdzy przewiduje odbudowę świątyni w stylu późnego baroku. Kościół, według zamierzeń, prowadziłby ekumeniczną i kulturotwórczą działalność.
W dniu napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę garnizonowe miasto liczyło prawie 25 tys. mieszkańców. Jedna trzecia ludności żyła na terenie twierdzy. Pozostali zamieszkiwali dzielnice Küstrin-Kietz (obecnie w Niemczech) oraz Neustadt (dzisiejszy Kostrzyn). Po przejściu ofensywy zimą 1945 roku w Kostrzynie pozostało jakieś pół tysiąca ludzi. Ale Heinz Henschel nie widział zagłady rodzinnego miasta. Gdy do zrównanej z ziemią twierdzy triumfalnie wkraczała Armia Czerwona, siedział w obozie jenieckim w Holandii. Dwa lata wcześniej siedemnastolatek został powołany do wojska. Nawet w najczarniejszych myślach nie wyobrażał sobie całkowitego zniszczenia Kostrzyna. Spośród 8.278 budynków ocalało kilka obiektów. Na Starym Mieście tylko jedna kamienica nadawała się do zamieszkania. Podczas trwającego od stycznia do marca 1945 roku oblężenia rosyjscy lotnicy zrzucili na miasto blisko 900 tys. bomb – średnio 30 na każdego mieszkańca. Heinz wrócił z wojny do niemieckiego Küstrin-Kietz w 1946 roku, ale Odra była już wtedy granicą nie do przebycia.
Przez Plac Ćwiczeń, rozpoznawalny dziś dzięki kamiennemu obmurowaniu szpaleru drzew, dochodzimy do ulicy Berlińskiej. Przez kilkaset lat była to najważniejsza arteria miasta. Ulica rozpoczynała się w rynku i biegła ku zachodowi, do Bramy Berlińskiej. Wyjazd z twierdzy w kierunku stolicy Niemiec jest obecnie jedną z najlepiej zachowanych części pruskich umocnień. Władze Kostrzyna odrestaurowały bramę i utworzyły w niej punkt informacji turystycznej. Odbudowano także położoną na przeciwległym krańcu twierdzy Bramę Chyżyńską. Na wiosnę-lato 2008 roku planowane jest rozpoczęcie działalności muzeum twierdzy. Heinz Henschel zatrzymuje się po kilkudziesięciu metrach i wyciąga z teczki przedwojenną mapę Kostrzyna. „Tutaj stał hotel Krappes” – palcem wskazuje miejsce zarosłe bujną roślinnością – „pokoje kosztowały dwie marki”.
Wzdłuż ulicy Szkolnej zbliżamy się do wyjścia na tyłach restauracji i hotelu Bastion. Slalomem mijamy błoto i kałuże. „To będzie zbyt drogie. Nie jestem pewien, czy tych pieniędzy nie można spożytkować lepiej” – Heinz Henschel odpowiada pytany o plan odbudowy Starego Miasta. Nie wierzy w jego powodzenie. Jego zdaniem, inwestorów miejsce to nie zainteresuje. „W pobliżu nie ma żadnych dużych miast. Komu by się to miało opłacić?” Ludzi po obu stronach Odry ubywa, bo młodzi wyjeżdżają. Opuszczone mieszkania i domy po zachodniej stronie granicy można kupić za bezcen. Jego zdaniem twierdza powinna zostać zachowana w formie trwałej ruiny, jako przestroga dla przyszłych pokoleń. „Dwa razy do tej samej rzeki wejść się nie da” – mówi filozoficznie Henschel.
Nawet najbardziej nieprawdopodobne wizje mogą się jednak urzeczywistnić. Kilka, kilkanaście lat temu Hansowi Henschelowi nie przyszłoby do głowy, że znikną kontrole graniczne. Przez prawie pół wieku most na Odrze był zamknięty. Potem trzeba było pokazywać dokumenty, otwierać bagażnik, tłumaczyć. O północy 21 grudnia 2007 roku wszystko się zmieniło. Hans Henschel jako pierwszy Niemiec z Küstrin- Kietz przeszedł most na Odrze bez żadnych kontroli – po 63 latach.

Marcin Rogoziński, stypendysta Kolegium Dziennikarskiego przy Freie Universität Berlin

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 15.05.2008