Szczecin w biografii: Johanna von Bismarck

List ze Szczecina

Heinrich von Puttkamer nie potrafił ukryć zdumienia, czytając podany przez lokaja list. Niedowierzanie mieszało się z zaskoczeniem i rosło z każdą kolejną kartą długiej epistoły.
To niepojęte! Niemożliwe! Nie tak szybko! Jego ukochana córka nie może przecież tak po prostu zostać żoną największego nicponia na Pomorzu! Nie tego szalonego Ottona! Tego ateisty z Konarzewa! A jednak trzymał w ręku list, w którym młody Bismarck w najbardziej formalny sposób oświadczał się o rękę jego Johanny. Z niechęcią zszedł do salonu. Musiał o liście poinformować żonę i oczywiście jedynaczkę.
Wigilia roku 1846 miała w pałacu w Barnowcu naprawdę przedziwny przebieg. I nie sposób było powiedzieć, czy pod dach zawitała dobra czy zła nowina.
A list, który w spokojnym domu Puttkamerów spowodował tyle zamieszania rozpoczynał się tak: Hôtel de Prusse, Stettin. Wielce Szanowny Panie, Pragnę rozpocząć ten list od wskazania jego istoty już w pierwszym zdaniu: jest to prośba o najcenniejszą rzecz jaką Pan dysponuje na tym świecie, o rękę Pana córki.

Zanim Otto spotkał Johannę…

Zanim młody Bismarck spotkał najważniejszą kobietę swego życia, tak ważną, że jego osobiste życie dzieli się na czas „przed Johanną” i „z Johanną” w jego świecie były inne mniej i bardziej ważne panie.

Wilhelmine Louise von Bismarck – matka

Wilhelmine Louise Mencken pochodziła z rodziny o tradycjach kupieckich, profesorskich i dyplomatycznych. Jej ojciec Anastasius Ludwig Mencken był bliskim współpracownikiem króla Fryderyka II i Fryderyka Wilhelma III. Wraz  z żoną,  Johanną z domu Boeckel prowadził w Berlinie salon, w którym bywali artyści, pastorzy, uczeni, dyplomaci. Wilhelmine Louise dorastała więc w środowisku, w którym ceniono wiedzę i ambicje.
W roku 1806, mając 17 lat wyszła za maż za starszego od siebie o prawie 20 lat Ferdinanda von Bismarcka. Ród Bismarcków miał kilkuwiekową historię i wywodził się ze Starej Marchii (Altmark). Małżonkowie doczekali się piątki dzieci, najstarszym był urodzony w 1810 roku Bernhard, po nim, 01.04.1815 w Schönhausen urodził się Otto Eduard Leopold, a w 1827 córka Malwina, dwóch chłopców zmarło w wieku niemowlęcym.
O matce Bismarck napisze: „...była piękną kobietą, lubiącą zewnętrzny przepych, z jasnym, żywym rozsądkiem, ale mało miała tego, co berlińczycy nazywają uczuciem. Pragnęła, abym wiele  się  uczył i stał się kimś, i wydaje mi się, że była twarda i zimna w stosunku do mnie”. Ojciec zaś, mimo zmiennych humorów, był czułym człowiekiem. „Ojca kochałem naprawdę”. Wilhelmine, mocno związana z ideałami epoki Oświecenia i dumna ze swych akademickich przodków chciała, aby jej synowie otrzymali jak najlepsze i najsolidniejsze wykształcenie. Takie ambicje nie były powszechne w środowisku pruskich junkrów. To ona zdecydowała o wysłaniu zaledwie sześcioletniego Ottona do szkoły z internatem, którą syn zapamięta jako więzienie karne. Ona zdecydowała o wyborze gimnazjum i potem uniwersytetu (Getynga). Jej władcza osobowość wpłynęła na późniejszą karierę syna. Nie tylko swoim niewątpliwym zdolnościom, ale i decyzjom matki zawdzięczał Otto pokaźną wiedzę i rewelacyjną znajomość języków obcych. Matka kontrolowała wydatki (zawsze wyższe niż fundusze przekazywane z domu), upominała i wymagała.
Zmarła na raka w dniu 1 stycznia 1839. Jako dorosły człowiek Otto von Bismarck napisze: „Jaką wartością dla dziecka jest matka, uczymy się dopiero wtedy, gdy jest za późno, kiedy ona już nie żyje”.

Malwine  von Arnim – siostra

Gdy Malwine (1827–1908) przyszła na świat, Otto miał już 12 lat. Mimo sporej różnicy wieku świetnie się rozumieli i bardzo kochali. Otto zwierzał się siostrze z szaleństw swego kawalerskiego życia i z pokorą (pewnie trochę, jak na starszego brata przystało, udawaną) przyjmował jej serdeczne połajania. Prowadził z nią ożywioną korespondencję. W listach nazywał ją „Malle” lub po polsku (!) „Malinką”. To w jednym z listów do Malwiny (z 26 marca 1861) znajduje się tak bardzo bolące Polaków zdanie: „Bijcie Polaków, ażeby aż o życiu zwątpili. Mam wielką litość dla ich położenia, ale jeżeli chcemy istnieć, to nie pozostaje nam nic innego, jak ich wytępić”.
W 1844 Malwina wyszła za mąż za Oskara von Arnim – Kröchlendorffa (1813-1903), który był kolegą Ottona jeszcze z berlińskiego gimnazjum (Friedrich-Wilhelm Gymnasium).

Marie von Thadden -Trieglaff

Historia Marii i Ottona jest historią pięknej, dyskretnej i nigdy niespełnionej miłości.
W 1816 roku Ferdinand von Bismarck kupił na Pomorzu, w powiecie nowogardzkim dobra: Konarzewo (Kniephof), Jarchlino (Jarchlin) i Kulice (Külz). Gdy w roku 1839 Otto porzucił służbę państwową, osiadł w Konarzewie i Kulicach. W Jarchlinie gospodarzył już od jakiegoś czasu jego brat, Bernhard.
W roli ziemianina Otto czuł się wyśmienicie; świetnie jeździł konno, lubił polowania i spotkania sąsiedzkie. Sławne były w okolicy (i nie tylko w okolicy) jego konne gonitwy na złamanie karku, którym zawdzięczał przydomek „Szalonego Bismarcka”. Potrafił ułożyć sobie życie na pomorskim partykularzu, tak z miejscowym junkierstwem, jak i chłopami. Tych ostatnich zjednał, gdy nie bacząc na zagrożenie własnego życia rzucił się w nurty rzeki, by ratować chłopca stajennego Hildebranda.
W 1845 zmarł ojciec, Ferdinand von Bismarck i wówczas bracia ponownie dokonali podziału majątku; Kulice i Jarchlino przypadły Bernhardowi, a Konarzewo i Schönhausen, stara siedziba rodu, Ottonowi. Odtąd musiał dzielić czas między Pomorze i Starą Marchię. Do Pomorza przyciągało go nie tylko piękno tutejszej ziemi, ale i poznani ludzie. Przede wszystkim mieszkająca w Trzygłowie (Trieglaff) rodzina von Thadden. 
Pałac von Thaddenów był ważnym ośrodkiem życia religijnego. Jego właściciele, Adolf Ferdinand (1796-1882) i Henriette z domu von Oertzen (1801-1846) byli żarliwymi pietystami. Pietyzm był ruchem religijnym w obrębie luteranizmu. Wyznawcy starali  się rzetelnie wypełniać przesłanie Biblii. Nawet najbogatsi żyli skromnie, bez ekstrawagancji, oddając się lekturze Pisma Świętego i działalności dobroczynnej. Ich pobożność była aktywna i miała zmieniać otaczający świat, zwracali więc uwagę na potrzeby ubogich, interesowali się ich życiem zarówno materialnym, jak i duchowym. W relacjach międzyludzkich cenili szczerość, odpowiedzialność, oszczędność, dyscyplinę, stałość. Byli politycznymi konserwatystami, wiernymi podporami tronu Hohenzollernów. Pietyzm był bardzo popularny w kręgach pomorskiej arystokracji.
Spotkanie z Thaddenami zmusiło Bismarcka do przemyślenia swojej postawy religijnej. Wychowany był w środowisku przesiąkniętym ideałami Oświecenia. Nigdy do tej pory nie odczuwał potrzeby praktyk religijnych, uważał się, jeśli nie za ateistę, to za agnostyka.
W lutym 1843 przy okazji wizyty w  Trzygłowie został wciągnięty w rozmowę na tematy religijne przez panią von Thadden i jej córkę Marię. Oczywiście wiedział, że  znajduje się w towarzystwie osób bardzo religijnych, starał się więc o sprawach religijnych nie mówić w lekceważący, właściwy dla lekkoduchów sposób. Zrobił dziwne wrażenie. Panie pomyślały, że albo nie odwiedzi ich nigdy więcej, albo uczyni to bardzo szybko. Rzeczywiście wrócił.
Do Trzygłowa przyciągała go nie tylko chęć prowadzenia religijnych dysput, ale przede  wszystkim piękna Maria. Wchodził w świat pietystów, o którym miał niewielkie pojęcie.Maria, romantyczna dziewczyna o wielkiej sile woli, niezależnym sposobie myślenia, dostrzegła w Bismarcku człowieka „który cierpiał tak bardzo z powodu niewiary”. Prosiła „Otto, Otto, zacznij nowe życie, zerwij z szaleństwami”. Chciała, aby zaczął wierzyć, tak mocno jak ona. Bismarcka zauroczyła urodą, znajomością literatury (czytała Goethego i Heinego), teatru, muzyki, malarstwa, nawet autentyczną żarliwością religijną. Wydawała mu się idealną życiową partnerką. Niestety, poznał ją za późno. Maria była narzeczoną jego przyjaciela, Moritza von Blankenburga.
Rozmawiali ze sobą całymi godzinami i chyba również Maria zakochała się w tym przystojnym, czarującym, nieodpowiedzialnym hulace, tak różnym od jej porządnego, ale trochę nudnego narzeczonego. Martwiła się, że jej słowa nie są w stanie go przekonać, sprawić, by w jego biedne, zimne serce wpłynęła choćby odrobina pokoju, jaki daje wiara. Swoimi troskami i fascynacją dzieliła się z przyjaciółką, Johanną von Puttkamer. W ten sposób wytyczała drogę do znajomości, która będzie najważniejszą w życiu Bismarcka.
Ale on wtedy jeszcze o tym nie wiedział.
W dniu  4 października 1844 Maria wyszła za mąż za swego Blankenburga. Wcześniej musiał jej przyjść do głowy pomysł uszczęśliwienia dwojga najbliższych przyjaciół: Ottona i Johanny. Postanowiła ich pożenić. Oboje zostali zaproszeni na ślub i jako para posadzeni przy weselnym stole. Otto jednak na nieśmiałą towarzyszkę nie zwracał uwagi. Wesele Marii i Moritza zakłóciła tragedia: od weselnych fajerwerków zapaliły się zabudowania folwarczne, ogień zagroził kościołowi i pałacowi. Goście, w tym Bismarck, ruszyli ratować, co się da. Niejeden z obecnych zapewne pomyślał, że nad małżeństwem Blankenburgów zaświeciły niedobre gwiazdy.
Zimą tego roku, a była to ostatnia, jaką spędził na Pomorzu, Bismarck często gościł w pałacu w Gardominie (Cardemin), w którym zamieszkała Maria po ślubie. Tej zimy także bywała tu Johanna. Na Ottonie jej obecność nie robiła jednak żadnego wrażenia. Nie zauważał jej. Liczyła się tylko Maria.
Ostatecznie w początkach 1846 roku załamany Otto, chcąc przerwać coraz bardziej bolesną i dla wszystkich nieznośną sytuację, podjął decyzję o opuszczeniu Konarzewa. Wyjechał do Schönhausen.
Maria nie rezygnowała ze swego planu. Nie była osobą, która łatwo się poddaje. Latem 1846 zaaranżowała wyprawę w góry Harzu. Zaprosiła siedmioro przyjaciół, w tym pannę von Puttkamer i oczywiście Ottona.

Johanna von Puttkamer

Johanna Friederike Charlotte Dorothea Eleonore von Puttkamer pochodziła z prastarego pomorskiego rodu, któremu  początek dali znani z historii Polski Święcowie. Od tytułu jednego z nich, podkomorzy, pochodzi niemiecka forma nazwiska.
W ciągu wieków ród, którego kolebką była Ziemia Sławieńska (Schlawe), podzielił się na kilka gałęzi: pomorską, inflancką (z tej pochodził mąż Maryli Wereszczakówny, Wawrzyniec Puttkamer), śląską. Ojciec Johanny,  Heinrich von Puttkamer (1789-1871), właściciel trzech majątków: Wiatrołom ( Viartlum), Darżkowo (Darsekow)  i Radusz ( Reddies), ożenił się  1 grudnia 1819 w Grzmiącej (Gramenz) z Luitgarde Agnese von Glasenapp (1799-1863). Para doczekała się dwojga dzieci:  syna Franza, który zmarł w wieku 5 lat i urodzonej 11 kwietnia 1824 w Barnowcu (Reinfeld), Johanny. Córka była sercem ich życia, chcieli ją widzieć szczęśliwą i zadowoloną. W domu Puttkamerów, podobnie jak u Thaddenów, bardzo poważnie traktowano sprawy religii. Ojciec, człowiek starannie wykształcony, miał opinię najpobożniejszego arystokraty na Pomorzu. Johanna otrzymała dość skromne, domowe wykształcenie; nauczono ją oczywiście gry na fortepianie (dobrze) i języka francuskiego (kiepsko), ale jej wiedza ogólna była słaba, znajomość świata również.  Johanna nie dorównywała urodą Marii von Thadden. Była wysoką, szczupłą, nieśmiałą dziewczyną o  trochę za długim nosku, pociągłej twarzy i bardzo pięknych, ogromnych, rozmarzonych oczach. Miała urodę wrzosu, trzeba było chcieć zobaczyć jej delikatny czar.
Podróż w góry Harzu, długie wspólne wycieczki, wizyty w historycznych miejscach, dyskusje na tematy religii, sztuki, literatury, spacery przy księżycu i wspólne muzykowanie zbliżyły Ottona i Johannę. Wracając na Pomorze kilka dni spędzili w Berlinie, bywali na koncertach, w teatrach i składali wizyty znajomym. Maria mogła być z siebie wreszcie zadowolona. Sprawy układały się po jej myśli. We wrześniu 1846 do Gardomina przyszedł napisany po łacinie (!) krótki list, w którym Otto Bismarck informował Blankenburgów, że gotów jest poprosić Puttkamera o rękę córki. Zanim jednak zdołał poczynić stosowne kroki, otrzymał z Pomorza tragiczną wiadomość. W końcu października 1846 zmarła pani von Thadden, a 10 listopada jej córka, Maria von Blankenburg. Obie były ofiarami szalejącej na Pomorzu cholery. Kilka tygodni później, 12 grudnia Otto spotkał Johannę u załamanych stratą synowej Blankenburgów. I być może w czasie tego spotkania, wypełniając marzenie zmarłej przyjaciółki, które stało się także jego pragnieniem, poprosił ją o rękę. W dziesięć dni później napisał w Hôtel de Prusse w Szczecinie list, który tak przeraził jej ojca.
 
Hôtel de Prusse, Stettin

Bismarck, o którym „wszyscy” wiedzieli, że jest niedowiarkiem, a być może nawet ateistą, musiał przekonać przyszłego teścia, nie tylko o tym, że kocha jego córkę, ale także o tym, że sprawy religii traktuje bardzo serio. Napisał więc bardzo długi list, w którym opowiadał o swoich religijnych dylematach, spowiadał się z życia,  przekonywał, jak bardzo zbliżył się do Boga. To było chyba szczere wyznanie. Śmierć Marii mogła sprawić, iż w wielu kwestiach, a zwłaszcza tych, tak dla niej ważnych, zmienił zdanie i chciał widzieć siebie takim, jakim ona widzieć go chciała. Pisał o tym wprost: „To, co w głębi mnie się działo, ujawniło się, gdy wieść o śmiertelnej chorobie naszej  śp przyjaciółki z Gardemina (Marii von Blankenburg- J.A.K.), wydarła pierwszą gorącą modlitwę z mego serca, bez stawianie pytania, czy ma ona sens. Tym razem Bóg nie nagrodził mojej modlitwy, ale też jej zupełnie nie odrzucił, dlatego nie zrezygnuję z zanoszenia moich próśb do Niego, i czuję w głębi, jeśli nie pokój, to zaufanie i odwagę jakiej nie znałem wcześniej”. O swoich uczuciach do Johanny mówił niewiele, nie składał też żadnych obietnic, a w sprawach dotyczących przyszłości prosił, by zawierzyć ją Bogu.
Puttkamer wspominał potem, że list podziałał na niego jak uderzenie toporem w głowę. Jeszcze bardziej niż sam list zdumiała go reakcja Johanny.  Zawsze taka nieśmiała, tym razem wygłosiła hymn ku chwale Ottona, przełamując opory ojca, który o przyszłym zięciu „słyszał bardzo dużo złego i bardzo niewiele dobrego”. Warto wspomnieć, że  po swojej stronie miała spędzającego z Puttkamerami święta Bożego Narodzenia, Adolfa von Thaddena. W dwa tygodnie później, 12 stycznia 1847, do Barnowca przyjechał Otto von Bismarck. Po krótkim przywitaniu, w obecności rodziców objął i pocałował Johannę i jeszcze raz poprosił o jej rękę.
Oszołomieni Puttkamerowie wyrazili zgodę.

Zakochany Bismarck

Fait accompli! Pan von Puttkamer kazał podać szampana, jego żona „przycisnęła do serca brodatego heretyka”(Bismarck w młodości nosił brodę), następnie gospodarz zasiadł do fortepianu, by zgrać walca, którego zatańczyli szczęśliwi zakochani. Otto został przez rodziców Johanny, choć z wahaniem, zaakceptowany. Nigdy nie mieli potem powodów, by tej decyzji żałować. Tego wieczoru Otto napisał krótki telegram do rodzeństwa informując o swych zaręczynach: „All right. B”.
Półroczny okres narzeczeństwa upłynął na wizytach w Barnowcu (Reinfelde) i wymianie listów. Zadziwiająco pięknych listów. Bismarck zwracał się w nich do narzeczonej: „Dearest”, „Angela mia”, „Mein Engel”, „Trés-chére Jeanneton”, a gdy była chora  „Mein armes krankes Kätzchen” (moje biedne, chore kociątko). Jego listy są pełne miłości, oddania, troski, bywają i bardzo poważne i bardzo żartobliwe.
Listom Johanny brakuje tego żaru i swobody, które są ozdobą jego listów. Wychowana w wąskim kręgu rodzinnym, wśród poważnych, religijnych osób, nie umiała wyrażać swych uczuć z podobną siłą i w tak doskonałej literacko formie. Ponadto paraliżowała ją obawa, że znudzi lub rozczaruje narzeczonego. A jednak znalazła odwagę, by napisać, czego chce: „Oczekuję całej Twojej miłości i lojalności. Gdybym się pomyliła… cóż mi zostanie? Brak zaufania jest najstraszniejszym, najbardziej gorzkim cierpieniem, jakie może być”. Dziś jeszcze słychać w jej listach trzepot serca dziewczyny, czekającej na list od ukochanego „Kiedy dostałam Twój drogi list, natychmiast złamałam pieczęć (…) czytałam,  nie troszcząc się o przypadkowych przechodniów i ich pytające spojrzenia”. Na takie listy Otto odpowiadał „Teraz czarny kotek igra moim sercem, jakby był to kłębuszek wełny, i ja uwielbiam tę grę”. 
Jakże można było go nie kochać?
Johanna nie miała doświadczenia w życiu „światowym”, była prostą panienką z pomorskiego pałacu. Świat, do którego miała wkroczyć napawał ją lękiem. Miała wątpliwości, czy będzie właściwą żoną dla Ottona, wiedziała, że nie jest piękna i że wygląda na więcej lat niż ma. Płakała ze szczęścia i płakała z powodu targających nią obaw. Otto starał się koić rozdygotane nerwy narzeczonej, pisząc: „Kocham Cię taką, jaka jesteś”, ale natychmiast dodawał: „błagam Cię, zajmij się trochę francuskim, nie dużo, tak trochę, czytaj książki, które Cię interesują, jeśli Cię znudzą, po prostu je rzuć”.
Wiele lat później powie, że się natrudził, by z panny von Puttkamer zrobić panią von Bismarck. Bez sarkazmu czy ironii, o żonie bowiem zawsze mówił z czułością. W listach do rodzeństwa i przyjaciół chwalił się Johanną, którą cechowały „niezwykłe zalety ducha i szlachetność”, a nawiązując do jej przekonań religijnych łobuzersko dodawał: „poza tym lubię pietyzm* u kobiet”.
28 lipca 1847 „pod drewnianym dachem prostego wiejskiego kościółka” w Kołczygłowach (Alt Kolziglow) Otto Eduard Leopold von Bismarck poślubił Johannę Friederike Charlotte Dorothea Eleonore von Puttkamer. Następnego dnia młoda para udał się w drogę do Schönhausen, a potem w długą, ponad dwumiesięczną podróż poślubną do Italii. Jechali przez Pragę, Wiedeń, Salzburg, Wenecję, Genuę. Wspomnienia o niej towarzyszyć będą zawsze ich życiu: w 1852 Bismarck przebywając jakiś czas w Wiedniu napisze do żony „byliśmy tu w 47”, w 1865 będąc w Ischl, wspomni, że mieszkali tu razem 18 lat temu, w 1866 w czasie wojny z Austrią, będzie myślał o czasach sprzed 19 lat.

Pan i Pani von Bismarck

Po powrocie zamieszkali w Schönhausen. Johanna łatwo weszła w rolę pani domu, życie codzienne stabilizowało się i bardzo przypominało spokojne pomorskie bytowanie: polowania, spotkania z sąsiadami, wizyty rodziny i przyjaciół. Przyjeżdżali w odwiedziny rodzice Johanny, Malle von Arnim  z mężem i dziećmi, samotny Adolf von Thadden. Dużo czasu spędzała Johanna sama, męża coraz bardziej wciągała polityka i polityczne gry. Zaczynał swą drogę na szczyty, uważał, że takie jest jego przeznaczenie.
Już w „narzeczeńskich” listach pisał: „Jestem wojownikiem Boga, pójdę tam, gdzie On mnie pośle (…) i wierzę, że nada memu życiu kształt zgodny ze swymi planami”. Zbliżał się gorący czas Wiosny Ludów w Europie. W Niemczech pojawiły się hasła zjednoczenia. Krystalizowały się podstawowe koncepcje: zjednoczenie Niemiec wokół Austrii („Wielkie Niemcy”) i  z wyłączeniem Austrii, pod berłem Hohenzollernów („Małe Niemcy”).
W tym czasie kariera Ottona nabiera rozpędu, stał się postacią rozpoznawalną na politycznej scenie Prus jako obrońca interesów szlachty i króla. Dla Johanny był to też fascynujący, radosny czas: w dniu 28 lipca 1847 w Schönhausen urodziła córeczkę, której nadano imiona Marie Elizabeth Johanna. Otto okazał się czułym ojcem, przyjeżdżał z Berlina tak często, jak tylko mógł, by cieszyć się maleństwem i wspierać żonę. Mała Marie, której pierwsze imię miało uczcić pamięć kochanej przez oboje rodziców Marii von Thadden, nie sprawiała kłopotów, była zdrowa i radosna.
W połowie 1849 Otto podjął decyzję o zamieszkaniu w Berlinie. Dobra w Schönhausen zostały wydzierżawione. Chcąc zapewnić żonie spokojniejsze warunki życia, namówił ją na wyjazd do rodziców, do Barnowca. Sam pojawiał się tam tak często, jak tylko pozwalały mu na to oraz liczniejsze obowiązki. Pod nieobecność żony w berlińskich salonach pojawiał się zazwyczaj w towarzystwie siostry, pięknej i eleganckiej Malle von Arnim. Johanna nigdy szwagierki nie polubiła. Bismarck wiódł więc w Berlinie „kawalerskie” życie, dzieląc mieszkanie ze swym tylko kilka miesięcy starszym wujem, Hansem Heinrichem von Kleist-Retzow. Wuj, człowiek bardzo religijny, budził Ottona, przyzwyczajonego długo spać, modłami ze śpiewem. Mimo drobnych niedogodności, jakie sprawiał, Otto lubił wuja i gdy pewnego razu krewniak wyjechał nie mówiąc dokąd, zaniepokojony siostrzeniec umieścił w prasie anons: „Zaginął wuj. Znalazca proszony jest o doprowadzenie zguby na Jägerstrasse 2, II piętro, do zaniepokojonego siostrzeńca. Przewiedziono wynagrodzenie”.
Johanna wróciła do Berlina późną jesienią 1849 roku, 28 grudnia 1849 urodziła syna, Nicolasa Friedricha Herberta.

Żona polityka

Postawa Bismarcka w trudnym dla Prus czasie Wiosny Ludów została zauważona przez króla Fryderyka Wilhelma i nagrodzona w 1851 godnością posła we Frankfurcie nad Menem. Była to bardzo ważna placówka dyplomatyczna, wielu dziwiło się, że powierzono ją osobie z tak małym doświadczeniem. W wrześniu 1851 do Frankfurtu zjechała Johanna z dziećmi, Otto był tam już od kilku miesięcy.
Ośmioletni pobyt nad Menem oboje uznają potem z najszczęśliwszy okres w ich wspólnym życiu. We Frankfurcie urodziło się Bismarckom jeszcze jedno dziecko, syn Wilhelm Otto Albert (1 sierpnia 1852), nazywany Billem. Bismarckowie prowadzili we Frankfurcie dom otwarty, przyjaciele byli mile widziani, każdy gość mógł w zasadzie robić to, co chciał. Spotykali się tu młodzi i starzy, dziadkowie i dzieci. Dbano o dobrą kuchnię, znakomite wina i hawańskie cygara, które namiętnie palił Otto. Wieczorami bywano w operze, na koncertach i na balach. W niedziele jeżdżono konno, pływano, spacerowano.
W grudniu 1858 roku Bismarck dowiedział się, że jest planowane odwołanie go z placówki we Frankfurcie i powierzenie mu poselstwa w Petersburgu. Stanowisko posła przy dworze carów uchodziło za najbardziej prestiżowe w hierarchii dyplomatycznej. W roku 1859, dniu swych urodzin 1 kwietnia, złożył listy uwierzytelniające na ręce cara Aleksandra II. Pobyt nad Newą to kolejny stopień kariery Ottona. Johanna początkowo mu w Petersburgu nie towarzyszyła, przyjechała dopiero w 1859 roku. Podczas podróży z rodziną do Rosji, Otto zapadł na zapalenie płuc. Stan był tak bardzo poważny, że sporządził testament. W długim okresie rekonwalescencji cierpiał na bezsenność, z której leczono go podawaniem opium. Od opium będzie uzależniony do końca życia. Johanna bez kompleksów wkroczyła w życie towarzyskie stolicy carów. Bardzo zmieniła się od „pomorskich” czasów, po francusku mówiła bez zarzutu, a pozycja męża dodawała jej pewności siebie. Zaprzyjaźniła się z wdową po carze Mikołaju I, Aleksandrą Fiodorowną (Charlotte Pruską), z małżonkami braci cesarza, Aleksandrą Josefowną (Aleksandrą Sachsen-Altenburg), żoną wielkiego księcia Konstantego Mikołajewicza i Aleksandrą Piotrowną (Aleksandrą Oldenburg), żona wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza.
Bismarck jako poseł dysponował znacznymi funduszami, można więc było spokojnie uczestniczyć w atrakcjach życia dworskiego. Skrzętna Johanna, aby zaoszczędzić na zbędnych, jej zdaniem wydatkach, zdecydowała, by jarzyny i ziemniaki sprowadzano z pomorskich dóbr, nigdy też nie kupowała drogich, wczesnych szparagów. Mężowi pomagała nie tylko dbając o stabilność poselskiego budżetu. Przygotowała album z fotografiami osób, które Otto mógł spotkać przy różnych okazjach. Zdjęcia zostały przez nią dokładnie opisane, mąż zawsze więc wiedział z kim rozmawia, chroniło go to przed towarzyskimi niezręcznościami. Petersburg, świetna stolica carów, zapewniał nie tylko rozrywki nigdzie indziej nie spotykane na taką skalę (na przykład wielkie polowania na niedźwiedzie czy olbrzymie łosie), ale przede wszystkim udział w wielkich grach politycznych, praktyczną naukę dyplomacji w wielkim stylu i na światową skalę.
Tymczasem w Prusach zachodziły zmiany. W dniu 2 stycznia 1861 roku zmarł Fryderyk Wilhelm IV i na tron wstąpił Wilhelm I. Zapowiadały się przetasowania, może nawet polityczne trzęsienie ziemi. Bismarck liczył się z odwołaniem z Petersburga, co rzeczywiście nastąpiło w marcu 1862 roku. W końcu maja 1862 otrzymał stanowisko posła w Paryżu. Pierwsze spotkanie z cesarzem Napoleonem III miało bardzo przyjacielski charakter. W listach do Johanny zachwycał się zarówno władcą, jak i jego żoną Eugenią („jest jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie znam”). Starał się wysondować stanowisko władcy Francji w sprawie ewentualnego zjednoczenia Niemiec przez Prusy. Mając na względzie swą przyszłą karierę polityczną, z Paryża udał się na krótko do Anglii. Był wstrząśnięty brakiem wiedzy polityków brytyjskich na temat Prus, pisał, że o Prusach ministrowie królowej Wiktorii wiedzą mniej niż o Japonii czy Mandżurii. Pobyt w Paryżu traktował jako tymczasowy, spodziewał się powołania na stanowisko ministra spraw zagranicznych, ale wiadomości z Berlina nie nadchodziły. Popadał w przygnębienie i frustrację. Żony przy nim w Paryżu nie było. By podreperować zdrowie, postanowił wyjechać do Trouville i Biarritz, znanych francuskich kurortów. Zażywał morskich kąpieli, nocami grał w kasynie i poza tym się nudził. Aż do przyjazdu w początkach sierpnia księcia Orłowa  z żoną Katarzyną.

Księżna Orłowa

Ona miała 22 lata, jej mąż Mikołaj, bohater wojny krymskiej, a obecnie poseł Rosji w Brukseli, 42, Bismarck 47. Bismarcka połączyła z piękną Rosjanką amitè amoureuse. Byli nierozłączni. Czas płynął jak w bajce: wieczorne koncerty w  wykonaniu Katarzyny, spacery w poświacie księżyca brzegiem morza, wyprawy w dzikie, nadmorskie okolice. Księżnę nazywał Kathy bądź Katsch. Swej fascynacji nie taił w listach do Johanny. Pisał „byliśmy w wąskim wąwozie na skalistym wybrzeżu (…) wokół nas ani żywej duszy. Między skałami pokrytymi kwitnącym wrzosem widać było morze, zielone i białe od spienionych fal i gry słonecznego światła. Obok mnie stała najbardziej czarująca z kobiet. Pokochałabyś ją serdecznie, gdybyś ją poznała”. Dodawał, że przypomina mu Marię von Thadden. A w liście do siostry Malvine był jeszcze bardziej szczery: „Odkąd przyjechali Orłowowie spędzamy czas razem, jakbyśmy byli tutaj sami. I chyba zakochałem się troszeczkę w tej małej prinicipesse. Wiesz, że czasami mi się to zdarza, nie czyni to jednak krzywdy Johannie”.
Rok później w samym środku politycznej batalii pisał do Orłowej, wspominając idyllę w Biarritz i być może odpowiadając na jakąś jej sugestię: „Muszę stłumić tęsknotę ujrzenia ponownie morza, obawiam się bowiem, że spotkałbym tam księżnę O. nie Cathy. Pocieszam się, otwierając szkatułkę po cygarach; znajduję tam jedną z Twoich spinek do włosów, zapach żółtych kwiatów zerwanych w Superbagnères, mech z Port de Vanasque, gałązkę oliwki z tarasu w Avignon. Niemiecki sentymentalizm, powiesz. Nieważne. Pewnego dnia będę miał przyjemność pokazać Ci te pamiątki ze szczęśliwych czasów, o których myślę jako o paradise lost (raju utraconym)”. Opuścili Biarritz w końcu września 1862. Spotkali się jeszcze raz, w październiku 1864, ponownie w Biarritz i być może udało im się coś z tego utraconego raju odzyskać.

„...i będą jednym ciałem i jedną duszą”.

Kathy nie spotkał nigdy więcej, ale wymieniali listy aż do jej przedwczesnej śmierci w 1874. Fascynacja księżną Orłową nie zakłóciła życia rodzinnego. Johanna nigdy nie przyjęłaby do wiadomości, iż jej Ottonek (Ottochen) mógłby ją skrzywdzić. Jego miłości była pewna, a zdarzające się fascynacje męża traktowała spokojnie, jako coś, co przydarza się mężczyznom. Jej miłość i oddanie były całkowite. Sobie nie zostawiła nic. Ufała mu bezgranicznie, patrzyła na świat jego oczyma, oceniała ludzi przez pryzmat ich stosunku do niego. Złośliwi powtarzali, że Otto swych wrogów nienawidzi do czwartego pokolenia, a Johanna nienawidzi ich do tysiącznego, ale zdanie to nie wydaje się sprawiedliwe.
Oddanie Johanny miało też swoje negatywne strony. Nigdy go nie krytykowała, spełniała wszelkie zachcianki, dogadzała nawet, gdy w grę wchodziło jego legendarne obżarstwo, stwarzające w pewnym momencie poważne problemy zdrowotne. Otto jadał za dużo,  śniadanie składało się z 6 jaj, kilku gatunków mięsa, pieczywa, do tego wypijał butelkę wina (najchętniej Bordeaux) oraz kawę lub herbatę. Na obiad podawano 7-8 dań. Ulubioną przystawką Bismarcka były czajcze jaja, kawior i rolowane marynowane śledzie (Bismarckheringe). Uwielbiał zupę węgorzową (Aalsuppe), pieczone mięsa, zwłaszcza dziczyznę, orzechowe ciasto. Posiłkom towarzyszył niekończący się potok szampana, piwa lub wina. Gdy doktor Ernst Schweninger zaordynował restrykcyjną dietę, Johanna starała się przeszmuglować mężowi smakołyki.
Wszędzie, gdzie za nim szła, zabierała ze sobą  echa pomorskiego domu rodziców, szczęśliwego, pełnego miłości, serdeczności i modlitwy. Taki dom stworzyła mężowi i dzieciom. Otto był świadomy długu, jaki wobec niej miał. Powtarzał, że to, kim jest zawdzięcza żonie. Małżeństwo pomogło mu zakotwiczyć się w życiu i tą stabilizującą kotwicą była Johanna. Trudno przecenić znaczenie spokoju i harmonii, które mu dała, zważywszy  na burze w jego karierze i wulkaniczny temperament. Nie była mimozą, w okresach długiej nieobecności męża potrafiła sprawnie zarządzać majątkami, rozmawiać z bankierami, decydować w sprawach finansowych. O tym, czym byli dla siebie, najlepiej świadczy ich korespondencja. Rzeczywiście byli jednym ciałem i jedną duszą.

Żelazny kanclerz

W 1862 nowy król, Wilhelm I, powołał Ottona na stanowiska premiera Prus. Zaczynał się najbardziej intensywny okres w jego życiu. Bismarckowie zamieszkali w pałacu przy Wilhelmstrasse 76 w Berlinie. Na Johannę spadły nowe obowiązki. Jako żona premiera musiała znowu prowadzić życie światowej damy. Nie przepadała za nim, choć nie kosztowało już ją ono tylu stresów, co w początkach jego politycznej kariery. Jej naturalna rezerwa znikała wśród przyjaciół, przy nich rozkwitała, była przyjacielska, dowcipna i wesoła. Organizowała cieszące się wielkim uznaniem berlińskiej elity wieczory (soirèes). Zaproszenie na nie ceniono prawie tak wysoko, jak zaproszenie do królewskiego zamku. W pięknych, „prosto z Paryża” toaletach towarzyszyła mężowi w dworskich przyjęciach i na balach. Umiała być żoną ambitnego polityka.
Bardzo przeżywała zarówno sukcesy polityczne męża, jak i jego porażki. Tytuł hrabiego, który Otto otrzymał po zwycięskiej wojnie z Danią w 1864 był w jej oczach przede wszystkim zasłużoną nagrodą za ciężką pracę, z dumą więc ozdobiła swój papier listowy hrabiowską koroną.
W 1866, w toku burzliwej politycznej dyskusji wokół nadciągającej wojny z Austrią, 22-letni student Ferdinand Cohen-Blind dokonał zamachu na Bismarcka. Do wracającego do domu premiera oddał pięć niecelnych strzałów z rewolweru. Bismarckowi udało się zamachowca obezwładnić, ale w trakcie szamotaniny, został lekko ranny. Gdy wrócił do domu, położył się na kanapie i zwracając się do Johanny, powiedział: „Moje dziecko, dziś strzelali do mnie, ale nic mi nie jest”. Wstrząśnięta Johanna zareagowała wyjątkowo gwałtownie: „Ottonku, kiedy umrę, zanim wstąpię do nieba, podejdę do drzwi piekieł, spojrzę na stojącego tam tego łotra, i tak go uderzę, że jeszcze głębiej w piekło się zapadnie!”. Rozbawiony Otto zbył uwagę żony zdaniem, że chyba niewiele wie o porządkach niebieskich, skoro tak mówi. Sytuacja jednak zabawna nie była. Polityka Bismarcka wobec Austrii miała wielu wrogów, pismo protestujące przeciw niej wysłała do króla między innymi Rada Miasta Szczecina, dla wielu Cohen-Blind był bohaterem i męczennikiem (popełnił w więzieniu samobójstwo, podcinając sobie gardło).
Do wojny z Austrią doszło w 1866, a jej klęska pod Königgrätz -Sadową przybliżyła moment zjednoczenia Niemiec. Pozostawała już tylko wroga zjednoczeniu Francja, którą pokonano w 1870. Mąż Johanny zjednoczył Niemcy, tak, jak zapowiadał „krwią i żelazem”. 18 stycznia 1871, w 170 rocznicę koronacji elektora brandenburskiego, Fryderyka III na „króla w Prusach”, w Sali Zwierciadlanej pałacu w Wersalu, Wilhelm I przyjął tytuł „cesarza niemieckiego”. Wydarzenie miało dla Bismarcka gorzki posmak. Po ceremonii cesarz zszedł z podwyższenia nie podając mu ręki. Hohenzollern chciał być „cesarzem Niemiec”, a Bismarck przeforsował tytuł „tylko” cesarza niemieckiego. Wkrótce jednak, 30 lipca 1871, nagrodził premiera tytułem księcia (Fürst) oraz urzędem kanclerza Niemiec.
W 1890 po konflikcie z młodym cesarzem Wilhelmem II, Bismarck poddał się do dymisji i wycofał z aktywnego życia politycznego.

Dzieci
Kiedy Otto von Bismarck jednoczył Niemcy, burzył resztki ładu wiedeńskiego w Europie, przestawiał pionki na europejskiej, politycznej szachownicy, jego żona skupiła się na  sprawach dzieci. Oboje, i Otto i Johanna, byli czułymi, pełnymi miłości rodzicami. Gdy jednak dzieci podrosły i chciały wyjść spod opiekuńczych skrzydeł, zaczęły się problemy.
Marie wyrosła na piękną dziewczynę. Jej pierwszy narzeczony, hr. Wend von Eulenburg zmarł przed ślubem w 1876. W 1879 wyszła za mąż za dyplomatę hr. Kuno von Rantzau. Psychicznie była kopią swej matki, ale w związku małżeńskim nie znalazła tyle szczęścia, co ona. Po ojcu odziedziczyła skłonność do hipochondrii. Świat, podobnie jak matka, dzieliła na przyjazny i wrogi Bismarckowi.
Młodszy syn Bismarcków, Bill (Wilhelm), wybrał karierę urzędniczą. Pełnił funkcję landrata Hanau, a potem Naczelnego Prezydenta (Oberpräsident) Prus Wschodnich. Ożenił się w 1885 roku z kuzynką,  Sybille von Arnim, córką Malwine. Bismarck nie sprzeciwiał się temu małżeństwu, choć siostrzenicy nie lubił. Bill zmarł w Warcinie (Varzin) 30 marca 1901 roku. Sybille mieszkała tu do swej śmierci. W marcu 1945 popełniła samobójstwo (otruła się) na wieść zbliżaniu się Armii Czerwonej.
Najwięcej nadziei łączyli rodzice z Herbertem, najbardziej utalentowanym ze swych dzieci. Herbert wziął udział w wojnie francusko-pruskiej w 1870 i został ciężko ranny w bitwie pod Mars-la-Tour. W 1874 wszedł do służby dyplomatycznej. Pełnił funkcję posła w Londynie i Petersburgu. W 1886 roku zarówno dzięki pozycji Bismarcka, jak i własnym zdolnościom został sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, stając się jednym z najbliższych współpracowników ojca. Jego dobrze zapowiadającą się karierę zwichnęła dymisja Bismarcka w 1890, ale też alkoholizm, w który popadł po przegranej z ojcem walce o prawo poślubienia księżnej Elisabeth Carolath-Beuthen.
Księżna miała wiele zalet, była piękna, inteligentna i bardzo bogata, i niestety kilka wad. Była o 10 lat starsza od Herberta, była katoliczką i była rozwódką. W trudnym momencie konfrontacji syna z mężem Johanna stanęła po stronie męża. Ostatecznie Herbert ożenił się w Wiedniu w 1892 z hrabianką Marguerite Hoyos, z którą miał pięcioro dzieci.
Zmarł 18 września 1904 w Friedrichsruh.

Ostatnie lata

Johanna bardzo mocno przeżywała nieporozumienia męża z młodym cesarzem Wilhelmem II, a potem dymisję Ottona. Po pożegnaniu się z polityką zamieszkali w Friedrichsruh, posiadłości, którą Bismarck otrzymał od cesarza Wilhelma I w 1871 w podzięce za udział w jednoczeniu Niemiec.
Otto był rozgoryczony, cierpiał na depresję, fatalnie znosił cesarską niełaskę. Jedynie w towarzystwie Johanny odzyskiwał humor. Lubił, gdy siadała do fortepianu i grała mu utwory Beethovena. Sporo czasu spędzali też w pomorskim Warcinie (Varzin), majątku zakupionym w 1867 roku. Pałac warciński był pięknie położony, miał duży park, w którym nowi właściciele zasadzili sprowadzane z różnych stron świata krzewy i drzewa.  Bismarck zawsze lubił lasy i kochał drzewa. Johanna tę pasję podzielała. Spacerowali i przyjmowali wizyty przyjaciół. Przyjeżdżały dzieci z rodzinami, ludzie, dla których Bismarck był żyjącą historią, dziennikarze.  Tylko politycy unikali starego kanclerza.
Ku radości Johanny w styczniu 1894 doszło do pojednania jej męża z monarchą. Bismarck został przyjęty na audiencji a potem zaproszony na śniadanie. Kilka tygodni później cesarz złożył wizytę w Friedrichsruh. To była ostatnia jej radość. Od dawna chorowała na astmę, anemię, miała problemy krążeniowe.
Lato i jesień 1894 Bismarckowie spędzili w Warcinie. Johanna czuła się coraz gorzej. Choroba potwornie ją wyniszczyła. Otto płakał, widząc storturowane cierpieniem ciało żony, w którym tylko oczy pozostały niezmienione. Piękne. Niezwyciężone. Umarła w objęciach męża, 27 listopada 1894.

***

Śmierć żony, mimo że spodziewana, załamała Bismarcka. Kilka tygodni wcześniej zwrócił się do swego starego kamerdynera, którego żona także była bardzo chora: „Przyjacielu, całym sercem dzielę twój smutek. Jestem w takim samym strasznym położeniu, co ty. Wszyscy odchodzą przed nami”.
Po śmierci Johanny napisał do siostry Malwine: „Johanna była wszystkim, co miałem (..) teraz została tylko pustka (…) but I can not help it (ale nic już na to nie poradzę)”. Jeszcze tego samego dnia wysłał telegram do cesarza i w odpowiedzi otrzymał pełną współczucia depeszę. Kondolencje przesłali królowie Saksonii, Wirtembergii, książę Luitpold Bawarski, wielki książę Badenii, były kanclerz Caprivi i obecny kanclerz Hohenlohe. Johannę pochowano w kaplicy grobowej w Warcinie. Kilka lat później, jej trumnę przeniesiono do kaplicy w Friedrichsruh. Otto opuścił Warcino w grudniu 1894, nigdy już tu nie wrócił.
Zmarł 30 lipca 1898. Ostatnie jego słowa brzmiały: „Boże spraw, abym znowu ujrzał moją Johannę”.

* Gra słów, pietyzm, od pietas (łac.) poszanowanie połączone z uwielbieniem

(tekst opublikowany w 2010 r. na portalu stetinum.pl)

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 28.08.2012