Protasiewicz walczy z Niemcami

Wtorkowa awantura na lotnisku we Frankfurcie nad Menem z udziałem europosła PO Jacka Protasiewicza, choć na pozór groteskowa, uderza w wizerunek Platformy jako partii otwartej, dalekiej od antyniemieckich fobii i uprzedzeń. Dowodzi, że strach przed Niemcami jest silny nie tylko w PiS, ale także w PO.

Oto jeden z najbliższych współpracowników premiera Donalda Tuska, wiceszef Parlamentu Europejskiego, po wypiciu - jak twierdzi - dwóch buteleczek wina na pokładzie samolotu wdaje się w awanturę z obsługą lotniska z powodu wózka bagażowego. Funkcjonariusz miał popchnąć europosła. Słysząc rzekomo "raus" (wynocha) z ust celnika, Protasiewicz przypomina mu czasy wojny i okupacji. Odgrzewa stereotyp złego Niemca, który czai się tuż za granicą, żeby Polakowi dokopać i go poniżyć. Mówi celnikowi, że w kraju, w którym mieszka, "raus" kojarzy się z takimi słowami jak "Heil Hitler" czy "Hände hoch". Poucza go, by "zanim po raz drugi użyje siły, pojechał do Auschwitz i zobaczył, jakie są skutki, jak ludzie w uniformach używali siły". Niezrażony wykładem polskiego polityka funkcjonariusz wzywa policję i Protasiewicz, skuty kajdankami, ląduje w komisariacie.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,15540190,Protasiewicz_walczy_z_Ni...
Veröffentlichung/ data publikacji: 28.02.2014