Świat roślin i kobiet

Nasze życie jest życiem wśród roślin. Zawdzięczamy im mnóstwo: tlen, pożywienie, paliwo, lekarstwa, domy, ubrania, meble, relaks, cień w upalne dni itd. Ale też używki, narkotyki i śmiertelne trucizny. Przez wieki było tak, że kto posiadł tajemnice roślin, ten cieszył się nabożnym wręcz szacunkiem. Albo wywoływał lęk, jak np. osoby uważane za czarownice. Rodzaj żeński nie jest tu przypadkiem, bo najczęściej spotykało się zielarki, a zielarzy było zdecydowanie mniej. Im bliżej współczesności i im większa była wiara w technikę i chemię, tym w większe zapomnienie odchodziła wiedza zielarek.

Termin „etnobotanika” pojawił się pierwszy raz 120 lat temu. To interdyscyplinarna nauka, będąca skrzyżowaniem botaniki, antropologii kulturowej, historii, geografii, chemii, a nawet politologii. Właśnie etnobotaniką zajmuje się Marek Styczyński - gość kolejnej edycji imprezy „Cienie zapomnianych kultur”, która miała miejsce w sobotę w dawnym opactwie cystersów w Kołbaczu. Zorganizowało ją już po raz siódmy tamtejsze stowarzyszenie Spichlerz Sztuki na czele z jego szefem Radosławem Palusem. Wystawa „Zielnik podróżny” (czynna będzie przez miesiąc) z blisko 40 planszami o znanych nam dobrze, a jednocześnie jakże nieznanych roślinach, świetnie wpisuje się w tytuł cyklu. Na wernisażu M. Styczyński mówił o roślinach to, czego raczej z nimi nie łączymy. Np. że porozumiewają się między sobą. Albo że nie tylko my decydujemy o tym, które rośliny sadzimy w swoim ogrodzie, ale wpływ na to mają też one same. Jak podkreśla autor, etnobotanika nie jest spisem zastosowań określonych gatunków roślin, a jest dociekaniem, dlaczego i w jaki sposób ludzie zajmują się roślinami. Oglądający wystawę mieli okazję skosztować herbaty z kwiatów gojnika - rośliny rosnącej w górach, powyżej 1000 m n.p.m., dlatego wolnej od zanieczyszczeń.

Styczyński prezentował też stare, tradycyjne instrumenty muzyczne, wykonane - jakże by inaczej - z roślin, a pochodzące z różnych zakątków Europy. Nie tylko prezentował, ale i grał na nich, a niezwykłym śpiewem bez słów towarzyszyła mu żona - Anna Nacher, kulturoznawczyni i antropolożka. Jej wiedza świetnie dopełnia przyrodnicze wykształcenie męża, który jest leśnikiem. Razem jeżdżą na wyprawy w poszukiwaniu zapomnianych kultur. Razem też tworzą muzyczny projekt Karpaty Magiczne.

Jak zwykle w „Cieniach zapomnianych kultur”, drugą część stanowił koncert w kołbackim kościele. Znakomicie dopełniał on wystawę, bo wystąpił zespół Trzy Dni Później - tegoroczny zdobywca głównej nagrody w Konkursie Muzyki Folkowej Polskiego Radia „Nowa Tradycja” za płytę „Pokój jej cieniom”. To znakomite głosy trzech kobiet: Marty Piwowar, Marty Groffik-Perchel i Joanny Piwowar-Antosiewicz, a na altówce towarzyszył im Paweł Odorowicz. Uzupełniony świetnie pasującą elektroniką potrójny wokal pozwolił słuchaczom zanurzyć się w świat przyrody i w świat kobiet, bo - jak mówi jedna z artystek - przedstawiają one pieśni usłyszane od swych babć. Dodajmy: w bardzo osobistych interpretacjach. Były też utrzymane w podobnym stylu utwory Joanny Piwowar-Antosiewicz. Ona sama mówi: „Wszystkie słowa i melodie ukazują wielokulturowość definiującą Dolny Śląsk, z którego pochodzimy. Interesuje nas ten tygiel wydarzeń historycznych, widziany oczami kobiet na przestrzeni kilku wieków”. Wykonywane pieśni członkinie zespołu dedykują swoim babciom. „Ich niełatwe losy nauczyły nas, jak ze spokojem wypatrywać światła (najlepiej przy tym nucąc)”.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=14-40&temat=4
Veröffentlichung/ data publikacji: 11.10.2014