Jak walczyliśmy z Jagiełłą

Ten pomysł zrodził się już rok temu. Jego autorem był mieszkający w Rurce k. Chojny Jacek Prętki – uczestnik wielu wypraw rowerowych grupy chojeńskiej, organizującej od wielu lat wakacyjne rajdy krajoznawcze. Postanowiliśmy, iż w tegorocznej, zapowiedzianej na 18 lipca bitwie pod Grunwaldem wzmocnimy armię państwa zakonnego, aby wreszcie przełamać hegemonię polskiego władcy Władysława Jagiełły. Dlaczego zdecydowaliśmy się stanąć po stronie Krzyżaków? Powodów było kilka. Przede wszystkim postanowiliśmy dochować wierności historycznym władcom obecnych naszych ziem. Nie wszyscy bowiem wiedzą, iż w bitwie grunwaldzkiej po stronie krzyżackiej walczył książę szczeciński z rodu Gryfitów – Kazimierz V. Ponadto Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (pełna nazwa zakonu krzyżackiego) to jak gdyby spadkobierca bliskich nam z racji Rurki czy Swobnicy rycerskich zakonów templariuszy i joannitów, albowiem Krzyżacy wzorowali się na nich obu. Trzeba też wiedzieć, że Königsberg (Królewiec) to jedno z głównych miast zakonu, a nasza Chojna do 1945 roku nazywała się identycznie.

Ruszyliśmy na żelaznych rumakach (rowerach) w pełnym uzbrojeniu (namioty, śpiwory), aby radzić sobie w najtrudniejszych warunkach i z racji niekoniecznie dobrze kojarzących się czarnych krzyży mieć pełną niezależność. Było to trafne posunięcie, bo gdy jednego dnia, po przebyciu około 100 km, bardzo utrudzeni jazdą dotarliśmy do gospodarstwa agroturystycznego, pewna babcia spojrzawszy na nasze „uzbrojenie” kategorycznie odmówiła noclegu. Musieliśmy rozbić obóz nad pobliską rzeką za pozwoleniem miejscowego ziemianina. Jednak trzeba zaznaczyć, że to był wyjątek, bo ogólnie nas szanowano i na całej trasie mieliśmy dużo objawów sympatii i podziwu. Zawsze na postojach pytano, skąd jesteśmy, czy tym razem zwyciężymy itp.

Rycerski Przystanek Woodstock
Nie żałowaliśmy tej trudnej wyprawy. Rozległe wzgórza grunwaldzkie w połowie lipca zamieniają się w rycerski Przystanek Woodstock. Setki namiotów, wielonarodowe bractwa, różnobarwne stroje, dziwaczne ubiory, walki, tańce, śpiewy, oryginalne potrawy, trunki – to wszystko tworzy niepowtarzalną atmosferę. Samo widowisko, czyli około godzinna inscenizacja bitwy, to tylko finalny pokaz, ale warto tam spędzić przynajmniej 2-3 doby, aby poczuć klimat imprezy. Już po bitwie uczestniczyliśmy np. w końcowej fazie bardzo prestiżowego turnieju rycerskiego o Złoty Pas Grunwaldu, w którym walczą najlepsi zawodowcy z tej branży. Są to nieoficjalne mistrzostwa Polski. Zawodnicy walczą prawdziwymi mieczami, w pełnej zbroi, zabezpieczającej przed poważniejszymi urazami. To prawdziwe walki, a nie reżyserowane pokazy. Sprawność czołówki rycerskiej jest niesamowita. Sędziuje czwórka zawodowców, licząc trafne uderzenia. Mistrz, wchodząc do czołowej szesnastki, musi stoczyć pięć zwycięskich walk w niewielkich odstępach czasu. Sama inscenizacja bitwy robi wrażenie. Już parę godzin przed pokazem publiczność gromadzi się na trawiastym stoku wzgórza, aby zająć dobre miejsce do obserwacji. Konnica, armatnie wystrzały, powtarzane parokrotnie rycerskie szarże tworzą atrakcyjne widowisko. Każdy fragment bitwy poprzedzany jest komentarzem dla lepszego zrozumienia jej przebiegu. Po zakończeniu niepowtarzalna parada zwycięzców i nie mniej podziwiani dzielni rycerze zakonni, którzy walczyli do ostatniego tchu. W dniu walki była temperatura około 25 stopni i zmienne zachmurzenie. Z bliska widzieliśmy wysiłek na twarzach walczących. Niektórzy rzeczywiście padali ze zmęczenia i upału. Po zdjęciu przyłbicy każdy był mokry do cna.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=15-32&temat=6
Veröffentlichung/ data publikacji: 16.08.2015

Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion

Vielleicht interessieren Sie sich für einen der aktuellen Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion: