Z kim mamy do czynienia? Z ludźmi!

W ostatnim numerze „Gazety Chojeńskiej” ukazał się tekst Tomasza Zgody pt. „Czego nie warto bronić” (www.gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=16-03&temat=6), w którym autor krytycznie odniósł się do moich refleksji (w artykule „Czego warto bronić?” w GCh w nr. 51-52 z 2015 roku - www.gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=15-51&temat=4) dotyczących debaty w sprawie udzielania pomocy uchodźcom z Bliskiego Wschodu. Chciałbym się ustosunkować do stawianych mi zarzutów, a także do formułowanych przez mego adwersarza twierdzeń i pytań.

Wspólnota polityczna – nie religijna
W pierwszej części swego wywodu Tomasz Zgoda stwierdził, że nazywam anachronizmem kulturę chrześcijańską w Europie i w konsekwencji niejako postuluję, aby „odrzucać setki lat dorobku chrześcijaństwa i jego wkładu w rozwój wszystkich elementów naszej kultury”. Problem w tym, że w mym tekście nie ma takiego stwierdzenia. Anachronizmem nazwałem samo pojęcie chrześcijańskiej Europy, doceniając wszelako wkład chrześcijaństwa w rozwój jej cywilizacji. Przede wszystkim zaś wskazywałem na to, że w obecnym kształcie Europa jest wspólnotą polityczną, nie zaś wyznaniową czy etniczną, a najważniejszą jej ideą jest pluralizm, który umożliwia współegzystowanie przedstawicieli różnych światopoglądów, religii i etnosów. To właśnie dzięki temu pluralizmowi prezydent RP może składać życzenia bożonarodzeniowe na tle symboli świątecznych, a także zapalać w swym pałacu chanukowe świece. Gdybyśmy zakazali wstępu do tej wspólnoty wybranym grupom kulturowym – np. muzułmanom – to wówczas owe „setki lat dorobku” naszej cywilizacji rzeczywiście ległyby w gruzach.

Z kim mamy do czynienia?
W dalszej części tekstu mój adwersarz stawia pytanie o to, kim są przybywające do Europy osoby. Szybko znajduje odpowiedź, bowiem – jak stwierdza – „powszechnie wiadomo, że są to w znakomitej większości mężczyźni w sile wieku wyznania muzułmańskiego”, którzy zamiast walczyć o swoją ojczyznę na miejscu lub zatrzymać się w jej pobliżu, uciekają od niej setki kilometrów. Gdyby mój polemista zechciał jednak zajrzeć trochę głębiej, niż sięga „powszechna wiedza”, to dowiedziałby się, że owi młodzi mężczyźni, uciekając przed terrorem, udali się najpierw wraz ze swymi rodzinami do zapewniających względne bezpieczeństwo obozów uchodźczych w Libanie, Jordanii lub Turcji (państwa te, o czym się często zapomina, przyjmują 90 proc. uchodźców z Syrii). Zostawiwszy tam kobiety i dzieci, ruszyli następnie w dalszą podróż, trwającą nierzadko kilka miesięcy i grożącą utratą zdrowia, a nawet życia (według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji w 2015 roku w Morzu Śródziemnym utonęło ponad 2 tys. osób). Tego rodzaju przecieranie szlaków przez najsilniejszych jest typowym zjawiskiem dla ruchów migracyjnych. Przykładów potwierdzających tę regułę jest sporo. By nie szukać daleko: w grudniu 1981 roku Austria ugościła 20 tys. uchodźców z Polski – tak, większość z nich stanowili mężczyźni w sile wieku.
Tomasz Zgoda zastanawia się także nad celem, w jakim owi mężczyźni przybywają do Europy. Odpowiedź na to pytanie podsuwają mu doniesienia medialne o aktach terroru, zamieszkach i napaściach seksualnych, które są „już właściwie codziennością”. To prawda, że za sylwestrowe wydarzenia w Kolonii czy zamachy w Paryżu odpowiedzialne są osoby pochodzące z Bliskiego Wschodu lub mające tzw. tło migracyjne. Czy jednak wolno obarczać winą za te zajścia wszystkich muzułmańskich imigrantów, nawet tych – a stanowią oni niewątpliwie większość – którzy tego rodzaju działania potępiają?
„Z kim – pyta mój interlokutor – mamy zatem tak naprawdę do czynienia”? Odpowiedź nie jest trudna: z ludźmi. Jak w każdej społeczności, tak i wśród uchodźców znajdują się zarówno osoby szlachetne, jak i niegodziwe. Najważniejsze jest to, aby nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Każdy człowiek zasługuje bowiem na to, by traktować jego losy indywidualnie.

Europa a Trzeci Świat
W innym miejscu swej polemiki Tomasz Zgoda zarzuca mi niedostateczne uzasadnienie niektórych twierdzeń, dotyczących stosunku europejskich chrześcijan do Trzeciego Świata. Przede wszystkim, gwoli ścisłości, chciałbym zauważyć, że – wbrew temu, co twierdzi adwersarz – spostrzeżenia moje dotyczyły ogółu europejskich wyznawców tej religii. Ale nawet gdy zawęzimy je tylko do społeczeństwa polskiego – i tak pozostaną prawdziwe. Przeciętna wysokość emerytur i rent w Polsce – choć jest mizerna w porównaniu do Zachodu – pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb, w tym żywieniowych. Tymczasem – w skali globalnej – dwa miliardy chronicznie głodujących osób nie ma tego luksusu. Nic też dziwnego, że mój adwersarz nie zauważył nigdzie w Polsce wykorzystywania taniej siły roboczej. Sprowadzanie robotników z Trzeciego Świata nie jest bowiem opłacalne. Korzystniejsze jest, gdy pozostają oni w swych ojczyznach i za swą półniewolniczą pracę – np. w bangladeskich szwalniach czy kongijskich kopalniach kobaltu – otrzymują 1–2 dolary dziennie. To właśnie tam powstają nasze tanie smartfony i odzież, którą kupujemy na wyprzedażach.

Nie jest żadną tajemnicą, że destabilizacja Bliskiego Wschodu, której następstwem jest napływ uchodźców do Europy, została w dużej mierze spowodowana polityką Zachodu. Z jednej strony wymienić tu trzeba interwencje zbrojne USA, w których Polska też brała udział. Z drugiej strony – partykularne odstępstwa od zasad i wartości europejskich. Znakomicie ujął to Jerzy Buzek w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” (nr 49/2015): „Do rozwoju technologii, produkcji, wolnego rynku potrzebna nam była ropa. Dla dobra naszej cywilizacji, euroatlantyckiej, godziliśmy się na wszystko, byle ropa do nas płynęła. Kogo obchodziła natura reżimów na Bliskim Wschodzie?”. Teraz zbieramy gorzkie owoce tej polityki.

Polska wielokulturowa
Tomasz Zgoda twierdzi, że w Polsce „nadal żywa jest tradycja gościnności”. Pisząc o kilkudziesięciu tysiącach Ukraińców w Polsce, zapomina on jednak, że większość z nich to osoby z polskim pochodzeniem, studenci lub tzw. gastarbeiterzy. Natomiast spośród ponad 2 tys. obywateli tego państwa, którzy w 2015 roku złożyli do Urzędu ds. Cudzoziemców wniosek o udzielenie ochrony międzynarodowej, status uchodźcy otrzymały 2 osoby, pobyt tolerowany – 6, a ochronę uzupełniającą – 24. Trudno również szukać śladów owej słynnej polskiej gościnności w raportach Centrum Badań nad Uprzedzeniami, z których wynika, że 69 proc. społeczeństwa nie życzy sobie, by w Polsce mieszkało więcej – niż obecnie – osób o innym kolorze skóry.

Mój adwersarz stwierdza wreszcie, że na tle zachodniej Europy, borykającej się z problemami powstałymi „na skutek pomieszania kultur”, Polska jest „oazą spokoju”. I z tym spostrzeżeniem nie sposób się zgodzić. Otóż – wręcz przeciwnie – Polska jest miejscem, gdzie ścierają się różne kultury, a potencjalny napływ uchodźców z Bliskiego Wschodu nie spowodowałby żadnych dużych zmian w tym obrazie. Jestem bowiem przekonany, że byłoby wśród nich wiele osób, z którymi znalazłbym więcej wspólnych cech kulturowych, niż np. z nacjonalistami palącymi kukłę Żyda i wrzeszczącymi o „Polsce dla Polaków”. Myślę, że nie jestem w tym przekonaniu odosobniony.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=16-04&temat=4
Veröffentlichung/ data publikacji: 29.01.2016

Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion

Vielleicht interessieren Sie sich für einen der aktuellen Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion: