Kto się boi Owsiaka?

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała w tym roku więcej pieniędzy niż kiedykolwiek wcześniej. Nie przeszkodziły w tym ostre ataki ze strony tych, którym nie podoba się Jurek Owsiak i jego fundacja. Notabene podobne ataki wyraźne były już rok temu.

Przeciwnicy Owsiaka wysuwają rozmaite argumenty, które mają deprecjonować i jego, i WOŚP. Krytykuje się np., że ktoś zarabia, jest zatrudniony, ma etat itp. Jakby Fundacja WOŚP to był tylko jeden dzień styczniowego Finału, a nie długotrwałe przygotowania, potem liczenie i całoroczna praca całego sztabu ludzi: konsultacje z lekarzami i szpitalami w sprawie zapotrzebowania na sprzęt, przetargi, kupowanie sprzętu i przekazywanie go placówkom służby zdrowia. Nie sposób robić tego dorywczo czy po godzinach. A jeszcze w lecie ogromne przedsięwzięcie jako nagroda dla wolontariuszy: Przystanek Woodstock - chyba największy europejski, a może i światowy festiwal na otwartym powietrzu. Kto choć raz tam był, ten wie, jak ogromne to przedsięwzięcie i ile wymaga pracy. A wytworzenie w kilkusettysięcznym tłumie atmosfery bezpieczeństwa (to stały wyróżnik każdego Przystanku Woodstock) to osobny fenomen i osiągnięcie Owsiaka.
Jest też zarzut, że WOŚP wyręcza państwo. To trochę prawda, ale przecież jeśli WOŚP nie kupowałaby szpitalom tego sprzętu, to nie oznacza, że automatycznie kupiłoby państwo. Opieka zdrowotna ma w Polsce wiele ułomności i zapóźnień, które szybko się nie skończą. Jest to ogromne pole do działania przede wszystkim dla państwa, ale i dla wielu innych instytucji czy organizacji. Poza tym nawet w najbogatszych państwach (np. w USA) na rzecz zdrowia działają różne fundacje, które nawet prowadzą szpitale.

Ale w istocie rzeczy ideologicznym krytykom Owsiaka nie chodzi głównie o pieniądze czy etaty. Solą w ich oku jest coś znacznie ważniejszego. Nie przypadkiem wrogowie Wielkiej Orkiestry skupiają się przede wszystkim w środowiskach konserwatywno-nacjonalistycznych, związanych ze sporą częścią polskiego Kościoła katolickiego. Tam jeszcze często wierzy się, że postępować moralnie i czynić dobro można tylko w ramach Kościoła. Tymczasem Owsiak dobitnie udowadnia, że środowiska te nie mają monopolu na miłosierdzie, a przede wszystkim nie mają monopolu na rząd dusz. Tyle że Owsiak takiego monopolu nigdy mieć nie chciał (w przeciwieństwie do swych wrogów). Każdy może założyć fundację, organizować zbiórki, pomagać, a przede wszystkim – co jest najistotniejsze i najtrudniejsze – może próbować zdobyć zaufanie ofiarodawców i mediów.
No i właśnie z tym zaufaniem wielu ma problem. Od lat u części osób nastawionych konserwatywnie (to określenie raczej umowne) Jurek Owsiak wzbudzał zazdrość i zawiść z powodu łatwości, z jaką zdobywa zaufanie milionów Polaków. Ale tę łatwość można szybko zrozumieć, jeśli się porówna język Owsiaka z językiem większości księży czy biskupów, których z zamkniętymi oczami rozpoznać można po dwóch zdaniach. Odstręczają powtarzając sztywne formułki, posługują się nienaturalnym językiem, który nie jest ich własny, co jest błyskawicznie zauważalne, szczególnie przez wyczuloną na tym punkcie młodzież. Nie są też przygotowani do dialogu, zwłaszcza z osobami poszukującymi, wątpiącymi. W dodatku spora część (obawiać się należy, czy nie zdecydowana większość) polskiego Kościoła zamknęła się w wąskich ramach sekty politycznej czy nawet partyjnej, piętnując i wykluczając wszystkich pozostałych. Taki Kościół, pełen księży politruków i głosicieli złej nowiny, przestaje być powszechny, czyli katolicki (z greckiego „katholikos” to właśnie powszechny), a pojęcia miłosierdzia czy miłości bliźniego stają się boleśnie nieobecne w codziennej praktyce. Mało tego: solą w oku staje się miłosierdzie praktykowane przez innych... Niestety, nie brakuje też księży siejących zgorszenie grzechem nacjonalizmu, a nawet rasizmu, zarażając nim nawet dzieci i młodzież. Takiego wizerunku o toruńskiej twarzy nie jest w stanie przesłonić charytatywna działalność kościelnego Caritasu. Na tym tle bardzo kontrastuje język papieża Franciszka. Cóż jednak z tego, skoro część ważnych polskich katolików określa go jako „tak zwanego papieża”...
Czy może więc dziwić, że tylu ludzi woli język Owsiaka?

Na szczęście są enklawy innego Kościoła. Na przykład ks. Jan Kaczkowski (zna pomaganie od podszewki, bo założył hospicjum, a i sam zmaga się z ciężką chorobą), który publicznie pochwalił się serduszkiem WOŚP i dodał: „Już widzę rzeszę nadgorliwych katolików, którzy mnie w piekle razem z Jurkiem Owsiakiem umieszczają. W takim towarzystwie bardzo chętnie bym się tam znalazł” – skomentował. Albo rzecznik kurii wrocławskiej ks. Rafał Kowalski, który oświadczył, że oczernianie Owsiaka to grzech. No tak, ale zapewne „prawdziwi katolicy” znów powiedzą, że tacy księża to konie trojańskie w Kościele.

Tym, którzy uważają, że hasło Jurka Owsiaka „Róbta, co chceta” to nawoływanie do egoizmu, hedonizmu czy rozwiązłości, warto zadedykować zdanie jednego z Ojców Kościoła – św. Augustyna: „Kochaj i rób, co chcesz”. Ale kochać ludzi to bardzo trudne wyzwanie.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=16-04&temat=9
Veröffentlichung/ data publikacji: 29.01.2016

Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion

Vielleicht interessieren Sie sich für einen der aktuellen Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion: