Uliczne trupy w szafie

Kolejny raz wraca w Cedyni sprawa nazw kilku ulic, które dzieliły w ostatnich latach mieszkańców. Przypomnijmy, że w 2008 roku Instytut Pamięci Narodowej wezwał władze gminy do zmiany patronów trzech ulic: Karola Świerczewskiego, Michała Roli-Żymierskiego i Obrońców Stalingradu. Już kilka lat wcześniej wnioskowali o to niektórzy mieszkańcy. Ówczesny burmistrz Adam Zarzycki wiosną 2008 roku przedstawił jednak wyniki internetowej sondy, w której 61 proc. mieszkańców było przeciwnych zmianie, choć władze deklarowały pokrycie kosztów wymiany dokumentów. W listopadzie 2008 r. przeprowadzono wśród społeczności ankietę, w której przeciw opowiedziała się już zdecydowana większość. Przy 65-procentowej frekwencji za zmianą nazwy ul. Żymierskiego było tylko 9%, Świerczewskiego 4%, a Obrońców Stalingradu 16%. Cztery lata później uczniowie cedyńskiego gimnazjum przekazali Radzie Miejskiej petycję, by zmienić nazwy ul. Świerczewskiego i Żymierskiego. Odczytano ją podczas miejskich obchodów Święta Niepodległości. Przewodniczący rady Leon Ślawski powiedział jednak, że dla części starszego pokolenia Świerczewski jest bohaterem, a mieszkańcy, podobnie jak autorzy petycji, mają prawo do obrony nazw swych ulic. Burmistrz Zarzycki zadeklarował, że ponownie przeprowadzi sondę wśród mieszkańców i zachęcał gimnazjalistów, by przekonywali mieszkańców.
W marcu 2013 roku gotowy był projekt uchwały o zmianie nazw wszystkich trzech ulic, ale w ostatniej chwili wiceprzewodnicząca rady Anna Muraszka złożyła wniosek o wycofanie sprawy z programu sesji, uzasadniając to brakiem konsultacji z mieszkańcami. Radni przychylili się do tego.

Ostatnio, na sesji 16 marca br. samorząd uczniowski gimnazjum ponownie wystąpił z petycją dotyczącą Świerczewskiego i Żymierskiego. Z kolei radny Tomasz Siwiela zaproponował, by porządek obrad uzupełnić o zmianę nazwy Obrońców Stalingradu na prof. Władysława Bartoszewskiego w związku z przypadającą 24 kwietnia pierwszą rocznicą jego śmierci. Jednak później, gdy doszło do rozpatrywania tego punktu, radny Lech Kopiecki zaproponował, by przesunąć sprawę na kwiecień. Burmistrz Gabriela Kotowicz stwierdziła, że Bartoszewski był bardzo chlubną postacią, ale trzeba zapytać mieszkańców.

T. Siwiela uzasadniał, że proponowana przez niego uchwała ma na celu zastosowanie się do nadchodzących zmian, które zamierza wprowadzić rząd ustawą dekomunizacyjną. Zmusi ona samorządy do zmian nazw ulic, nawiązujących do epoki PRL-u. - Gloryfikowanie komunistycznych elementów w polskiej przestrzeni publicznej jest niezgodne z prawem, o czym mówi Konstytucja RP - stwierdził radny i zacytował fragment listu IPN do gminy z 2013 roku: „Bitwa pod Stalingradem była starciem dwóch totalitarnych potęg, które dokonały agresji na Polskę w 1939 roku. Ostateczne zwycięstwo w tej bitwie wzmocniło pozycję Stalina w ramach koalicji antyniemieckiej i dało początek działaniom wymierzonym w niepodległość Polski”. A dlaczego Bartoszewski? - Był nieocenionym wzorem do naśladowania nie tylko dla nas, Polaków, ale i dla wielu Europejczyków. Jako pełnomocnik rządu ds. dialogu międzynarodowego w dużej mierze ukształtował naszą infrastrukturę relacji polsko-niemieckich oraz polsko-żydowskich - argumentował radny. Podkreślił, że gmina Cedynia jest najbardziej w kraju wysunięta na zachód, więc praca Bartoszewskiego na rzecz pojednania polsko-niemieckiego jak najbardziej wpisuje się w jej promocję. Siwiela przypomniał, że - zgodnie z prawem - nie pobiera się opłaty za dowód osobisty w przypadku zmiany nazwy ulicy, a z kolei w paszportach nie ma już adresu właściciela. Z opłaty za zmianę prawa jazdy i dowodu rejestracyjnego pojazdu może zwolnić Rada Powiatu, co dopuszczają przepisy.

Ostatecznie 9 głosami przy 4 przeciwnych i 2 wstrzymujących się zdecydowano o przesunięciu decyzji na kwietniową sesję.
(rr)

Polska krew ważna i nieważna
O tym, jak niechlubnymi postaciami byli Świerczewski i Żymierski, pisaliśmy kilkakrotnie, a pierwszy raz już w 1996 roku, omawiając nazwy ulic w naszej okolicy. Przypomnę, że Michał Żymierski w latach trzydziestych XX wieku na emigracji we Francji nawiązał współpracę z wywiadem radzieckim. Od jesieni 1944 roku podpisywał wyroki śmierci na akowców jako „współpracowników Hitlera przeciw Polsce”. Czynił to do 1949 roku, kiedy przestał być ministrem obrony. Karol Świerczewski brał udział w rewolucji październikowej, w 1918 r. wstąpił w Rosji do partii bolszewickiej. W latach trzydziestych szkolił w ZSRR dywersantów do działań w Polsce. Po 1944 r., podobnie jak Żymierski, zatwierdzał wyroki śmierci na akowców. Detronizacja takich „patronów” już od dawna jest konieczna.
Władysław Bartoszewski jest jak najbardziej godnym patronem, ale dlaczego ma zastąpić akurat Obrońców Stalingradu? W czerwcu 2008 roku pisałem: „W Cedyni niepotrzebnie do jednego worka ze Świerczewskim i Żymierskim włożono ulicę Obrońców Stalingradu. Przecież bitwa pod Stalingradem stanowiła początek końca Hitlera, zginęły w niej tysiące prostych żołnierzy i taka nazwa nie ma nic wspólnego ze składaniem hołdu Stalinowi”. Był to krwawy tyran i zbrodniarz, ale przecież był nim również Hitler, a Polacy znajdowali się między młotem a kowadłem. Wygrana Stalina nie przyniosła Polakom wolności, za to tysiącom przyniosła śmierć, zsyłkę lub więzienie, jednak więźniom hitlerowskich obozów (tym, którzy tego doczekali) uratowała życie, a dla 99 procent Polaków stanowiła mimo wszystko upragniony koniec najkrwawszej w dziejach wojny. Czy wygrana Hitlera byłaby dla nas lepsza, czy wręcz przeciwnie? Trzeciej opcji nie było. Trudno się w pełni zgodzić z argumentami IPN-u, bo co w takim razie mamy myśleć o dziesiątkach tysięcy polskich żołnierzy, walczących pod skrzydłami Stalina i których pamięć czcimy co roku na pobliskim wielkim Siekierkowskim Cmentarzu Wojennym? I czy teraz mamy spodziewać się zmiany nazwy cedyńskiej Szkoły Podstawowej, noszącej imię Bohaterów I Armii Wojska Polskiego? Skoro zwycięstwo pod Stalingradem wzmocniło pozycję Stalina i - jak mówi IPN - „dało początek działaniom wymierzonym w niepodległość Polski”, to w takiej narracji podobnie trzeba by ocenić sukces Stalina w okupionym morzem krwi sforsowaniu Odry 71 lat temu z udziałem armii dowodzonej przez Berlinga (a w praktyce przecież przez Sowietów). Ale zwycięstwo Stalina przybliżali też polscy żołnierze walczący np. pod Monte Casino czy Tobrukiem albo broniący brytyjskiego nieba. Przybliżały je zresztą jakiekolwiek operacje zachodnich aliantów, bo wymuszały na Hitlerze przesuwanie oddziałów (nierzadko najlepszych) z frontu wschodniego na zachodni. Z dzisiejszej perspektywy łatwo nam mówić, że armia Berlinga stała się narzędziem powojennego niewolenia Polski, ale wtedy dla mnóstwa Polaków była jedyną szansą na wyrwanie się z syberyjskich łagrów i powrót do kraju. Poza tym byli przekonani, że walczą o wolną Polskę. Dzisiaj IPN (a przynajmniej jego ważna część) określa ich jako armię Stalina. Więc niech ma ktoś czelność powiedzieć żyjącym wśród nas kombatantom tej armii i ich rodzinom, że nie byli polskimi żołnierzami.

Odgórne zastępowanie jednych bohaterów innymi, kreowanie nieprawdziwego, śnieżnobiałego wizerunku tzw. żołnierzy wyklętych i zaczernianie wizerunku „niesłusznych” żołnierzy I i II Armii - to jedno z wielu tak popularnych dziś uproszczeń. W rzeczywistości ani pierwszy obraz nie jest biały, ani drugi nie jest czarny.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=16-14&temat=2
Veröffentlichung/ data publikacji: 08.04.2016

Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion

Vielleicht interessieren Sie sich für einen der aktuellen Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion: