Amok hunwejbinów?

Rząd i jego agendy, mimo protestów, nie zmniejszają nacisku na miasta w kwestii zmian nazw ulic. Jak już kilkakrotnie pisaliśmy, spór idzie o to, że Instytut Pamięci Narodowej do jednego worka włożył nazwy, które rzeczywiście dawno powinny być zmienione oraz takie, które trudno jednoznacznie łączyć wyłącznie z ciemnymi kartami naszej historii.

Tak było na przykład w Cedyni, gdzie w tym roku - pod naciskiem IPN-u słusznie wyrzucono z nazewnictwa ulic Świerczewskiego i Rolę-Żymierskiego (co nasza gazeta postulowała już wiele lat temu), ale także Obrońców Stalingradu. Bezrefleksyjnie uznano tę nazwę za propagowanie komunizmu, ignorując pytania zawarte w innym tekście w tym numerze (Tysiącletnia klamra sąsiedztwa) - „czy istniałaby jakakolwiek Polska, nawet w ułomnej postaci PRL-u, gdyby nie zwycięstwo Armii Czerwonej pod Stalingradem? I czy - biorąc pod uwagę plany hitlerowców - w ogóle istnieliby Polacy? Nawet jeśli, to z pewnością nie byłoby ich w Cedyni”.
W niektórych miejscach Polski gminy przechytrzają rząd i albo zmieniają tylko imię trefnego patrona (i w uzasadnieniu uchwały piszą, że chodzi teraz o inną osobę), albo - jak w Trzcińsku-Zdroju w grudniu ub. roku, pod presją IPN-u radni zmienili nazwę ulicy 9 Maja, tyle że na... 9 Maja: nie chodzi już o dzień zwycięstwa nad Hitlerem, ale o Święto Europy. Według rządowych notabli komunizm propaguje także ulica 2 Lutego i domagają się zmiany (tego dnia 1945 roku skończyła się niemiecka władza nad Trzcińskiem, gdyż wkroczyła do niego Armia Czerwona). Na ostatniej sesji Rady Miejskiej radny Antoni Śliwiński zasugerował, że - podobnie jak 9 Maja, można zostawić 2 Lutego, tylko w uzasadnieniu uchwały napisać, że nie chodzi o wyzwolenie czy zajęcie, ale o uczczenie przypadającego właśnie wtedy Światowego Dnia Mokradeł (których w okolicy nie brak). Podano też inny wariant: uczczenie 2 lutego jako święta Matki Boskiej Gromnicznej.
W Baniach chyba nie zamierzają się stawiać, bo na najbliższą sesję 15 listopada przygotowano projekt uchwały, zmieniającej nazwę placu 2 Marca (data dotyczy tego samego, co w Trzcińsku) na plac św. Floriana.

Jak w ub. tygodniu poinformował wojewoda Krzysztof Kozłowski, 38 gminom województwa zachodniopomorskiego przekazał on informacje o wszczęciu postępowań nadzorczych, zmierzających do wydania zarządzeń zastępczych w sprawie nazw ulic. Np. w Szczecinie chodzi o 26 Kwietnia (data zajęcia miasta przez wojska radzieckie) i o Obrońców Stalingradu, w Kołobrzegu m.in. o ul. 4 Dywizji Wojska Polskiego, 6 Dywizji Piechoty, I Armii Wojska Polskiego (podobnie w Świnoujściu), park im. 3 Dywizji Piechoty, bulwar Marynarzy Okrętów Pogranicza, plac i park 18 Marca. Wojewoda podkreśla, że nazwy te zostały zakwestionowane przez IPN. Pisze też, że postępowanie nadzorcze umożliwi zasięgnięcie opinii wśród autorytetów z dziedziny historii czy politologii. „Z pewnością przy podejmowaniu ostatecznej decyzji będę uwzględniał również ich opinie oraz uwagi mieszkańców” - stwierdza wojewoda Kozłowski.
Jak widać, na czarnej liście jest także I Armia Wojska Polskiego. Czy wojewoda lub kurator domagać się będą także zmiany nazwy szkoły podstawowej w Cedyni, która nosi imię Bohaterów I Armii Wojska Polskiego? A co z Muzeum Pamiątek 1 Armii Wojska Polskiego w gminie Mieszkowice? Co z wojennym cmentarzem żołnierzy tej armii w Starych Łysogórkach/Siekierkach? W tym roku uczcił ich tam osobiście prezydent RP Andrzej Duda razem z wiceprezesem PiS-u Joachimem Brudzińskim i... wojewodą Kozłowskim.

Stanowisko ekspertów
Na opinię autorytetów z dziedziny historii nie trzeba było czekać, bo również w ub. tygodniu list otwarty do wojewody w sprawie zmian nazw ulic w Kołobrzegu napisali naukowcy z Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego: „Ze zdziwieniem przyjmujemy stanowisko Pana Wojewody w sprawie zmiany nazw kołobrzeskich ulic, placów i parków: 18 Marca i 4 Dywizji Wojska Polskiego. Obydwie nazwy mają olbrzymie znaczenie dla Kołobrzegu i jego polskiej społeczności. 18 marca 1945 r. zakończyła się bitwa o to miasto. Zwycięstwo nad wojskami hitlerowskich Niemiec kosztowało śmierć ponad tysiąca polskich żołnierzy, w tym walczących w składzie 4 Dywizji Piechoty, spoczywających na cmentarzu w Kołobrzegu-Zieleniewie. Data ta oraz jej upamiętnienie, które przyniosło także odnowienie zaślubin Polski z morzem (dokonanych przez gen. Józefa Hallera w 1920 r.), jest istotnym elementem tożsamości lokalnej społeczeństwa Kołobrzegu, jedną z najważniejszych dat w polskiej historii Pomorza Zachodniego, jak i całej Polski. Żołnierze 4 Dywizji Piechoty bohatersko walczyli nie tylko w Kołobrzegu, gdzie jako pierwsi wyszli na morski brzeg, ale też wcześniej na warszawskiej Pradze, na Wale Pomorskim, i później w operacji berlińskiej, gdzie doszli aż do Łaby. Tej daniny krwi, oddanej w ramach działań wojennych aliantów przeciw III Rzeszy, nie wolno nam obecnie deprecjonować ani zapomnieć, gdyż żołnierze ci nie mieli możliwości wyboru armii, w której chcieli walczyć, a ta idąca od Wschodu była dla wielu z nich jedyną możliwością wydostania się z »nieludzkiej ziemi«. Niezrozumiałe więc wydaje się nam uznanie przez Instytut Pamięci Narodowej tych nazw za »propagujące komunizm«. Nasze zaniepokojenie wobec stanowiska IPN budzi również fakt, że 10 października br. w publicznej debacie dotyczącej dekomunizacji ulic (Szczecin, Książnica Pomorska) pracownik IPN pan mgr Paweł Knap publicznie zadeklarował, że nazwa 18 Marca w przypadku Kołobrzegu jest »poprawna«, ponieważ dotyczy wysiłku zbrojnego polskiego żołnierza, w związku z tym nie zostanie zmieniona. Nie rozumiemy, co takiego wydarzyło się w ciągu miesiąca, że IPN zmienił zdanie i uznał, że nazwa ta budzi wątpliwości. Działania takie uderzają nie tylko w rzetelność przekazywania historii społeczeństwu, ale również w prawo społeczności lokalnych do kreowania i pielęgnowania własnej pamięci o ludziach i wydarzeniach dla niej ważnych. W przypadku Kołobrzegu dotyczy to fundamentalnych kwestii związanych z polskością Pomorza Zachodniego. Wyrażamy nadzieję, że Pan Wojewoda przy podejmowaniu decyzji dotyczącej nazw w Kołobrzegu, weźmie pod uwagę wolę jego mieszkańców oraz nasze stanowisko”.

List podpisało 31 naukowców, w tym osoby dobrze znane na naszym terenie, m.in.: dyrektor IHiSM dr hab. prof. US Adam Makowski, obaj wicedyrektorzy - dr Tomasz Ślepowroński i dr hab. prof. US Radosław Skrycki (założyciel i przez wiele lat redaktor naczelny „Rocznika Chojeńskiego”), prof. dr hab. Kazimierz Kozłowski (przez 32 lata dyrektor Archiwum Państwowego w Szczecinie), dr hab. Marcin Majewski - dyrektor Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Stargardzie, dr Paweł Migdalski (prezes Stowarzyszenia Historyczno-Kulturalnego „Terra Incognita” w Chojnie), dr Agnieszka Matuszewska (archeolog prowadząca w tym roku badania przy słynnych neolitycznych kręgach pod Nowym Objezierzem), dr Eryk Krasucki, a także emerytowani pracownicy instytutu: prof. dr hab. Tadeusz Białecki i prof. dr hab. Edward Rymar.

Ciekawe, co wojewoda zrobi z postulowanymi przez niego opiniami ekspertów. Czy przekonają one członków aparatu partyjno-państwowego? Trudno podejrzewać wszystkich polityków i urzędników rządzącej obecnie Polską ekipy o dogmatyzm, fanatyzm i sekciarskie myślenie. Jednak specyfika partii wodzowskiej sprawia, że wewnętrzne różnice zdań uznawane są tam za groźne herezje, a więc w rezultacie głęboko się je skrywa. Gdy przyjdą normalniejsze czasy, to wielu tych ludzi będzie się tłumaczyć w sposób dobrze znany z przeszłości: że wcale się ze wszystkimi decyzjami nie utożsamiali, że wykonywali tylko polecenia służbowe i postępowali zgodnie z odgórnymi wytycznymi.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=17-46&temat=1
Veröffentlichung/ data publikacji: 14.11.2017

Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion

Vielleicht interessieren Sie sich für einen der aktuellen Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion: