Służba wojskowa w Słubicach we wspomnieniach Adama Malarza i Adama Czyża

Przysięga wojskowa Adama Czyża w Legnicy
Adam Malarz i Roman Filończuk w Słubicach. Fot. arch. pryw. Adama Malarza

O historii jednostek organizacyjnych wojska na terenie Słubic, a także miejscowych koszar wojskowych można było dotąd przeczytać m.in. na łamach „Gazety Słubickiej” z października 2017. Nowe światło na losy słubickiej jednostki rzucają tym razem osobiste wspomnienia śp. Adama Malarza z 2013 r., a także aktualne uzupełnienia Adama Czyża, który poznał Malarza w 1976 r.

Sylwetka Adama Malarza

Adam Malarz urodził się w 1950 r. w Żmigrodzie na Dolnym Śląsku. W 1966 r. po ukończeniu Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Miliczu trafił do Podoficerskiej Szkoły Zawodowej im. Rodziny Nalazków w Elblągu, której absolwentem został w 1968 r.
W Opolu ukończył kurs płetwonurkowy. Pragnął podjąć służbę w garnizonie Wrocław stosunkowo nieodległego od rodzinnej miejscowości, ale los rzucił go najpierw do Gubina do sztabu 5 Saskiej Dywizji Pancernej, a krótko potem – do Słubic, gdzie mieszkał aż do śmierci. Trochę przez przypadek, bo równie dobrze mógł zostać wysłany do Kożuchowa, czy Kostrzyna nad Odrą.
Przez wiele lat był prezesem PTTK w Słubicach. Jeździł m.in. na Centralny Zlot Aktywu Turystycznego Wojska Polskiego (CZAT WP), odbywający się od początku lat 70. XX w. Współorganizował wycieczki krajoznawcze po regionie, m.in. do Łagowa. Podejmował się również organizacji kuligów na teren czołgowiska, gdzie na gości czekały już ognisko i pyszne kiełbaski. Był szczęśliwym mężem i ojcem siedmiorga dorosłych dzieci – sześciu córek i syna. Od kilku lat niestety nie żyje.

23 Pułk Czołgów Średnich miał początkowo strukturę kompanijną (4 kompanie po około 100 ludzi), a dopiero potem wprowadzono podział na trzy bataliony. Były wspólne ćwiczenia z żołnierzami NRD i ZSRR. Przez pułk przewinęło się wielu dowódców, którzy potem doczekali się stopni generalskich, m.in. Adam Rębacz, Mirosław Rozmus, Edward Szwagrzyk, czy Maciej Żytecki.
Była szeroka infrastruktura, w większości na bazie koszar poniemieckich. Stołówka, magazyny mundurowe, kotłownia, czy hala remontowa w miejscu, gdzie z inicjatywy Gminy Słubice i Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu miał powstać kryty basen (przed wojną tereny fabryki i bielnika wosku, najstarszego przedsiębiorstwa przemysłowego w całym Frankfurcie nad Odrą).
Jeden z budynków przy ul. Bohaterów Stalingradu (ob. ul. Bohaterów Warszawy) został przekazany miastu na siedzibę szkoły odzieżowej, a dzisiaj jest to siedziba Liceum Ogólnokształcącego im. Zbigniewa Herberta.
Jeszcze w 2013 r. Adam Malarz żałował nieco wyburzenia dawnych koszar przy ul. Piłsudskiego (wcześniej ul. Świerczewskiego), zwłaszcza że kilka lat przed rozbiórką budynki te miały przejść remont generalny. Pierwotnie w miejscu rozebranych koszar chciano urządzić dworzec i zajezdnię autobusową z prawdziwego zdarzenia, włącznie z halami remontowymi, gdzie dotąd naprawiano czołgi a później można by było naprawiać uszkodzono autobusy.
Ze względu na plany budowy Collegium Polonicum i potrzeby stworzenia miasteczka akademickiego zdecydowano się jednak na wzniesienie od podstaw nowych domów studenckich. Zapewne było to tańsze niż gruntowne remontowanie starych, czasem zabrzybionych pomieszczeń.

Wydarzenia grudniowe oraz stan wojenny

Szczególnie trudny był okres wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu w 1970 r., a także okres stanu wojennego (1981-1983).
W 1981 r. trafili do Biedruska, gdzie panowały trudne warunki pogodowe (ok. -30 °C). Żołnierze tworzyli dwójkowe posterunki piesze wokół Poznania, ale i w samym Poznaniu – każdemu żołnierzowi towarzyszył jeden milicjant. Jednym z miejsc rozstawiania posterunków była m.in. podstacja telefoniczna w Śremie, czy poznański Antoninek. Malarz był m.in. świadkiem likwidowania drukarni „bibuły” w zakładach im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu. Opozycjoniści „wpadli”, bo z pewnością zadenuncjował ich któryś z kolegów...
Przy okazji Malarz na własne oczy zobaczył brutalne traktowanie obywateli przez niektórych milicjantów. Któregoś razu koło katedry poznańskiej na Ostrowie Tumskim milicjanci zatrzymali pewnego mężczyznę, u którego znaleźli butelkę wódki. Na nic się zdały tłumaczenia milicjantom, że to tylko wódka na chrzciny. Na zatrzymanym przeprowadzono tzw. „ścieżkę zdrowia”, czyli bicie pałkami pomiędzy dwoma szeregami milicjantów.
Inna nietypowa historia to podejrzenia poznańskich milicjantów, że Park Henryka Wieniawskiego w ścisłym sąsiedztwie Opery Poznańskiej to rzekomo miejsce schadzek miejscowych gejów. Malarz spytał wtedy milicjantów, skąd wiedzą że napotkane tam osoby są homoseksualne, a jeden z funkcjonariuszy odparł: „bo tu tylko pedały przychodzą!”. W ten sposób dochodziło do kuriozalnych sytuacji, gdy na podstawie niesprawdzonych plotek milicja pałowała przypadkowo napotkanych obywateli. Nie mówiąc o tym, że homoseksualizm nie był i nie jest przestępstwem. Dzisiaj taka sytuacja byłaby zupełnie nie do pomyślenia.
Pod koniec czerwca 1982 r. jeszcze podczas pobytu w Wielkopolsce Malarz chciał wyjść na przepustkę, ale ich wydawanie zawieszono tymczasowo ze względu na zbliżającą się rocznicę wydarzeń poznańskich 1956 r. i w związku z tym wysokiego ryzyka rozruchów ulicznych.

Tragiczne incydenty w historii jednostki

Adam Malarz pamiętał co najmniej cztery tragiczne incydenty związane z obecnością wojska w Słubicach. Najbardziej znana spośród tych historii wydarzyła się 30 kwietnia 1975 r., kiedy to podczas „Dni Otwartych Koszar” od wybuchu granatu zginęli młodszy chorąży Eugeniusz Wielechnowski, porucznik Andrzej Mikołajczyk, nauczycielka Zuzanna Buzun (rocznik 1938) oraz uczeń Jerzy Siwiński (rocznik 1960).
Tragedię tę opisywało już wielu autorów, m.in. Dariusz Chajewski w artykule „Granat nie był ćwiczebny. Kulisy tragedii sprzed lat”. Według Malarza winą chorążego było to, że po demonstracji granatu ponownie włożył zapalnik.

Na zdjęciu poniżej: Orkiestra wojskowa na ostatniej drodze komendata wojennego Słubic por. Józefa Krupy (1902-1980), tutaj na ul. Kopernika w Słubicach nieopodal domu komendanta.

Drugi incydent przywoływany przez Malarza to przypadek dwóch żołnierzy, którzy nieroztropnie próbowali popłynąć do Frankfurtu na Odrą na wysokości byłej siedziby Sanepidu przy ul. Mickiewicza. Dzięki temu chcieli zobaczyć jak wygląda życie po drugiej stronie granicy. Przez funkcjonariuszy niemieckich zostali jednak zawróceni do Polski, przy czym do brzegu dopłynął tylko jeden z nich... Ciało topielca z opuchniętą głową wyłowiono potem z rzeki i pokazywano rzekomo innym żołnierzom z jego jednostki „ku przestrodze”.
Trzecia historia to tragiczne zdarzenie, do którego doszło przy wjeździe na ul. Powstańców Wielkopolskich, tuż obok słubickiej przepompowni. Kolumna wozów zabezpieczenia transportowego (WZT) jechała wówczas główną drogą, ale wóz zamykający kolumnę z nieustalonych dokładnie przyczyn zjechał do stawu z grząskim osadem (mułem).
Na miejsce przyjechała ekipa płetwonurków z Kostrzyna nad Odrą, ale staw był na tyle głęboki a muł na tyle gęsty, że żołnierze nie zdołali ustalić położenia wozu! Dopiero po kilku tygodniach ciało żołnierza wypłynęło do góry, tuż pod taflę lodu. Dopiero wtedy można było urządzić pogrzeb tragicznie zmarłego żołnierza.
Inny żołnierz zginął wchodząc boso na rurę grzewczą, na której suszył swój mundur. Zawisnął na pobliskiej lampie, nieszczęśliwie doszło do spięcia i ten osunął się martwy na wspomnianą rurą...

Na początku lat 80. XX w. jego batalion został przeniesiony do Wędrzyna, a on sam nie chciał dojeżdżać aż tak daleko i odszedł ze służby w stopniu starszego sierżanta sztabowego. Miasto Słubice sporo ucierpiało w związku z likwidacją jednostki, ponieważ pracę straciło też około 100 osób cywilnych zatrudnionych przy obsłudze jednostki.

Wspomnienia Adama Czyża

Reminiscencje śp. Adama Malarza uzupełnia Adam Czyż, aktualnie mieszkający w Zielonej Górze. Należał do pierwszego rocznika, który po studiach szedł do wojska na jeden rok. Do tej pory, tak jak jego starszy brat Zbigniew, studenci mieli tylko szkolenie wojskowe miesięczne w czasie wakacji. Jego brat był na szkoleniu w pułku czołgowym w Żaganiu w czasie wakacji.
Chociaż urodził się w 1951 r. w Rzepinie, to wychował się w Słubicach, gdzie mieszkał w 1954 r. Jego ojciec Mieczysław Czyż był kierownikiem Wydziału Rolnictwa i Leśnictwa w ówczesnym Prezydium Powiatowej Rady Narodowej (PPRN) w Słubicach, a także głównym inicjatorem powołania szkoły rolniczej w Słubicach (obecnie Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego). Zmarł w 1970 r. Jego mama Józefa Czyż była zaś kierowniczką kultowego już dzisiaj kina „Piast”, zmarła w 2003 r.
Po studiach na WSI w Zielonej Górze w 1975 r. Adam Czyż już rok pracował i właśnie dopiero po roku został powołany do służby. 6 miesięcy spędził w szkole podchorążych łączności w Legnicy, a drugie półrocze miał możliwość odbyć według własnego wyboru. Wybrał JW 2959 w Słubicach i trafił do kompanii łączności... Szkołę łączności ukończył 21 grudnia 1976 r. i 3 stycznia 1977 r. stawił się do służby w Słubicach w 23 pcz.
Mieszkał w domu rodzinnym w Słubicach a do wojska chodził niczym do "pracy". Dowódcą jego kompanii łączności był por. Oniszk a dowódcą pułku - płk Maciej Żytecki. W jego kompanii służył również śp. sierżant Adam Malarz. Pół roku byli jak jedna rodzina, jak to w wojsku, „inaczej się nie da” - opowiada.
Ówczesne koszary wojskowe poznał „od podszewki”. Oczywiście na tyle, na ile dane było to w tamtych czasach i w tamtych okolicznościach, bo jednostka była frontowa, tuż przy granicy państwowej.
Razem z całym wojskiem był na dwóch poligonach, na Wędrzynie i na Drawsku. Zaliczył nocne natarcie całego pułku czołgów z "”strym” strzelaniem. Na wielu młodych ludziach robiło to wrażenie, Adam Czyż do dzisiaj czuje i wspomina, jak „ziemia trzęsła się a noc zamieniała się w dzień”...
Epizod wojskowy zakończył 30 czerwca 1977 r.
Wcześniej było tygodniowe skoszarowanie wszystkich „wojskowych studentów" w jednostce w Kożuchowie, gdzie generał ich wszystkich studentów, mianował na stopień podporucznika. Mianowanie odbyło się 15 czerwca 1977 r. w Kożuchowie z przeniesieniem do rezerwy.
 
Adam Czyż do dzisiaj posiada fotografie z wojskowej szkoły  tzw. COSWŁ w Legnicy oraz przedstawiające wypad na manewry całego tzw. studenckiego wojska w Sudety, na manewry do Walimia. Tam szkoła miała swój ośrodek zamiejscowy. Niestety z wojska w Słubicach nie ma żadnych zdjęć, posiada za to jedno z przysięgi wojskowej. Jego najbliżsi przyjechali wtedy do Legnicy. „Widać mojego brata Zenia i starszego brata Zbyszka a tyłem stoi moja mama” - wspomina.

A inne tragedie wojskowe słubickie pamięta z opowieści - defilada w Szczecinie z masakrą czołgową, upadek zabójczy ciężkiej bramy metalowej w naszych garażach czołgowych ze śmiertelnym skutkiem. Przygniotło żołnierza.
A tragedia, o którą się mimowolnie otarł, dotyczyła wojsk sojuszniczych radzieckich.
Zawsze z odwiedzin w domu rodzinnym w Słubicach wracał do Zielonej Góry ostatnim autobusem o godz. 19.00. Tak się zdarzyło pewnego razu, że musiał wracać wcześniejszym autobusem.
„Na drugi dzień okazało się, że ten autobus został rozpruty na całej długości od środka jezdni przez radziecki, wojskowy pojazd wiozący takie metalowe pontony do budowy przepraw mostowych przez rzeki. Te pontony zawsze były trochę większe niż gabaryty normalnego wojskowego pojazdu. Rzecz wydarzyła się na tym podjeździe pod górkę z Osiecznicy do Krosna. Masakra była okropna, śmierć zebrała spore żniwo” - wspomina z przejęciem.
Pamięta, że później chodził oglądać ten złożony wrak autobusu, stał na bazie PKS przy ul. Jana z Kolna w Zielonej Górze. „Złożył się jak kanapka” - tak wspomina Adam Czyż, który w ten sposób jeszcze w latach 70. cudem uniknął śmierci...

Roland Semik
My Life - erzählte Zeitgeschichte e.V.
Towarzystwo Historyczne we Frankfurcie nad Odrą
Społeczny opiekun zabytków powiatu słubickiego

Skrócona wersja artykułu została opublikowana w "Gazecie Słubickiej" z 28.02.2018, s. 7.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 23.02.2018