Swobodnie o Swobnicy (3)

Dziś kolejny głos w debacie "Swobodnie o Swobnicy" o rozpadającym się na naszych oczach wspaniałym zamku. W nr. 10 wypowiadali się Andrzej Łazowski i Antoni Sobolewski ze szczecińskiego stowarzyszenia "Czas Przestrzeń Tożsamość", a przed tygodniem autor monografii o Swobnicy - Roman Czejarek.

Z katalogu śmiertelnych zagrożeń dla zabytków
Z zainteresowaniem przyjąłem zaproszenie do debaty pt. "Swobodnie o Swobnicy". Przypadek zamku w Swobnicy, który popada w ruinę mimo zainteresowania wielu osób, instytucji i organizacji, nie jest odosobniony. Od wielu lat organizuję wspólnie z partnerami z Polski i Niemiec konferencję ANTIKON, poświęconą architektonicznemu dziedzictwu pogranicza, a w szczególności architekturze ryglowej. W podróżach studyjnych zatrzymywaliśmy się niejednokrotnie przy obiektach będących w pułapce niemożności. Niszczejących, niszczonych, dewastowanych, umierających na naszych oczach. Próbowaliśmy wyjaśnić, jakie są zagrożenia dla zabytków i jakie przyczyny niemożności. Próbowaliśmy je nazwać i sklasyfikować. Poniżej prezentuję dwa śmiertelne zagrożenia dla zabytku.

1. Mały zabytek na drogiej działce. Przykładem tego śmiertelnego zagrożenia są losy zagrożenia pięknego, historycznego budownictwa drewnianego z przełomu XIX i XX wieku na tzw. Linii Otwockiej (w miejscowościach znajdujących się w pobliżu Otwocka wzdłuż linii kolejowej od Wawra do Śródborów). Budownictwo to charakteryzuje unikalny na światową skalę styl architektoniczny, zawierający elementy tradycyjnego budownictwa mazowieckiego, rosyjskiego i alpejskich schronisk. Dla stylu charakterystyczne są drewniane ażurowe zdobienia werand i ganków oraz szpiczaste zwieńczenia dachów. Styl ten został nazwany przez K. I. Gałczyńskiego "świdermajerem" - w dowcipny sposób połączył nazwę rzeki Świder z nazwą mieszczańskiego stylu biedermeier.
Co roku płonie kilka lub kilkanaście obiektów. Pożary całkowicie niszczą tę architekturę. Dlaczego? Obiekty są wpisane do rejestru zabytków, ich remont zgodnie ze sztuką konserwatorską kosztuje sporo. Wyremontowane mogą pełnić funkcję mieszkaniową zaledwie dla kilkuosobowej rodziny, są bowiem niewielkie. Ujemna rentowność inwestycji odwraca uwagę potencjalnych właścicieli od budynku, ich uwagę przyciąga wysoka wartość działki na której stoi. Potrzebne są bowiem tereny pod budownictwo mieszkaniowe, szczególnie kilka kilometrów od Warszawy.
2. Duży zabytek na taniej działce. Przykładem tego śmiertelnego zagrożenia jest zamek w Swobnicy. Remont obiektu może kosztować krocie. Kilkanaście milionów lub więcej. Położenie Swobnicy z dala od dużych aglomeracji i tras turystycznych, brak innych atrakcji typu: duże jezioro, wybrzeże, góry wymaga od potencjalnego inwestora bardzo dużych nakładów i unikalnego pomysłu, by w tak dużym obiekcie prowadzić działalność gospodarczą godną jego atrakcyjnej historii. Ponadto dodatkową barierą są oczywiste ograniczenia konserwatorskie.

Dlatego właściciel cierpliwie czeka na zawalenie się obiektu. Prawdopodobnie naiwnie sądząc, że działka z ruiną nienadającą się do odbudowy zdrożeje.
Gdyby swobnicki zamek stał w Otwocku, już dawno byłby ekskluzywnym hotelem "Templariusz", a jego właściciel chlubiłby się swym wielkim wysiłkiem inwestycyjnym dla przywrócenia świetności. Nie jest to, niestety, możliwe.
Jest za to możliwe przenoszenie zabytkowych "świdermajerów" do sąsiednich miejscowości na działki tańsze. Nikt tego jednak nie czyni, bo pożar jest rozwiązaniem tańszym.
Marek Sztark
Autor ur. się w Dębnie, mieszka w Szczecinie, w latach 2005-2007 dyrektor Opery na Zamku, obecnie prezes Towarzystwa Wspierania Rozwoju Pomorza Zachodniego Szczecin-Expo. W 1997 r. otrzymał tytuł Mecenasa Kultury Szczecina. Laureat nagrody "Szczupak 2005" za największe wydarzenie artystyczne roku.

Zamek na sprzedaż
19 marca Mirosław Winconek w "Kurierze Szczecińskim" opublikował artykuł pt. "Swobnica na sprzedaż". Czytamy tam, że Johann van Leendert (obecny holenderski właściciel walącego się zamku) szuka kupca. Podana cena to 10 173 500 zł. W 1992 r. Holender kupił nieruchomość od gminy Banie za 50 tys. zł i urządził tam skup dziczyzny. Oferta sprzedaży pojawiła się, gdy minister kultury odrzucił wniosek o dotację na remont lewego skrzydła. Należąca do Leenderta spółka C.P z siedzibą w Gryfinie złożyła jesienią ub.r. wniosek o dotację w wysokości 561 897 zł na remont dachu części zamku z ministerialnego programu "Dziedzictwo kulturowe - Priorytet I Ochrona Zabytków". Wniosek w lutym nie uzyskał rekomendacji Zespołu Sterującego ds. Ochrony Zabytków. Jak podaje "Kurier", w Ministerstwie Kultury co najmniej od 2002 r. nie ma śladu wcześniejszych starań o jakiekolwiek środki na roboty zabezpieczające, nie mówiąc o odbudowie.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://www.gazeta.chojna.com.pl/gazeta.php?numer=09-12&temat...
Veröffentlichung/ data publikacji: 24.03.2009