Pod prąd - Nowy Rzym?

Chrześcijańscy demokraci - największa i najsilniej zaangażowana w budowę struktur państwa partia Niemiec żąda potępienia „wypędzeń" Niemców po II wojnie światowej" oraz „naprawienia ich skutków". Apel nie może brzmieć sympatycznie dla Polaków, których połowa mieszka na ziemiach zachodnich i północnych. Apel jednak idzie dalej, w przyszłość i powinna go zauważyć cała Europa...

Otóż Niemcy, już dominujący gospodarczo w Europie, mają ambicję objąć przywództwo nad jednoczącym się kontynentem - chcą stać się „nowym Rzymem"... To bardzo odważne wyznanie, przygrywka do marszu po władzę w zjednoczonej Europie.

Z tym że starożytny Rzym raczej nie kojarzy nam się z demokracją ani wolnością ludów, raczej z bezwzględnym imperium dławiącym samodzielność prowincji, grabiącym świeżo zdobyte obszary. Do takiego Rzymu nawiązywał Mussolini, a po nim Hitler. Czy zdaniem niemieckich chadeków imperialny Rzym jest wzorem dla Unii Europejskiej?

Sęk w tym, że apel ten sąsiedzi Niemiec po prostu puścili mimo uszu. I wszystko zostałoby po staremu, gdyby zgodnie z prawem uznano traktat lizboński - konstytuujący Unię Europejską jako państwo - za martwy. Na mocy obowiązującego traktatu z Nicei (Nicea albo śmierć!) wystarczał do tego sprzeciw jednego państwa członkowskiego. W ubiegłym roku Irlandczycy w referendum powiedzieli „Nie". Elity brukselskie zmusiły jednak krnąbrną Irlandię do drugiego plebiscytu w tej samej kwestii. I znów losy kontynentu zależą od woli i humoru mieszkańców Zielonej Wyspy...

A zatem - ambitna wizja niemieckich chadeków, w razie przyjęcia traktatu, ma szansę realizacji.

Państwo niemieckie, które 70 lat temu barbarzyńskim najazdem na Polskę rozpoczęło podbój świata, otrząsa się już z przymusowej pokuty za własne zbrodnie. I chce korzystać ze swej potęgi. Dziś przemoc w stosunkach międzypaństwowych nie musi prowadzić do wojny, wystarczy precyzyjnie wymierzona dyrektywa Nowego Rzymu, to znaczy... Brukseli.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 05.06.2009