Niestety!

Krótka historia długiego nieotwierania granicy w Dobieszczynie / Hintersee

21 grudnia 2007 nie oznacza dla mieszkańców Nowego Warpna, Trzebieży, Polic i Szczecina skrócenia drogi do np. Torgelow, Eggesin czy Ueckermünde połączeniem przez Dobieszczyn i Hintersee. Wprawdzie w ostatnich dniach zniknął znak drogowy zakazujący wjazdu na ostatni jej odcinek przed granicą od strony Tanowa za krzyżówką z drogą ze Stolca oraz skrętem na Nowe Warpno, a pojawiły się nowe znaki (kierowane od samego pasa granicznego również do przybyszów z Niemiec) ostrzegające przed dziką zwierzyną na jezdni i niebezpiecznymi zakrętami, to lada dzień najprawdopodobniej pojawią się znaki informujące, że odcinek tej dwupasmowej, asfaltowej szosy z wymienioną niedawno, nową nawierzchnią będzie drogą jedynie dla... rowerzystów i spacerowiczów!!! Wydany w piątek 14 grudnia br. komunikat rzecznika prasowego wojewody oraz notatka z polsko-niemieckiego spotkania w sprawie połączenia drogowego Dobieszczyn-Hintersee nie pozostawiają wątpliwości: "Od dnia 21 grudnia 2007 r. droga łącząca graniczne miejscowości /.../ udostępniona będzie dla ruchu pieszego i rowerowego (bez silników)" Jednocześnie "strona polska deklaruje niezwłoczne przystąpienie do wykonania ekspertyz środowiskowych, od wyniku których uzależniona będzie docelowa organizacja ruchu". W przyszłości, najwcześniej za pół roku, być może droga otwarta zostanie dla samochodów osobowych.
Niemiecka firma, na zlecenie burmistrza Eggesin w listopadzie położyła brakującą nawierzchnię drogi w stronę Polski, ok. 120 metrów. Miało być do linii granicznej, faktycznie nowa nawierzchnia zachodzi daleko na polską stronę i sięga aż do pierwszej z dwóch kup piachu i asfaltowego żwiru, które tworzą malowniczą barierę dla każdego śmiałka chcącego zapuścić się w jakikolwiek sposób, czy jakimkolwiek pojazdem wgłąb Polski, w sumie około 60 metrów zawalidrogi. Usunięcie tych kup ma być polskim wkładem do otwarcia szosy o północy 20/21 grudnia dla pieszych i rowerzystów. 20 grudnia przed południem niemieckie 120 metrów nowej nawierzchni do użytku będzie uroczyście oddawał członek rządu Meklemburgii-Pomorza Przedniego, minister transportu Otto Ebnet. Ciekawe, czy przyjdzie mu do głowy, że będzie w tej chwili ministrem transportu... rowerowego? Ciekawe, czy zepchnięcie na bok polskiej kupy piachu uświetni członek zarządu województwa? Wspólna uroczystość chyba nie ma sensu, bo tak naprawdę niczego na tych niespełna 200 metrach nie udało się zrobić wspólnie. 21 grudnia o 11.00 na granicy uroczyście spotkają się burmistrzowie i mieszkańcy Polic i Eggesin. Ciekawe, czy do granicy dojadą samochodami, czy znaki już będą dopuszczać dojazd tutaj tylko rowerami... Wchodzimy do Schengen, spełnia się marzenie pokolenia, które niegdyś w szoku przekraczało niemal niezauważalne granice państw na Zachodzie... Wchodzimy do Schengen drogą z Dobieszczyna, na piechotę lub rowerem. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Droga w środku lasu otwarta zimą dla pieszych i rowerzystów pozostaje w rzeczywistości drogą zamkniętą inaczej. Zamiast puenty, szczególnie groteskowy kolejny rozdział historii jej otwierania...

Przejście drogowe Dobieszczyn / Hintersee pojawiło się w polityce i - jako planowane - na mapach samochodowych po 6 listopada 1992 r., tj. po zawarciu przez rządy w Warszawie i Bonn Polsko-niemieckiej umowy o przejściach granicznych i rodzajach ruchu granicznego. Załącznik nr 2 umowy zawierał wykaz przejść granicznych przewidzianych do otwarcia i modernizacji, w tym - pełnowymiarowe, międzynarodowe przejście graniczne dla ruchu osobowego i towarowego na istniejącej już od lat 30. XX w., lecz w 1945 r. rozdzielonej granicą drodze pomiędzy Dobieszczynem i Hintersee. Zapowiedź otwarcia przejścia samochodowego ucieszyła wówczas władze powiatu Uecker -Randow i Polic, liczących na to, iż nowe transgraniczne połączenie stanie się impulsem rozwoju gospodarczego w regionie, wielu potencjalnych polskich inwestorów spodziewających się soczystych profitów z przygranicznego boomu targowiskowego, z tego samego powodu spowodowała wzrost cen gruntów np. w Tanowie, ale za to nie na żarty zaniepokoiła ekologów i przyrodników z obu stron granicy, a także okolicznych właścicieli niemieckich dacz, którym w wyobraźni, ale jak żywy objawił się koszmar tysięcy samochodów i ciężarówek podążających nieprzerwanym strumieniem przez środek Puszczy Wkrzańskiej, w pobliżu rezerwatów rzadkiego ptactwa Świdwie i Gottesheide (które nota bene równolegle do planowanego przejścia zupełnie inne polskie i niemieckie resorty planowały połączyć w jeden transgraniczny obszar chroniony) w drodze na gigantyczne, hałaśliwe i niezwykle śmieciorodne bazary, tzw. zwane w Niemczech Polenmärkte - "polskie rynki", w które obrastały wtedy wszystkie polskie przygraniczne miejscowości dysponujące przejściami granicznymi ku satysfakcji lokalnych władz i milczącej aprobacie Warszawy, dla której były to kanały gigantycznego, choć wymykającego się wszelkim statystykom eksportu polskich towarów do Niemiec i zarazem socjalne wentyle bezpieczeństwa, rozładowujące w zachodniej Polsce problem rosnącego - m.in. wskutek upadku pegeerów - bezrobocia. Ich protesty, demonstracje, pikiety, ale również ekspertyzy wyhamowały zapał zwłaszcza polskiej administracji do rychłego otwarcia tego przejścia, zwłaszcza, że bez przerwy brakowało pieniędzy na inne planowane, przewidziane tą samą umową i coraz bardziej opóźniające się inwestycje w infrastrukturę graniczną, do których zobowiązał się polski rząd, np. na modernizację pobliskiego przejścia w Lubieszynie. Po jakimś czasie do tej dezaprobaty, zwłaszcza wobec dopuszczenia na planowanym przejściu w Dobieszczynie ruchu ciężarówek dołączył ówczesny prezydent Szczecina, któremu równie sugestywna wyobraźnia i ekspertyzy podsuwały widok strumieni TIR-ów ciągnących tranzytem przez Szczecin i jego centrum do najbliższej przeprawy przez Odrę w środku miasta.

I tak, na następne 15 lat, warunki i data - jak mówiono i zapisywano w protokołach: "możliwie najszybszego" - otwarcia przejścia granicznego Dobieszczyn / Hintersee oraz jego status stały się stałym motywem obrad Polsko-Niemieckiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Regionalnej i Przygranicznej, a zwłaszcza, - odbywających się co pół roku, posiedzeń jej Komitetu ds. Współpracy Przygranicznej Polski i Niemiec, których i tak pierwszym, zasadniczym i najgorętszym punktem była zawsze analiza sytuacji na przejściach granicznych oraz rozliczanie przejętych przez oba rządy zobowiązań z początku lat 90.
Jak to lapidarnie formułuje jedno ze sprawozdań Landtagu Meklemburgii - Pomorza Przedniego ze współpracy z polskimi partnerami z Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego ze stycznia 2002 r., "Podczas obrad polskiej i niemieckiej delegacji w Berlinie i Karpaczu w 1994 roku ustalono, że przejście graniczne powinno zostać otwarte w IV kwartale 1995 roku. Z tego powodu przejście to zostało uwzględnione w planie zagospodarowania przestrzennego gminy Police. Zostało ono zaliczone do tych inwestycji, które mogłyby w ujemny sposób wpływać na środowisko i zagrażać ścisłemu rezerwatowi przyrody Świdwie. Dlatego też po długoletnich negocjacjach Rada Naukowa Rezerwatu zgodziła się na uruchomienie przejścia granicznego w ograniczonym zakresie. Strona niemiecka zaakceptowała te warunki. Koszty budowy technicznej infrastruktury przejścia granicznego miałaby ponieść strona niemiecka. /.../ Po polskiej stronie przeprowadzone miałyby być następujące prace: - budowa przejazdu przez drogę graniczną, - umocnienie drogi wojewódzkiej nr 115 (14,7 km), - utworzenie placu do zawracania dla autobusów liniowych".

Sytuacja jednak z czasem skomplikowała się o tyle, że o ile niemieckiej administracji, a zwłaszcza władzom powiatu Uecker-Randow (popieranym przez rząd w Schwerinie) i Polic, a po polskiej reformie administracyjnej - również powiatu polickiego zawsze bardzo zależało na otwarciu tego przejścia, o tyle polskiej administracji, zwłaszcza władzom Świnoujścia coraz bardziej zależało również na otwarciu dla samochodów istniejącego tam przejścia pieszo - rowerowego do Ahlbeck lub rychłej budowie nowego, Świnoujście-Garz. Na tym z kolei zupełnie nie zależało lokalnym władzom uzdrowisk niemieckiej części wyspy Uznam / Usedom, a co za tym idzie - również władzom krajowym w Schwerinie. Tam od dawna realizowano koncepcję wyłącznie rekreacyjnego rozwoju niemieckiej części wyspy, której fundamentem był projekt stopniowego ograniczania ruchu samochodów (aż do jego niemal całkowitego zatrzymania przed wjazdami na wyspę) i przestawienia komunikacji na publiczne, kolejowe i autobusowe, środki transportu. Fakt, że - jak obliczono - aż ok. 70% ruchu kołowego wzdłuż wyspy Usedom, to ruch tranzytowy tzw. turystów zakupowych na targowiska i do sklepów w Świnoujściu oraz zagrożenie jego intensyfikacją - niewątpliwy skutek otwarcia granicy ze Świnoujściem dla samochodów - równie skutecznie zahamowały otwarcie przejścia samochodowego na Uznamie, jak akcje ekologów - otwarcia przejścia samochodowego w Dobieszczynie. A później wydarzenia toczyły się już według innej, własnej logiki - problem z otwarciem przejścia w Świnoujściu skutecznie opóźniał otwarcie również - już uzgodnionego - przejścia w Puszczy Wkrzańskiej. Bowiem polski MSZ zastosował prostą metodę presji na swoich niemieckich partnerów w sprawie Świnoujścia: stworzył iunctim obu problemów, co w praktyce oznaczało: jak się zgodzicie na przejście w Świnoujściu, to my się zgodzimy na przejście w Dobieszczynie; albo dwa na raz, albo żadne. W tej sytuacji, chronione "polskie" orły w Puszczy lub inne ptaki nad Świdwiem, nie ruszając się z gniazd awansowały z roli przeszkody przyrodniczej i prawnej do roli argumentu dyplomatycznego, spełniając w ten sposób całkiem pożyteczną funkcje polityczną; nad ich losem i komfortem pochylali się już bowiem z troską nie tylko ekolodzy i ornitolodzy, ale również polscy dyplomaci z Warszawy, wyjaśniając dlaczego przejścia w Dobieszczynie nie da się szybko otworzyć. Jako ściśle związaną z tą historią, warto w tym miejscu przytoczyć anegdotę o przygodzie, jaka się przydarzyła jednemu z wojewodów w Szczecinie: krótko po swoim mianowaniu i niezbyt orientując się w istocie sprawy, podczas przypadkowego spotkania z ówczesnym premierem Meklemburgii-Pomorza Przedniego poza granicami obu naszych państw, poproszony przez niego o rozmowę w cztery oczy, uległ jego namowom i... przyrzekł mu rychłe otwarcie przejścia Dobieszczyn / Hintersee. Dopiero po wyjściu ze spotkania zapytał kogoś lepiej zorientowanego, o co tak naprawdę w tej sprawie chodzi i dowiedział się, że przed chwilą złożył obietnicę absolutnie sprzeczną ze ówczesnym stanowiskiem... swojego rządu. Obowiązywało bowiem owo nieszczęsne iunctim, a na przejście w Świnoujściu póki co niemieckiej zgody nie było. Rad nie rad, musiał jakoś wycofać się z pochopnie złożonej deklaracji. I wtedy znów z odsieczą, choć nie ruszając się z gniazd, przyszły mu owe wkrzańskie orły. Otóż premier landu wkrótce otrzymał ważną oficjalną wiadomość ze Szczecina: pechowo akurat w pobliżu Dobieszczyna polscy naukowcy "odkryli" siedliska orłów bielików. A że - jak wiadomo - polskie przepisy ekologiczne są niezwykle surowe i strefa ochronna wokół orlich siedlisk uniemożliwia jakiekolwiek inwestycje w ich bezpośrednim sąsiedztwie, to wojewoda z przykrością musi zawiesić swoją zgodę na otwarcie przejścia granicznego. Oczywiście do czasu. Aż orły odlecą i założą nowe gniazdo, trochę dalej. I tak, po raz kolejny historia dowiodła, że nie przypadkiem orzeł bielik nosi u nas koronę i jest najważniejszym polskim ptakiem!
"Oba przejścia graniczne, zgodnie z ustaleniami niemiecko-polskiej grupy ekspertów ds. przejść granicznych powinny zostać uruchomione jednocześnie. Przewidywany termin uruchomienia ustalony został na koniec 2002 roku".
Minęło trochę czasu i - jak to się mawia w dyplomacji - w sprawie przejścia w Świnoujściu doszło do "zbliżenia stanowisk". Wówczas - automatycznie - "zbliżyły się" stanowiska również w sprawie Dobieszczyna.
I tak 16 kwietnia 2004 r. rządy RP i RFN - w drodze wymiany not - zawarły Porozumienie o zmianie załącznika nr 2 do Umowy o przejściach granicznych i rodzajach ruchu granicznego, sporządzonej w Bonn dnia 6 listopada 1992 r., czyli zmieniły status przejść wymienionych w wykazie przewidzianych do otwarcia przejść granicznych. I nie przypadkiem na pięć wymienionych w porozumieniu przejść dwa dotyczyły równocześnie Świnoujścia -Garz oraz Dobieszczyna - Hintersee i ustanawiały dla nich ten sam status: przejścia drogowego dla ruchu osobowego - pieszego rowerowego i autobusów liniowych. Przejście w Puszczy zostałoby zbudowane po stronie niemieckiej, na wyspie Uznam - po stronie polskiej.

Po kolejnym roku... obu przejść nadal nie było! Zdesperowany Siegfried Wack, dawny starosta powiatu najpierw Ueckermünde, potem - po reformie - powiatu Uecker-Randow w Pasewalku i zarazem współtwórca i wieloletni przewodniczący Towarzystwa Niemiecko-Polskiego w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, który tak długo walczył o otwarcie tego przejścia, że aż na stanowisku starosty zastała go... emerytura, w połowie października 2005 r. zorganizował demonstrację w formie.... polsko-niemieckiego festynu. Na granicy pomiędzy Dobieszczynem i Hintersee otwartym okolicznościowo na ten czas, pod hasłem "Sąsiedztwo bez granic" spotkali się mieszkańcy niemieckiej i polskiej strony oraz entuzjaści nadal nieistniejącego przejścia, w tym burmistrz Polic i starosta policki. "Może to przekona władze centralne do utworzenia w tym miejscu przejścia - tłumaczy Wack". Jak napisał sprawozdawca (Andrzej Kraśnicki jr, Gazeta Wyborcza, 16.10.2005), "nieoficjalnie wiadomo, że na przeszkodzie stoi brak zgody niemieckich władz centralnych na otwarcie przejścia Świnoujście - Ahlbeck dla ruchu samochodowego /.../ W rewanżu władze polskie niechętne są otwarciu przejścia w Dobieszczynie, na którym z kolei bardzo zależy naszym sąsiadom (droga do granicy od ich strony jest już nawet zmodernizowana).
W sprawozdaniu Rządu Krajowego Meklemburgii-Pomorza Przedniego nt. współpracy w obszarze Morza Bałtyckiego z roku 2004/2005, w rozdziale dotyczącym przejść granicznych, w planach na rok następny niezmiennie figuruje budowa m.in. przejścia Hintersee / Dobieszczyn, wraz z informacją, że "na życzenie Polski" przejście ma zostać otwarte równocześnie z przejściem Świnoujście-Garz. "Pożądane przez Federalne Ministerstwo Transportu i Budownictwa rozdzielenie obu przejść granicznych i poszerzenie ruchu granicznego o ruch samochodów osobowych na przejściu granicznym Hintersee / Dobieszczyn jest popierane przez Land Meklemburgia - Pomorze Przednie, o ile nie nastąpi przez to opóźnienie w otwarciu przewidzianych dotąd rodzajów ruchu (piesi, rowerzyści i autobusy" na obu przejściach".
W grudniu 2005 r. w Świnoujściu rozpoczynają się prace budowlane przy przejściu drogowym do Garz. (Przejście zostanie otwarte 24 kwietnia 2007 dla pieszych, rowerzystów i autobusów, a z chwilą wejścia Polski do Schengen – również dla samochodów do 3,5 tony)
7 marca 2006 roku biuro prasowe wojewody zachodniopomorskiego podaje, że "niemieckie Federalne Ministerstwo Transportu, mimo wcześniejszych ustaleń, wycofało się ze zobowiązania w sprawie utworzenia drogowego przejścia granicznego Hintersee-Dobieszczyn. Wojewoda Zachodniopomorski Robert Krupowicz interweniuje w tej sprawie w pismach do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Ludwika Dorna oraz Premiera Kraju Związkowego Meklemburgia - Pomorze Przednie Haralda Ringstorffa. /.../ Wycofanie się z wcześniejszych ustaleń strona niemiecka argumentuje oczekiwaniem na pełne wejście Polski do strefy Schengen oraz sytuacją budżetową RFN".
Od Tanowa do granicy państwa w Dobieszczynie kładziona jest nowa nawierzchnia na drodze wojewódzkiej nr 115, aż do samej drogi granicznej w Dobieszczynie. Nikt wówczas nie mówi o braku ekspertyzy w sprawie oddziaływania ruchu samochodowego na tej drodze na środowisko naturalne.
W tym czasie już wiadomo, że transgraniczna droga przez Puszczę Wkrzańską będzie mogła być otwarta dopiero po wejściu Polski do strefy Schengen. Na początku listopada zapada decyzja ministrów spraw wewnętrznych państw UE, że nastąpi to o 10 dni wcześniej, niż planowany wcześniej termin, a więc jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia 2007 r.
Jak 14 grudnia br. na konferencji prasowej informuje burmistrz Eggesin Dennis Gutgesell, 4 grudnia odbyło się w Lubieszynie spotkanie przedstawicieli polskiej i niemieckiej administracji regionalnej i lokalnej, poświęcone przygotowaniom do otwarcia granicy Schengen. W reakcji na poruszony przez burmistrza temat braku decyzji nt. drogi z Hintersee do Dobieszczyna, przedstawiciele urzędu wojewódzkiego oraz marszałkowskiego ze Szczecina "wyrazili wolę otwarcia tego połączenia, ale również konieczność uwzględnienia opinii dotyczącej ochrony przyrody". Opinii, która jak się okazało, nie została do tej pory przygotowana.
Lokalne media krytycznie relacjonują kolejny korek, tym razem urzędniczy, na drodze Dobieszczyn-Hintersee. "Przygotowanie ekspertyz zajmie kilka miesięcy. Dlaczego nie przygotowano ich wcześniej? - Nie mieliśmy pojęcia, że będą potrzebne - przyznaje /.../ dyrektor wydziału infrastruktury i transportu Urzędu Marszałkowskiego, który od kilku tygodni nieświadom niczego szykował się do otwarcia drogi. - Kupiliśmy już nawet znaki drogowe, wyznaczyliśmy ludzi do usunięcia 21 grudnia piachu zalegającego na drodze." - relacjonuje Gazeta Wyborcza. "Wszystko wskazuje na to, że ktoś sprawę przespał i próbuje się desperacko bronić. W weekend [15-16 grudnia] granicę w Dobieszczynie odwiedziło wielu mieszkańców Szczecina i Polic. Nie będziemy przytaczać komentarzy, jakie wygłaszali" - komentuje Kurier Szczeciński. Dodajmy, że w tym samym czasie co najmniej równie wielu niemieckich sąsiadów podjeżdża samochodami do granicy od strony Hintersee. Już wiedzą z "Norkuriera", że również po 20 grudnia nie przejadą na drugą stronę. Ich komentarzy nie słychać. Znamy za to rozgoryczenie burmistrza Eggesin i przewodniczącego Towarzystwa Niemiecko-Polskiego, od dawna osobiście zaangażowanych na rzecz otwarcia w tym miejscu drogi. "Po prostu wstyd" - irytuje się Władysław Diakun, burmistrz Polic, który od lat zabiegał o otwarcie granicy" (Gazeta Wyborcza, 15-16.12.2007).

Jeśli się pamięta skalę problemów, finansowych, logistycznych, prawnych i każdych innych, jakie musiano rozwiązywać, by rozładowywać nieustanne gigantyczne korki samochodów na przejściach granicznych od Bałtyku po czeska granicę przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, to dzisiejszy problem szczecińskiej administracji regionalnej z przygotowaniem dla ruchu samochodów 60 metrów jezdni przy granicy w Dobieszczynie i wykonaniem na czas jednej ekspertyzy na temat problemu zidentyfikowanego już 15 lat temu - sprawia zaiste kabaretowe wrażenie!
Najzabawniejsze w tym kabarecie jest jednak to, że wszystko wskazuje na to, iż tym razem nie chodzi już o żadne chwyty i podchody. Oni naprawdę się zagapili!

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 01.12.2007