Tutaj nic już nie jest obce

Rozmowa z dr. Marcinem Majewskim, dyrektorem Muzeum w Stargardzie

- Coraz mniej miejsca jest w pańskim gabinecie.

- Zegar, który tu stoi, będzie w laboratorium apteki, na wystawie stałej, jaką przygotowujemy. Stargardzcy zegarmistrzowie, panowie Szczygłowie, naprawili go nam za darmo. Dla nich to hobby, bo rzadko już zdarza się takie zegary naprawiać... Nie wszystko tu mam. Trochę książek pożyczyłem kolegom i studentom.

- Jest jeszcze jeden zegar.

- Będzie na wystawie „Czar (nie)zwykłych przedmiotów”, którą przygotowuje pani Jola Aniszewska, sprowadzając eksponaty z Torunia, Słupska, Elbląga, Wałcza…, takie, które były używane na co dzień, a dziś już niczemu nie służą. My też takie przedmioty gromadzimy: stare aparaty fotograficzne, projektory, dresy z „Luxpolu”, mydło z Polleny...

- Co więc już jest historią, a co jeszcze nie? Odpowiedź jest ważna, chodzi przecież o to, czym ma zajmować się muzeum?

- Ktoś kiedyś powiedział, że historia to wszystko, co było sekundę temu i wcześniej. Z tego wynika, że całe nasze życie zanurzone jest w historii. Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej, były pierwsze wybory w wolnej Polsce. Kilka dni wcześniej pojechaliśmy z kolegami na wycieczkę pod Choszczno. Pod Starym Klukomiem rozrzucano ze śmigłowców ulotki wojskowych komitetów wyborczych. Byli na nich kandydaci do nowego parlamentu: pułkownicy, porucznicy. Mam te ulotki, to pamiątka i kawałek historii.

- Zmieńmy trochę temat: Muzeum w Stargardzie chce podwyższyć swój status.

- Chcemy wystąpić z wnioskiem o przyznanie nam statusu muzeum rejestrowanego. Ministerstwo nie widzi przeszkód, znając naszą działalność, a jest ona coraz bogatsza. Właśnie zaproponowano nam wejście w europejską strukturę różnych instytucji, zajmujących się archeologią.

- Ale archeologia to tylko jedna z dziedzin waszej działalności.

- Oczywiście. Każde muzeum rejestrowane musi mieć swoją specyfikę i eksponaty, które je wyróżniają. Wiedząc o tym, sukcesywnie uzupełniamy nasze zbiory, konserwujemy je i opracowujemy. Między innymi z ministerstwa już dwa razy dostaliśmy dotacje na konserwację zabytków sztuki funeralnej. Złożyliśmy kolejne dwa projekty na konserwację naszych zabytków z działów historycznego i archeologicznego. Chcemy odnowić kolekcję XVIII- i XIX-wiecznych skrzyń posażnych. Są bardzo piękne, ale też bardzo zniszczone.

- Jaki więc profil obierze muzeum w Stargardzie?

- Myślimy o muzeum archeologiczno-historycznym, jak w Elblągu. Takiego muzeum na Pomorzu nie ma. Jeśli chodzi o archeologię, chciałbym, żeby specjalizowało się w archeologii historycznej, która w Polsce nadal jest marginalizowana, a pięknie rozwija się na Zachodzie. Niekiedy jest jedynym źródłem do poznania pewnych procesów społecznych, a w połączeniu ze źródłami historycznymi przynosi świetne rezultaty. Przekonujemy się o tym, zestawiając wyniki naszych wykopalisk, które prowadziliśmy w Stargardzie, z wcześniejszymi badaniami historycznymi. Możemy dzięki temu dokładniej opisać życie stargardzian, domy przypisać użytkownikom, wyjaśniać pewne procesy i przenosić je na okresy wcześniejsze, nieznane ze źródeł historycznych.

- Muzeum ma własne pracownie, ale współpracuje też z wybitnymi specjalistami z całej Polski.

- Analizy archeobotaniczne robi dla nas dr Joanna Koszałka z Poznania, archeozoologiczne – prof. Daniel Makowiecki z Torunia, dendrochronologię – prof. Marek Krąpiec z Krakowa. Nasi pracownicy wykonują analizy ceramiki, skór, metali, opracowują stratygrafię, opisują zabytki wydzielone, na przykład średniowieczne plomby towarowe, których znaleźliśmy zaskakująco dużo na naszym Rynku Staromiejskim. Jedno z najciekawszych odkryć to średniowieczny znaczek pielgrzymi, też znaleziony na rynku. Analogiczny znaleziono dotychczas tylko w Turku, w Finlandii.

- Dlaczego tak ważna jest archeozoologia i archeobotanika?

- Dzięki nim możemy więcej powiedzieć o życiu dawnych stargardzian, o ich kontaktach ze światem. Szczegółowe analizy archeobotaniczne i archeozoologiczne pozwoliły w latrynach na Starym Mieście zidentyfikować pestki fig, ślady cytryn, a w klasztorze augustianów – dorsza plamiaka, który w średniowieczu występował w Atlantyku. Jest teraz pytanie: o czym to świadczy, jaki był Stargard? Dzięki analizie szkliwa zębów z pochówków w klasztorze dowiedzieliśmy się, że zmarli pochodzili z południowej Francji. A teraz czekam na analizy żuka, znalezionego na Starym Mieście. Na razie wiem, że związany jest z ekosystemem puszczy pierwotnej.

- Prowadzicie także badania poza Stargardem.

- W Reczu odkryliśmy zasypaną piwnicę z końca XVI w. z wieloma zniszczonymi naczyniami, malowanymi rożkiem misami i dzbanami z nieudanego wypału garncarza - to pierwsza, nowożytna garncarnia w regionie. Nie znamy źródeł historycznych, które by ją opisywały, ale nasi koledzy z Meklemburgii-Pomorza Przedniego, zwłaszcza Heiko Schäfer, znaleźli analogie w Stralsundzie i koło Rostocku. Tego typu garnitury naczyń ceramicznych występowały pod koniec XVI w. nad całym Bałtykiem, od Finlandii po Szlezwik-Holsztyn, a wywodziły się z Westfalii. Teraz te naczynia wyklejamy, staramy się, żeby były naszą własnością. Znaleźliśmy też niecodzienne, ceramiczne lavabo na wodę. Znajdowane są one pojedynczo, i to tylko w końcu XVI wieku, od Estonii po Szlezwik-Holsztyn. Ewenementem jest Rostock, gdzie znaleziono ich chyba pięćdziesiąt. I jeszcze: znaleźliśmy dwa kafle, nawiązujące do XVI-wiecznego poematu Hansa Sachsa, jednego z największych pisarzy niemieckich, opisującego symboliczną obronę chrześcijaństwa przed nawałą Turków w XVI w. Najwięcej takich kafli jest na terenie Czech i Węgier, niewiele na północy Niemiec, w Polsce nikt ich wcześniej nie znalazł. Już te odkrycia pokazują, że archeologia historyczna byłaby dla nas ciekawa.

- Ale muzeum to nie tylko badania, to także ekspozycje. Jak prezentować dziś zbiory, jakie powinno być współczesne muzeum?

- Dyskusja trwa. Jedni mówią, że powinno być bardziej historyczne, inni - że bardziej współczesne, jedni chcieliby więcej eksponatów, inni - więcej multimedialnych sposobów prezentacji. My chcemy być dobrym muzeum regionalnym, które opiekuje się dziedzictwem regionu, przygotowuje wystawy, prowadzi działalność edukacyjną, mając pracowników – a my ich mamy! – którzy potrafią to robić i jeszcze poszerzają swoją wiedzę. Dlatego frekwencja u nas rośnie, choć Stargard nie jest dużym ośrodkiem turystycznym. Nasze muzeum odwiedzają mieszkańcy miasta i regionu, turyści, pasjonaci i znawcy historii z całej Polski, Łotwy, Estonii, Szwecji, z Niemiec. W zależności od tematów, jakimi się zajmują, przyjeżdżają do nas po wiedzę. Dzięki temu, że jesteśmy w Stargardzie i nim się zajmujemy, mamy coraz więcej kontaktów w Europie.

- Jesteście muzeum miejskim.

- I z władzami miasta współpracujemy dobrze, co dla jakości funkcjonowania muzeum jest bardzo ważne. Kiedy patrzę na próby, jakie w swoich muzeach podejmują moi koledzy i koleżanki z podobnych i mniejszych miast, często stwierdzam, że są w miejscu, w którym my byliśmy piętnaście lat temu. W każdej współpracy najważniejsza jest dobra wola. W Stargardzie ona jest. Przykłady? W tym roku wykonamy izolację fundamentów naszego budynku głównego, ale przede wszystkim przygotowujemy się do remontu bastei, gdzie ma być w przyszłości multimedialna wystawa o dziejach Stargardu. W przygotowanie projektu miasto i muzeum włożyły już sporo energii i finansów.

- Muzeum obchodzi w tym roku swoje 50-lecie.

- 11 lipca zapraszam na Rynek Starego Miasta, na spotkanie plenerowe „Dziś są moje urodziny”. Zapewniam, że będzie atrakcyjnie. Przygotowujemy duże wystawy: pod koniec lutego otworzymy „Czar (nie)zwykłych przedmiotów”, w czerwcu – wystawę poświęconą Davidowi Gilly’emu, XVIII-wiecznemu architektowi, czynnemu w Stargardzie, Szczecinie, Bydgoszczy, przy której współpracujemy z Muzeum Narodowym w Szczecinie i muzeum w Bydgoszczy. W październiku będzie u nas dwudniowa konferencja i wystawa „Zaślubiny ze śmiercią”.

- Będą publikacje.

- Pierwszy tom monografii Rynku Starego Miasta, piąty tom rocznika „Stargardia”, opracowywane są materiały z konferencji „Intra et extra clausuram” i „Miasta i miasteczka pomorskie”, chcemy opublikować akta spadkowe stargardzkiego rajcy, Jacoba Gottschalka, z lat 1669-1671 i „Ordynek zaraźny” Davida Herlitza z 1598 r., znakomicie przetłumaczony przez Krzysztofa Gołdę. Będą katalogi wystaw - jeden opracowywany razem z Ewą Gwiazdowską z Muzeum Narodowego w Szczecinie.

- W waszym muzeum często gabloty są otwarte.

- Jeśli, oczywiście, mogą być. Są też wystawy, gdzie gablot nie ma, bo staramy się, żeby do eksponatów można było podejść. Dzieci, które nas odwiedzają, często obcują z oryginalnymi przedmiotami, mamy też dla nich specjalnie wykonane kopie. Używają tabliczek woskowych do pisania, a chodząc po wystawach, ubierają się w kaptury, jak średniowieczni, stargardzcy mnisi.

- Poznają dawne życie miasta. Czy w ten sposób utożsamiają się z nim?

- Oswajają się z historią. Takie rzeczy robią także inne instytucje, jak Towarzystwo Przyjaciół Stargardu, które organizuje Niedzielne Spotkanie Historyczne. Liczba osób, które w nich uczestniczą, świadczy o tym, że wiedza o mieście jest coraz bardziej potrzebna. W Stargardzie widać, że historia jest żywa, fascynująca, że tutaj nic już nie jest obce.

- Kiedyś było... Dziękuję za rozmowę.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 04.02.2010