Uniwersytet za granicą

Kto za to zapłaci?

Wykształcenie wyższe to obecnie niemal chleb powszedni, choć przyznać trzeba, że dla coraz większej liczby studentów i ich rodzin ten chleb smakuje coraz drożej. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, iż umasowienie studiów wiąże się z mnożeniem się prywatnych uczelni oraz uprawianiem przez uczelnie będące na garnuszku państwa dodatkowej działalności edukacyjnej na zasadach komercyjnych. Burzliwe przemiany w tej dziedzinie mają głównie charakter ilościowy. Jakość kształcenia owiana jest zasłoną tajemnicy. Nie dotyczy to zresztą wyłącznie studentów, bo także na tak zwanych ścieżkach kariery naukowej wyrasta coraz więcej chwastów. Często słyszy się o plagiatach bądź podejrzeniach o plagiat, tu i ówdzie unieważnia się dyplomy doktorskie. Od dawien dawna znana była prawda, że nakłady na edukację są najlepszą inwestycją społeczną, ale przekształcenie szkół wyższych w efektywne podmioty do zarabiania pieniędzy nie gwarantuje, że wypełnią one swoją misję rzetelnie.

Nie jest tajemnicą, że uczelnie niepubliczne, utrzymujące się głównie z czesnego i własnych środków, nie mają większych szans w konkurencji ze szkołami wyższymi dotowanymi przez państwo. Jednak szkoły „państwowe" ciągle sygnalizują niedobory środków, a jak powracająca fala brzmi zawołanie o objęciem odpłatnością za studia wszystkich studentów, bo obecnie jedynie studenci studiów dziennych w uczelniach „państwowych" są szczególnie uprzywilejowani.

Na ogół wiadomo, jak trudno poradzić sobie z tzw. krótką kołdrą w prowadzeniu każdej szkoły i każdej wyższej uczelni. Dlatego można się dziwić, że Uniwersytet Szczeciński chce jako pierwsza polska uczelnia działać za granicą. Motywuje się to potrzebą wyjścia z działalnością dydaktyczną, która spełni również pozytywną rolę integracyjną. Żeby kształcić za granicą, potrzebna jest zgoda ministerstwa, której na razie odmówiono. Niezrażony odmową US otworzył w Eggesin punkt informacyjny, zapowiadając ponowienie starań w ministerstwie.

Odmowną decyzję ministerstwa można jednak zrozumieć. Przy niedostatku środków na bieżące funkcjonowanie oświaty i nauki we własnym kraju, zgoda na kosztowne eksperymentowanie za budżetowe pieniądze w formie osobliwego „eksportu" byłaby co najmniej lekkomyślnością. Pomysł z misją edukacyjno-integracyjną po drugiej stronie Odry nie da się porównać z pomocą, jakie nasze państwo przeznacza dla szkół polonijnych na Białorusi i Litwie. Nie ma przecież obecnie żadnych przeszkód, by Polacy studiowali w Berlinie, a Niemcy na szczecińskich uczelniach.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 08.02.2008