Gra interesem państwa

Były premier Jarosław Kaczyński powiedział, że dzień w którym jego następca Donald Tusk podałby się do dymisji byłby najszczęśliwszym dniem w jego życiu. Dla mnie, choć Tuska cenię umiarkowanie (bo liberał), najszczęśliwszym dniem byłoby odejście z polityki braci Kaczyńskich.

Wielu Polaków jest już zmęczonych ich sposobem uprawiania polityki, w którym dominuje szkodliwe dla państwa awanturnictwo. Nie dziw więc, że wielu albo ich nie lubi, albo wręcz nienawidzi. Chociaż popierających też nie brakuje.

Niektóre postulaty PiS w sprawie Traktatu Lizbońskiego brzmią nawet chwytliwie - np. ten lansowany przez J. Kaczyńskiego, że „Konstytucja RP jest nadrzędna wobec umów międzynarodowych", a podły rząd chce ją zastąpić prawem unijnym. KŁAMSTWO. Po pierwsze, naród polski, wyrażając zgodę w referendum akcesyjnym na wejście do UE, jednocześnie zdeklarował - podobnie jak inne unijne narody - zgodę na tworzenie wspólnego unijnego prawa, jako w CZĘŚCI obowiązującego wszystkie unijne państwa. I tak jest w Polsce. Prawo unijne obowiązuje tylko w NIEKTÓRYCH obszarach. Naród polski zapisał też w art. 90 naszej konstytucji, że państwo może scedować część swoich uprawnień na organizacje międzynarodowe. I to - zgodnie z konstytucją - uczyniono. Wszystko zgodnie z konstytucją.

Inny przykład: w Traktacie Lizbońskim (Karta Praw Podstawowych) zapisano, że sprawy zawierania związków małżeńskich są regulowane przez prawo krajowe. Gdyby ktoś chciał to zmienić, musiałby uzyskać zgodę 27 państw, w tym Polski. Nadto art. 18 polskiej konstytucji określa małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Pan prapremier tego nie wie, czy udaje, że nie wie?
PiS chce obwarować traktat w ustawie ratyfikującej różnymi zapisami. Np. koniecznością uzyskania zgody prezydenta, rządu i parlamentu w sprawie ewentualnego odstąpienia od zapisów Traktatu Lizbońskiego dotyczących kompromisu z Joaniny i protokołu brytyjskiego do Karty Praw Podstawowych. Tymczasem w takich umowach międzynarodowych, jak traktat, mają być tylko dwa artykuły - tak albo nie dla prezydenta w kwestii ratyfikacji i data wejścia w życie ustawy. Wszelkie inne zapisy można zawrzeć w uchwale, bo inaczej Trybunał Konstytucyjny zakwestionowały ratyfikację. Może także i dlatego, że w procesie stanowienia prawa każdy z czterech wymienionych organów ma inne uprawnienia. A poza tym jakby rząd coś chciał zmienić w traktacie i dołączonych doń protokołach (także brytyjskim, pod którym i my bezmyślnie się podpisaliśmy, bo traktat ani nie jest amoralny, ani Niemcom nie daje podstaw do żądań odszkodowawczych; zgodnie z prawem, unijnym kwestie własnościowe podlegają polskiemu ustawodawstwu), to musiałby zyskać akceptację 27 państw członkowskich UE, zgodę Sejmu i prezydenta. Były premier nie wyklucza nawet (nowa awantura?), że brat prezydent może nie podpisać ratyfikacji, pomimo ewentualnej zgody parlamentu.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 19.03.2008