Pan udający pana szepcze nerwowo do teczki

Prawdziwa przyczyna, dla której Anka Kowalska złamała pióro, raczej jednak nie miała nic wspólnego z "obietnicami" panów z SB. Przestała pisać, bo KOR tak bardzo rozpanoszył się w jej życiu (wyjazdy do Radomia na procesy uczestników wydarzeń czerwcowych, przepisywanie na maszynie bibuły, niekończące się zebrania, zbieranie podpisów pod listami protestacyjnymi do władz, praca nad kartoteką represji - to zaledwie część jej aktywności), że na nic innego poza snem i etatowymi obowiązkami nie wystarczało jej ni czasu, ni siły.
Skąd zatem wzięła się ta książka? Blisko trzysta stron, które łyknęłam jednym haustem, na przemian zachwycając się, wzruszając, śmiejąc? Ano stąd, że mimo wszelkich zaklęć i zapewnień Kowalska nie potrafiła przestać być pisarką. A też z uporu przyjaciół, którzy jeszcze w latach 80. powtarzali, że musi opisać czasy KOR-u, że nikt tego nie zrobi lepiej niż ona. Te kilka tekstów, które wtedy wydarto jej z gardła i opublikowano w paryskiej "Kulturze" i "Zeszytach Historycznych", to główny korpus tomu.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75515,10337709,Pan_udajacy_pana_szepcze...
Veröffentlichung/ data publikacji: 23.09.2011