Potomkowie przedwojennych fabrykantów Dammvorstadt śladami rodzinnych historii

Udo Harttung w miejscu dawnej rodzinnej kwatery (na przedostatnim przęśle muru wisiała tablica Harttung 1895). Fot. Roland Semik
Brigitta Collath-Gelati przy kamieniu nagrobnym stryjecznego dziadka Franza Collatha (1876-1942). Fot. Roland Semik

4 lipca 2017 r. do Słubic przybyli nietypowi goście i to z dosyć daleka... Dwoje Niemców odwiedziło lapidarium przedwojennych płyt nagrobnych na cmentarzu komunalnym w Słubicach. Szukali źródeł rodzinnych historii a następnie udali się na wycieczkę klasową po północnej części województwa lubuskiego. A to wszystko dokładnie w jubileusz 65. rocznicy ukończenia szkoły średniej w 1952 r.!

Udo Harttung na co dzień mieszka w Ingolstadt w Górnej Bawarii, ale historia wielu pokoleń jego rodziny sięga przedwojennych Słubic, wówczas Dammvorstadt.
Jego ojciec Constantin Harttung (1890-1983) był ostatnim właścicielem fabryki i bielnika pszczelego wosku w okolicach dzisiejszej ul. Konstytucji 3 Maja w Słubicach. To rodzinne przedsiębiorstwo istniało nieprzerwanie od 1777 r., co czyniło je najstarszym przedsiębiorstwem produkcyjnym w całym mieście. Firma miała swoje przedstawicielstwa m.in. we Francji, Szwecji, Finlandii, Danii, Rosji, Austrii, Rumunii, Grecji, Turcji, Ameryce Północnej i Argentynie. Przedstawicielem na terenie II RP był Józef Hosiasson przy ul. Trębackiej 4 w Warszawie.
Rodzina mieszkała w okolicy ul. Sportowej i prowadziła własną fundację w odbudowanym niedawno Domu Bolfrasa w lewobrzeżnej części Frankfurtu nad Odrą. Rodzinny grobowiec znajdował się pod przedostatnim przęsłem cmentarnego muru. Po wojnie większość rodziny była represjonowana przez radzieckie i wschodnioniemieckie służby bezpieczeństwa. Tablica nagrobna z napisem „Harttung 1895” została zdewastowana w 1966 albo 1967 r.

Brigitta Collath-Gelati mieszka natomiast w Trezzano pod Mediolanem. Przez kilkadziesiąt lat uczyła Włochów języka niemieckiego pod auspicjami Instytut Goethego.
W willi przy ul. 1 Maja 24 w Słubicach mieszkał jej dziadek Paul Collath oraz dziadek stryjeczny Franz Collath (1876-1942), właściciel miejscowej fabryki broni myśliwskiej w miejscu dzisiejszej galerii handlowej przy ul. Kościuszki. Firma ostatecznie splajtowała, bo odmówiła produkcji broni na potrzeby Wehrmachtu.
Franz Collath zginął w 1942 r. wskutek nieszczęśliwego wypadku podczas polowania. Jego kamień nagrobny całkiem przypadkowo udało się odnaleźć kilka lat temu w parku tuż za zachodnią częścią ogrodzenia cmentarza komunalnego w Słubicach. Obecnie stanowi największy i najcięższy okaz w kolekcji miejscowego lapidarium, a Brigitta Collath-Gelati była wczoraj pierwszą przedstawicielką rodziny Collath, która po zakończeniu wojny mogła zobaczyć tę cenną pamiątkę rodzinnej historii.

Co ciekawe, okazją do odwiedzin Słubic przez oboje Niemców stało się klasowe spotkanie 65 lat po ukończeniu frankfurckiego gimnazjum. Urodzeni w 1935 i 1936 r., ukończyli szkołę na rok przed śmiercią Stalina. Mimo, że los rzucił ich potem w różne zakątki Europy, teraz spotkali się w siedemnaście osób i poznawali uroki najbliższej okolicy, tj. Rzepin, Torzym, Łagów, Sulęcin oraz Ośno Lubuskie.

Krótka fotorelacja z wycieczki: https://www.youtube.com/watch?v=upEqi0rQlHY

Roland Semik
Społeczny opiekun zabytków powiatu słubickiego

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 05.07.2017