Muzeum w Chojnie

W nr. 44 zamieściliśmy tekst Radosława Skryckiego pt. „Jakiego muzeum Chojna potrzebuje?”. Autor odwołuje się do bogatej tradycji miasta, w którym placówka taka funkcjonowała przed wojną. Muzeum miałoby zająć się m.in. odtworzeniem materiału źródłowego do dziejów Chojny. „Poprzez zwrócenie się o kopie wszelkich dokumentów do instytucji i osób prywatnych oraz penetrację i zebranie dostępnych na rynku antykwarycznym oryginałów być może uda się, w możliwie dużym stopniu, zebrać w jednym miejscu wszystko, co dotyczy miasta” - napisał dr Skrycki. Inne priorytety to dokumentowanie materialnych śladów obecnej rzeczywistości, funkcje pedagogiczne, integrowanie społeczności i rozbudzenie lokalnej tożsamości. „Izba pamięci czy punkt informacji turystycznej stanowić mogą co najwyżej protezę i substytut. Ranga miasta w przeszłości, pozycja historyczna, która musi zostać wyeksponowana, wielość aspektów życia kulturalnego i politycznego to kolejne argumenty, które przemawiają za poważnym potraktowaniem inicjatywy” - uważa autor i dodaje, że źródeł finansowania należy szukać także w środkach pozabudżetowych, w tym unijnych.
Dzisiaj drugi głos na ten temat.

Z wielkim zadowoleniem przeczytałem tekst mojego przyjaciela Radosława Skryckiego w „Gazecie Chojeńskiej” sprzed czterech tygodni na temat przyszłego muzeum w Chojnie. Podobnie jak on, uważam potrzebę jego powołania za kwestię poza wszelką dyskusją. Chojna, jak wiele innych miejscowości naszego regionu, musi posiadać ze względu na swoją chlubną przeszłość muzeum. Miasto to, leżące na południu województwa wcześniej szczecińskiego, a dziś zachodniopomorskiego, zostało niejako sztucznie włączone do Pomorza po 1945 r. Do tego czasu od XIII w. było - obok Myśliborza i Gorzowa - jedną ze stolic części Wschodniej Brandenburgii, zwanej Nową Marchią. Zbiory istniejących na tym terenie muzeów i archiwów zostały podczas działań wojennych i związanych z nimi grabieży rozproszone, zaś władze polskie, wykorzystując po wojnie mit Ziem Odzyskanych (odwołujący się tylko do polskiej/pomorskiej/słowiańskiej przeszłości tych obszarów), doprowadziły do niemal zupełnego roztrwonienia nowomarchijskich pamiątek przeszłości, gdyż wiązała się ona z Brandenburgią i Prusami – ikonami niemieckiego Drang nach Osten. Polacy z wiadomych powodów przez długie lata nie byli zainteresowani tym spadkiem. Typowym przykładem takiego postępowania było pozostawienie na pastwę losu jednego z najcenniejszych obiektów romańskich w Polsce – kaplicy templariuszy w Rurce jako obiektu o wręcz antysłowiańskiej (czytaj: antypolskiej) wymowie.

Wracając do artykułu R. Skryckiego, w którym przedstawił on bardzo śmiałą koncepcję placówki muzealnej, łączącej w swej działalności także funkcję archiwum (przez gromadzenie materiału źródłowego), zgadzam się z większością jego propozycji. Chciałbym je tu niejako uzupełnić i wskazać na inną stronę funkcjonowania muzeów, której zazwyczaj nie dostrzegamy. Większości z nas kojarzą się one jedynie z salami, wystawami, wernisażami i związanymi z nimi wykwintnymi zazwyczaj spotkaniami. Ale to tylko szczyt góry lodowej.
W czym zatem powinna tkwić istota muzeum dla Chojny, tak bardzo przetrzebionej z pamiątek przeszłości? Moim zdaniem przede wszystkim w (posłużę się tu sformułowaniami z ustawy o muzeach) gromadzeniu dóbr kultury, katalogowaniu i naukowym opracowywaniu gromadzonych muzealiów, przechowywaniu ich w warunkach zapewniających zachowanie ich stanu oraz bezpieczeństwo, a także udostępnianie ich do celów naukowych i edukacyjnych. Jako przykład podam krytykowane przez wielu Muzeum Powstania Warszawskiego. Jego siła leży nie w ekspozycji, ale w tym, że jest ono miejscem, gdzie wielu powstańców może przyjść z zatajonymi przez wiele lat swoimi skarbami i zostawić je z nadzieją że będą one zachowane, zakonserwowane, udostępnione do badań, zaś ich wielki czyn nie przykryje patyna czasu. Chojna (nie tylko zresztą ona) takiej właśnie instytucji potrzebuje, której moglibyśmy przekazywać odnajdywane lub pieczołowicie przechowywane pamiątki przeszłości - tej polskiej: tutejsze i przywiezione z różnych części świata po 1945 r. - oraz tej niemieckiej, o którą nie ma kto się już tu upomnieć, podobnie jak o schedę po starożytnych Rzymianach w Europie Zachodniej i Południowej, która jest jednak wszędzie pieczołowicie chroniona. W muzeum wszystkie muzealia są zabezpieczone, wpisane do inwentarza, stanowią dobro ogólnospołeczne, dlatego też darczyńcy nie muszą się obawiać, że zaginą lub zostaną rozkradzione. Dlatego aby nie utracić na zawsze pamiątek przeszłości, już dziś trzeba pomyśleć - choćby wzorem Goleniowa - o powołaniu Ośrodka Dokumentacji Dziejów Ziemi Chojeńskiej, który rozpocząłby gromadzenie i opracowywanie zbiorów, bez których nawet najnowocześniejsze muzeum będzie zawsze puste, a w przyszłości stałby się integralną częścią muzeum.

Dla Chojny najlepszym i chyba jedynym rozwiązaniem jest powołanie muzeum samorządowego. Samorząd jako gospodarz regionu powinien zainicjować działania zmierzające do jego powstania oraz zobowiązać się do zapewnienia długoterminowych i niezależnych od układu sił politycznych środków (nie tylko finansowych, ale przede wszystkim wsparcia administracyjnego, które go nic nie kosztuje). W dzisiejszych czasach istnieje wiele możliwości pozyskania funduszy, które mogą pokryć większą część kosztów funkcjonowania muzeum: bogate fundacje, do wykorzystania są też granty wojewódzkie, ministerialne oraz europejskie. Jednak aby je otrzymać, potrzebny jest pierwszy krok: przygotowanie odważnego przyszłościowego projektu, najlepiej przez zespół złożony ze specjalistów i regionalistów znających teren oraz np. nauczycieli rozumiejących jego potrzeby edukacyjne.

Aby powstało w Chojnie muzeum, potrzebne jest zatem zaangażowanie nie tylko miejscowych władz, ale i społeczeństwa, gdyż na obydwu spoczywa odpowiedzialność za przechowanie dziedzictwa ziemi, na której się mieszka. W przypadku społeczeństwa nie mam na myśli datków pieniężnych, ale aktywne włączenie się do dyskusji na temat przyszłego muzeum oraz przekazywanie pamiątek, a także tak modny dziś wolontariat – to już jest bardzo dużo. Nowoczesne muzeum stanie się na pewno dumą miasta i jego włodarzy, kulturalną mekką południa województwa, miejscem spotkań, odczytów, projekcji filmów, konferencji, przyjezdnych wystaw czasowych, które omijają z powodu braku odpowiedniego miejsca wiele miast. Dzięki muzeum oraz odbudowanemu kościołowi Mariackiemu i pozostałym wyjątkowym zabytkom, a także wartościom przyrodniczym okolic, Chojna stanie się miejscem, w którym warto będzie się zatrzymać, zwiedzić, a tym samym wydać trochę pieniędzy, czemu sprzyja położenie miasta na przecięciu kilku szlaków komunikacyjnych. Wspomniane przeze mnie wyżej dawne metropolie nowomarchijskie - Myślibórz i Gorzów posiadają już placówki muzealne, posiada je również wiele innych miejscowości regionu i ciągle tworzone są nowe, czego ostatni przykład dał Goleniów ze swoim Żółtym Domkiem. Najwyższy czas na Chojnę.
Paweł Migdalski

Autor jest szczecińskim historykiem związanym z Instytutem Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego. Wiceprezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Cedyńskiej. Zajmuje się tematyką miejsc pamięci, historiografią, historią Pomorza i stosunków słowiańsko-duńsko-niemieckich. Autor m.in. książki „... w tej strażnicy Rzeczypospolitej. Rejon Pamięci Narodowej Cedynia - Gozdowice - Siekierki” (Szczecin-Poznań 2007) oraz kilku artykułów dotyczących dziejów Cedyni, Chojny i ich okolic.
("Gazeta Chojeńska" nr 48 z 25.11.2008)

Vollständiger Text/ cały tekst: http://www.gazeta.chojna.com.pl/gazeta.php?numer=08-48&temat...
Veröffentlichung/ data publikacji: 25.11.2008