Jeszcze raz o muzeum w Chojnie

Czując się wywołanym tekstem Ewy De La Torre ("GCh" nr 12), dotyczącym powołania muzeum w Chojnie, chciałbym odnieść się do zawartych tam uwag. Zacznę jednak od gorzkiego spostrzeżenia, podsumowującego dotychczasową dyskusję. Oto głos w sprawie zabrali tylko (poza jednym wyjątkiem) ludzie spoza Chojny. Nauczyciele historii czy języka polskiego, którzy ex definitione powinni być najbardziej zainteresowani - milczą. Władze miasta - wydaje się - przyjęły pozycję wyczekującą, co pozostałym mieszkańcom nolens volens daje czytelny sygnał, że nie jest to inicjatywa "nasza". Czy w tej sytuacji należy odłożyć ideę powołania muzeum na półkę, do bliżej nieokreślonej przyszłości? Pytanie pozostaje otwarte.

Z tekstu Ewy De La Torre wieje pesymizmem, by nie rzec defetyzmem. Tytułowe pytanie "Czy Chojnę stać...?" już samo w sobie zawiera odpowiedź. Wymowy nie łagodzi dyplomatyczne "...na które zasługuje". Według autorki muzeum to luksus, a w domyśle: na który pozwolić sobie można tylko w czasach prosperity. Czy mamy więc czekać na kres światowego kryzysu, po którym Chojna bez wątpienia wyrośnie na tygrysa gospodarczego regionu (którym była gdzieś w późnym średniowieczu)? Nigdy nie twierdziłem, że gmina miałaby ponieść koszty powołania takiej placówki. Jest oczywiste, że źródeł finansowania należałoby szukać w środkach zewnętrznych (unijnych). Co więcej, pomijając aspekt kulturowy, miasto mogłoby stać się wymiernym beneficjentem takiej inicjatywy. Gdyby siedzibę muzeum ulokować np. w budynku dawnego WOP-u, zdobyte z zewnątrz środki do adaptacji na cele muzealne partycypowałyby znacznie w ogólnych kosztach poniesionych na jego remont. Może to mieć zastosowanie także do innych budynków (np. na Lotnisku). Wobec takiej alternatywy, czy ponoszone co miesiąc koszty utrzymania nie bilansują się? Słusznie zauważyła autorka, że muzeum jest instytucją non profit, ale przecież nie wszystko musi przynosić zysk finansowy. Warto dostrzec także wartości ważniejsze i bardziej uniwersalne.
Muzeum to nie tylko luksus. To także konieczność. Degradacja pomników przeszłości odbywa się na naszych oczach, za naszym przyzwoleniem, a często z naszym udziałem. "Zniknięcie" trzech dziewiętnastowiecznych dzwonów z kościoła w Mętnie, sypiące się ze ścian średniowieczne freski w kościele w Mętnie Małym, pałace w stanie zaawansowanego rozkładu czy "najświeższy" przykład - zamek w Swobnicy. Tutaj potrzebne są zinstytucjonalizowane akcje, za którymi swoją powagą stałoby na przykład muzeum (bo, jak widać, nikt inny nie czuje takiego imperatywu), wspierające pospolite ruszenie pasjonatów z całego kraju, których częstokroć łączy to, że kiedyś gdzieś byli przejazdem, a więc jako nieosadzeni w pewnej społeczności nie do końca mogą zrozumieć jej potrzeby.

Wypada też odrzucić propozycję powołania alternatywnie muzeum powiatu gryfińskiego (co nie znaczy, że takiemu muzeum jestem przeciwny, choć nie wiem, jaka miałaby być jego formuła), a trudno serio myśleć o umieszczeniu takiej instytucji docelowo w bramie miejskiej, gdyż sprowadzi to poważne zamierzenie do roli "hajmatsztube" - izby pamięci. Powiat gryfiński to hybryda historyczna, trudno byłoby pogodzić dzieje tak dwóch różnych historycznie ośrodków, leżących przez długi czas w różnych organizmach państwowych, a potem w różnych prowincjach jednego państwa, i stworzyć z nich spójną i logiczną całość. Bo przecież gros zadań muzeum ma polegać na odtwarzaniu i badaniu przeszłości (oprócz dokumentacji teraźniejszości). Ta dychotomia byłaby widoczna, a ponadto jest pewne, że mniejsza Chojna przytłoczyłaby bogactwem swoich dziejów powiatowe Gryfino. Czy takie rozłożenie akcentów podobałoby się finansującym je władzom powiatu?

Autorka pisze także o wykwalifikowanej kadrze, a raczej o jej braku. Nie precyzuje tego, ale domyślam się, że może chodzić o absolwentów studiów muzealnych. W prężnie działającym muzeum w Stargardzie, którego aktywność może być stawiana za wzór tego typu placówek, nie ma ani jednego muzealnika z wykształcenia. Podobnie jest i w innych ośrodkach. Wszędzie podstawą kadrową są historycy, historycy sztuki czy archeolodzy, a więc dyscypliny reprezentowane w ramach działów muzeum. Asystent, adiunkt, kustosz to stopnie awansu zawodowego, które nabywa się po odpowiednim okresie pracy i nie wynikają one z kierunku wykształcenia.

Ważna jest myśl w artykule E. De La Torre, że zaczątkiem muzeum może być darowana kolekcja. Znam kilka takich przykładów, gdzie prywatna donacja pobudziła jakąś instytucję i stanowi podstawę jej zbiorów. Wielokrotnie już w rozmowach prywatnych (a teraz czynię to także na forum publicznym) deklarowałem przekazanie na rzecz muzeum swojej kolekcji kartografii nowomarchijskiej (ok. 100 obiektów) i praktycznie kompletnej ikonografii Chojny (dawne ryciny wraz z pocztówkami i fotografiami to ok. 400 pozycji). Uzupełnieniem miałby stać się także księgozbiór oraz wszelkiego rodzaju chojniana (w tym unikatowy, średniowieczny denar wybity w Chojnie). Sygnalizowałem też, że można wykorzystywać pewne "nisze" (jak np. kartografia czy ikonografia regionu), dzięki którym chojeńskie muzeum stałoby się wyjątkowe w skali ponadregionalnej. Jeżeli do tego dodalibyśmy prowadzone w nim lub pod jego szyldem badania naukowe, obejmujące nie tylko miasto, ale i dawną Nową Marchię (bo takich instytucji w tej chwili brak) - wtedy, jak sądzę, byłaby to placówka, która mogłaby stać się jedną z wizytówek miasta i której ani mieszkańcy, ani władze nie powstydziłyby się.

Na koniec chciałbym więc przedłożyć redaktorowi naczelnemu "Gazety Chojeńskiej" sugestię zamknięcia dyskusji o muzeum w Chojnie. W obliczu kompletnego braku zainteresowania mieszkańców i władz miasta można sądzić, że inicjatywa jest chybiona - w czasie i przestrzeni. Probierzem zainteresowania mieszkańców dziejami regionu i definiowaniem własnej tożsamości stanie się tworzony właśnie "Rocznik Chojeński", który ma w założeniu stać się pismem historyczno-społecznym. Jednak wyłożone wyżej konstatacje także i w tym przypadku nie napawają optymizmem.
Radosław Skrycki
Autor pochodzi z Chojny, jest zastępcą dyrektora Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego. W numerze 44 "GCh" z 28.10.2008 tekstem pt. "Jakiego muzeum Chojna potrzebuje?" zainicjował na naszych łamach dyskusję (opinie wszystkich dyskutantów dostępne są na www.gazeta.chojna.com.pl w linku "Jakie muzeum w Chojnie?").

Mam głęboką nadzieję, że dyskusja o muzeum w Chojnie nie jest jednak całkowicie zamknięta i że idea ta prędzej czy później spotka się ze zrozumieniem i zainteresowaniem burmistrzów i radnych - obecnych lub następnych
Robert Ryss - redaktor naczelny "Gazety Chojeńskiej"

Vollständiger Text/ cały tekst: http://www.gazeta.chojna.com.pl/gazeta.php?numer=09-13&temat...
Veröffentlichung/ data publikacji: 31.03.2009