Łatwiej skręcić w prawo - Nie ma już dzisiaj wolnego handlu

Ta wizja jest jak zły sen: zamożni berlińczycy, zrelaksowani, bo nie ma już odprawy, przejeżdżają przez granicę i zamiast w lewo, skręcają w... prawo. Kupcy z targowiska Oder Center Berlin w Osinowie Dolnym przeżywają ten koszmar od chwili, gdy dowiedzieli się, że burmistrz Cedyni podpisał umowę dzierżawy z inwestorem, który po drugiej stronie transgranicznej drogi zamierza wybudować stację benzynową i centrum handlowe. Wiadomo, że łatwiej skręca się w prawo niż w lewo.

Ta prawdziwa anegdota ilustruje nie tylko kolejny konflikt interesów między gminą a niezintegrowanymi z lokalną społecznością kupcami. Jest również zabarwioną groteską ilustracją końca pewnej epoki - czasu beztroskiego handlu i łatwych pieniędzy.

Zwalczyć konkurencję "bronią ekologiczną"

Można by żartobliwie powiedzieć, że ratunkiem dla kupców z Oder Center Berlin byłaby zmiana organizacji ruchu - czyli wprowadzenie ruchu lewostronnego (wtedy Niemcy nie mieliby problemu ze skrętem na parking targowiska) lub też zatrzymanie planowanej inwestycji. Pierwsze rozwiązanie jest na razie nierealne, drugie - jak najbardziej. To, że budowa nowego centrum handlowego jest dla nich śmiertelnym zagrożeniem, nie budzi najmniejszych wątpliwości. Ta konkurencja zniszczy - ich zdaniem - kilkaset miejsc pracy w Oder Center Berlin. Na pytanie, czy sami nie skorzystaliby z oferty i nie przenieśli swojej działalności do targowiska o lepszym standardzie, odpowiadają niejednoznacznie. Świadomi są bowiem, że standard oferowany przez nich obecnie tuż przy granicy jest - łagodnie mówiąc - anachroniczny. Tak można było z powodzeniem handlować 15 lat temu. Dzisiaj klienci z dawnego NRD mają wyższe wymagania, nie tylko cenowe.

Kupcy z Osinowa Dolnego obawiają się konkurencji, ale wiedzą, że inwestycji nie zatrzymają tym argumentem. Uświadomił im to zresztą nie przebierając w słowach burmistrz Cedyni Adam Zarzycki. Walczą więc z pozycji "ekologicznych". Twierdzą, że inwestycja na terenie Cedyńskiego Parku Krajobrazowego za bardzo ingeruje w środowisko i pejzaż i nie ma ani ekonomicznego, ani społecznego uzasadnienia, bo w rejonie Osinowa jest aż 5 stacji paliw i kilkaset punktów handlowych. Zarzucają przy tym burmistrzowi kierowanie się chęcią pozyskania dla gminy pieniędzy, a przecież nie jest to główne zadanie samorządowca.
- Pan burmistrz myli role. Nigdzie nie jest napisane, że gmina ma zarabiać; od tego są przedsiębiorstwa. Ma raczej ułatwiać życie mieszkańcom - powiedział Tomasz Siwiela, pełnomocnik Heinza Mullera, właściciela Oder center Berlin.

Burmistrz twierdzi, że dla niego ważne jest to, czy firmy, które chcą i prowadzą działalność na terenie gminy, działają zgodnie z prawem. A to wymaga równego traktowania podmiotów gospodarczych i nieograniczania wolności gospodarczej (jakby to obecnie w Polsce nie brzmiało).

Kanonada argumentów

Wydaje się, że konflikt dotyczący spornej działki tuż przy granicy stał się okazją do wyartykułowania wzajemnych pretensji. Kupcy narzekają, że gmina przez 15 lat bezpodstawnie pobierała od nich opłatę targową, a powinna pobierać tylko podatek od nieruchomości. Po wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego o zwrot podatku zwróciło się do burmistrza około 30 kupców. Pozostali tego nie zrobili; niektórzy z powodu przedawnienia.

Burmistrz z kolei zarzuca kupcom, że niewiele zrobili dla lokalnej społeczności, że są roszczeniowi i niewiele wnieśli do gminy. Dotyczy to także podatków, które płacą w miejscach swojego zameldowania a pochodzą przecież z całej Polski. Wypomina również właścicielowi targowiska, że nie inwestuje w infrastrukturę przypominając też, że pierwotnie na terenie dawnej papierni w Osinowie Dolnym powstać miało nie targowisko lecz wytwórnia produktów wikliniarskich.
- Moimi rękoma kupcy nie mogą zwalczać konkurencji! - kategorycznie konkluduje burmistrz Zarzycki. Zarzut dotyczący zarabiania przez gminę pieniędzy uważa za absurdalny. Podkreśla, że gdy obejmował urząd burmistrza gmina Cedynia miała budżet o wartości około 6 mln złotych, obecnie ponad 12 mln złotych. - Dzisiaj z perspektywy czasu uważam, że błędem było sprzedawanie terenów gminnych tuż przy granicy. Wtedy jednak, na początku poprzedniej dekady, niewielu zdawało sobie sprawę jakie to może mieć znaczenie w przyszłości - dodaje.

Handel umarł, niech żyją usługi

Na terenie Oder Center Berlin handluje obecnie około 700 kupców. Wszyscy mają podpisane umowy najmu z właścicielem, płacą opłaty za dzierżawę. W ostatnich latach w związku ze spadkiem obrotów Heinz Muller już dwukrotnie obniżał czynsz handlującym kupcom (o 15 i 30 proc.). Sam właściciel - jak wynika z danych przekazanych przez pełnomocnika - odprowadza do kasy gminy około 250 tys. złotych rocznie z tytułu podatku od nieruchomości. Jak nas poinformował jego pełnomocnik Tomasz Siwiela - myśli on przy tym o inwestycjach w Osinowie Dolnym.
- Jeśli nie handel, to co innego. Jest pomysł, by powstało tu centrum kateringowe dla Berlina, który oddalony jest o zaledwie 40 km, a do samego centrum o niespełna 65 km. Innym pomysłem jest budowa mariny też dla berlińczyków. Warunkiem realizacji tych inwestycji jest jednak współpraca z burmistrzem. Bez tego, będzie trudno - powiedział pełnomocnik niemieckiego właściciela.
Trudno sobie wyobrazić, by nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ożywiły się targowiska w Osinowie Dolnym (jest jeszcze jedno na terenie gminnym administrowane przez firmę Campol). Bez inwestycji, promocji, oferty rozrywkowej nie ma na to szansy. A może być jeszcze gorzej.

- Kiedy euro spadnie poniżej 3,30 zł, problem się sam rozwiąże - powiedział nam z rezygnacją w głosie jeden z kupców.

Niemcy chcą taniej złotówki

Klienci też chcą taniej złotówki, byle niezbyt taniej... Ale oczekują też czegoś więcej. Chcą miło spędzić czas łącząc robienie zakupów z relaksem. Tego na razie w Osinowie otrzymać nie mogą. Trzeba ich zachęcić koncertami, piknikami, imprezami w weekendy. Zgrzebne targowisko na pofabrycznym terenie to zbyt mało.

Na początku lat 90., kiedy rozpoczynał się przygraniczny handel w Krajniku i Osinowie, w powietrzu unosił się duch wolności i radosnej działalności gospodarczej. Można było wtedy niemal wszystko. Niektórzy dochrapali się fortun, inni przejadali zyski na bieżąco i do dziś pracują z handlu, by żyć. Z czasem ceny zaczęły się wyrównywać, kurs złotego szedł ostro w górę. Gdy wydawało się, że koniec tego pięknego świata jest już bliski, złotówka zanurkowała. Niemcy znowu ruszyli na zakupy do Krajnika i Osinowa.

Adam Zarzycki jest dzisiaj przekonany, że gdyby w latach 90. "nie zaczęło się to całe pospolite handlowe ruszenie, spontanicznie i żywiołowo, to nie zaczęłoby się wcale". Gdyby przygraniczny handel ujęto już wtedy w karby prawa i oddano urzędnikom wielu szczebli, nie byłoby targowisk na taką skalę i tysięcy małych i większych firm, które generują do dzisiaj dochody. Szkoda tylko, że znaczna ich część zamiast do gminnej kasy, płynie w głąb kraju i za granicę... - zdaje się mówić zatroskana twarz burmistrza Cedyni.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 21.08.2009