Mogłem być z nimi - Gorące pytania

Odpowiada poseł Joachim Brudziński, który towarzyszył Jarosławowi Kaczyńskiemu w podróży na miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu
- W jakich okolicznościach dowiedział się pan o tragedii?
- Byłem w Sejmie, kiedy usłyszałem informację w jednej ze stacji telewizyjnych. Nie dowierzałem. Kiedy dotarło to do mnie, poszedłem do sejmowej kaplicy i modliłem się. Modliłem się, żeby to nie była prawda.
- Do kogo pierwszego pan zadzwonił?
- Do Krzysztofa Putry, ale nie odebrał. Potem do Przemka Gosiewskiego i Grażyny Gęsickiej. Też nie odebrali. Telefon odebrał dopiero Adam Lipiński. Wtedy się rozpłakałem.
- Często towarzyszył pan prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w jego podróżach. I mógł być pan w samolocie prezydenckim, który rozbił się w Smoleńsku.
- Tak. Jest to dla mnie szczególnie trudny moment. W katastrofie straciłem wielu przyjaciół. Niewiele też brakowało, żebym leciał w tym samolocie. O tym, że nie wybrałem się do Katynia, zadecydowała choroba mojej starszej córeczki.
- Szczególnie bolesna musiała być podróż z Jarosławem Kaczyńskim na miejsce tragedii.
- Kiedy stałem wśród ciał moich kolegów, bardzo silna była myśl, że mogłem podzielić ich los.
- Proszę powiedzieć, jak się trzyma Jarosław Kaczyński?
- Gdyby nie postawa Jarosława Kaczyńskiego, to my wszyscy, którzy mu towarzyszyliśmy w Smoleńsku - 14 najbliższych współpracowników, przyjaciół - „rozsypalibyśmy się”. Stałem tam obok męża stanu, który stracił brata bliźniaka. Jarosław Kaczyński zachowywał się godnie. A otoczenie było przerażające: roztrzaskane szczątki, ciało prezydenta RP... Paradoksalnie jednak z miejsca wypadku wróciliśmy wzmocnieni duchowo.
- Dziękuję za rozmowę.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 12.04.2010