Cygański żywioł / Muzyka, taniec i śpiew

Smykałkę do handlu mieli od zawsze. W najgorszych czasach sprzedawali patelnie. Później pobielali kotły. Robota się opłacała, bo za trzy miesiące pracy, można było przeżyć cały rok. W latach 90. handlowali samochodami, a wcześniej kryształami. Do dziś można u nich kupić dywany. W wolnym czasie uwielbiają grać, śpiewać i tańczyć. To nieprawda, że prawdziwych Cyganów już nie ma.
Do pokoju, w którym głównym meblem jest masywny stojący na środku stół, wchodzi starszyzna romska. Spotykają się w Dąbiu, w domu Józefa Łakatosza, prezydenta Romów. Łakatosz to kuzyn króla Romów, Jana Łakatosza, który po wojnie żył w Szczecinie. Mężczyźni powoli zajmują miejsca przy stole. Kobiety w tym czasie parzą kawę. Stawiają na stole filiżanki i wychodzą do innego pomieszczenia. Są jednak na tyle blisko, by usłyszeć wołanie na wypadek, gdyby były potrzebne.
Równouprawnienie po romsku
Kobiety w rodzinach romskich zajmują się domem. Dbają o czystość, gotują obiady i troszczą się o dzieci.
- U nas jest jak w Biblii. Mąż jest naczyniem silniejszym, a kobieta słabszym, takim... podmiotem niższym. Hierarchia jest zachowana – wyjaśnia Tytus Łakatosz, syn Józefa. - Nie oznacza to jednak, że kobieta ma być maltretowana czy poniżana. W końcu ludzie po to się pobrali, by się szanować i żyć w zgodzie – dodaje.
- Żony traktowane są równoprawnie. Głową rodziny jest jednak mężczyzna – dodaje Józef Łakatosz. - Polacy często się żenią, nie minie rok i się rozwodzą. U nas tego nie ma!
I być nie może, skoro starszyzna rodowa dba o zgodne pożycie romskich małżeństw. O rozwodzie nie decydują sami małżonkowie. Żeby się rozwieść, trzeba mieć zgodę rady starszych, a o nią wcale nie jest łatwo.
- Rozwody w romskich domach to rzadkość. Mamy dyscyplinę. Żeby doszło do rozwodu, musi być duży powód, np. zdrada – wyjaśnia prezydent Romów.
- Walczymy o to, żeby się nie rozwodzili – dodaje Makuła Soszaj, skarbnik stowarzyszenia.
Niedawno starszyzna pogodziła młodych małżonków. Sprawa, zamiast na sali rozpraw, zakończyła się na sali... balowej. Wyprawiona została uczta.
Dziś już nie porywają
Romowie potrafią się bawić. Podczas zabaw popijają wódeczkę. A jak ktoś jej nie lubi, to bierze się za koniaki lub szampany. Piwa nie pijają. Obowiązkowe jest też ostre jedzenie.

- Są papryki i pieczenie wieprzowe - opowiada Tytus Łakatosz. - Z Pyrzyc przyjeżdża do nas kucharz, który piecze prosiaki. Musi być też perkel, gulasz węgierski.
- Kiedy u nas jest uroczystość, to każdy kto przyjdzie może się bawić. To kolejna tradycja romska – podkreśla prezydent.
- Pani też może przyjść do nas na zabawę. Zapraszamy! – zachęca Makuła Soszaj. - Przebierze się pani za Cygankę. Będzie pani pasować - dodaje.
- Nie dziękuję, jeszcze mnie ktoś porwie!
- Będziemy dbać, żeby nie porwali – deklaruje syn prezydenta.
Porwania młodych panien to romska tradycja. Dziś twierdzą jednak, że spektakularnych porwań już nie ma. - Były kiedyś, po wojnie – opowiadają.
Jednak bracia i kuzyni nadal pilnują dziewczyn.
- Teraz dziewczyny, które wychodzą za mąż, są już dorosłe, mają minimum 16 lat – mówi Makuła Soszaj. - Moje obie córki „uciekły”, ale były już dorosłe. Jedna miała skończone 18 lat, druga dwadzieścia – chwali się.
Zdarzają się też małżeństwa mieszane.

- Mam dwóch braci, którzy ożenili się z Polkami. Jeden brat żyje z żoną w Nowym Mieście Lubawskim, drugi w Szczecinie. Wszyscy bardzo się szanują. Ten, który mieszka w Szczecinie, ze swoją żoną znał się od maleńkości. Praktycznie razem się wychowali. Nie było porwań, tylko dwustronna zgoda – opowiada Tytus.
Romski dom kultury
Romowie szacują, że na Pomorzu Zachodnim mieszka trzy tysiące ich rodaków.

- Są to źródła przeliczane przez rodziny – mówią.
Chcą jeszcze w tym roku otworzyć romski dom kultury. Chcą kultywować kulturę swoich przodków i język W przyszłości myślą także o szkole podstawowej dla Romów. - Mamy kłopoty z naszymi dziećmi w szkołach państwowych. Nasze dzieciaki mają inny charakter niż dzieci polskie. Są mniej zdyscyplinowane i bardziej żywiołowe. Chodzą po klasie – opowiada starszyzna.
Dzieci romskie słuchają tylko starszych - i to Romów.

- Jak starszy coś powie, to żadne dziecko się od tego nie uchyli – mówi prezydent Romów. - Bicie dzieci nie wchodzi w grę. W rodzinach romskich w ogóle się nie bije – twierdzą pozostali.
Dom kultury ma powstać przy Struga (obok Straży Miejskiej). W tej chwili trwa remont liczącego 300 metrów kwadratowych lokalu.
- Lokal otrzymaliśmy od miasta bez przetargu – kontynuują.
Mimo tego, narzekają, że z magistratu nie otrzymują pomocy. Sobie nie mają nic do zarzucenia. Twierdzą, że biorą udział w każdej imprezie, na którą zaprosi ich miasto.
- Pan Szczerski, który zajmuje się organizacjami pozarządowymi w Urzędzie Miasta Szczecina, obiecał nam pomoc, ale jak to tej pory, nie doczekaliśmy się niej - mówi prezydent. - O co nie poprosimy, zawsze spotykamy się z odmową. Od trzech lat mamy Stowarzyszenie Mniejszości Narodowej Roma w Polsce „Jankeści”, ale nie mamy gdzie się rozwijać.
Romowie nie mają żadnych zawodów, stąd w głowach starszyzny zaświtał trzeci pomysł - organizowanie kursów zawodowych. - Chodzi o to, żeby mieć fach w ręku – mówią. - Chcemy też uczyć dorosłych wśród, których zdarzają się analfabeci.
Podkreślają, że nie są zamknięci tylko dla Romów. Chcą się integrować i walczyć ze stereotypami o Cyganach.
- No właśnie, czy za słowo cygan wylecę z tego pokoju? - pytam.
- Choć cygan oznacza oszusta, to w naszej narodowości nikt nie ma prawa obrazić się za nazwanie nas cyganami – uspokaja Józef Łakatosz.
Cygan Cyganowi nierówny
- Szybko, szybko, dajcie ściereczkę! – krzyczy Makuła Soszaj. - Kawa się rozlała.
W sekundzie zjawia się Cyganka i sprząta. Co jakiś czas zaglądają też kilkuletnie dziewczynki.
Powinnam czuć się wyróżniona. Przy stole, podczas narad starszyzny, siedzą tylko mężczyźni. Nie mogą też siadać ludzie młodzi. - Kiedy przy stole siedzą starsi, tradycją jest, że młodzież nie siedzi razem z nimi. Mają swój stół.
- Ile lat trzeba mieć, żeby dostąpić zaszczytu siedzenia ze starszymi?
- To zależy od starszyzny. Młody człowiek musi się dać lubić, powinien być szanowany i grzeczny – odpowiada Tytus.
Ojciec Tytusa Łakatosza to ważna szycha wśród Romów, nie tylko polskich.
- Kiedyś na Świerczewskiego w Szczecinie mieszkał Jan Lakatosz, król Romów. Mój ojciec i król byli kuzynami – opowiada Józef Łakatosz. - Dziś już nie żyje. Dwa lata temu zmarł też ostatni dziedzic tytułu królewskiego, syn Jana.
Romowie, z którymi rozmawiam, podkreślają, że Cyganie dzielą się na górzystych i nizinnych. - Górscy to zupełnie coś innego – mówią.
Romowie na Pomorzu Zachodni należą do grupy nizinnej. Podkreślają też, że ci z Rumunii są najniżsi w hierarchii. - Jesteśmy nad nimi – zaznacza Józef Łakatosz.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 22.02.2008