Nasza historia – wasza teraźniejszość

Białoruski opozycjonista w Szczecinie. - Dziękuję panu za to świadectwo. Teraz już wiem, że nasza historia, to wasza teraźniejszość – podsumował spotkanie z Franakiem Wiaczorką maturzysta z LO nr 6 w Szczecinie. Około tysiąca licealistów i ponad dwustu studentów na spotkaniach, rozmowy z dawną opozycją demokratyczną i samorządowcami Pomorza Zachodniego to bilans 5-dniowego pobytu w Szczecinie Franaka Wiaczorki, jednego z liderów młodej opozycji białoruskiej. Przyjechał na zaproszenie Urzędu Marszałkowskiego w ramach projektu Centrum Dialogu Przełomy oraz Uniwersytetu Szczecińskiego w ramach akademickiego programu „Solidarni z Białorusią”.
Dlaczego Szczecin?
Choć ze Szczecina na Białoruś daleko, to właśnie tu żyje wiele rodzin mających korzenie i historię na dawnych Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej. Szczeciński oddział Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej przez ostatnie lata zrealizował najwięcej projektów wschodnich – na Białorusi i Ukrainie, kształcąc samorządowców, nauczycieli i dziennikarzy z tych krajów. Była szansa, że właśnie w Szczecinie, w mieście, w którym doszło do politycznych przełomów mających wpływ na przemiany ustrojowe, taka wizyta, takie spotkania wywołają większy rezonans niż w innych ośrodkach. Centrum Dialogu Przełomy powstające w ramach Muzeum Narodowego w Szczecinie ma opowiadać o przełomowych momentach w powojennej historii miasta i regionu, o drodze do wolności mieszkańców tych ziem, o wartościach, za które wielu gotowych było zginąć. Aby pokazać, jaka była i jest cena wolności, CDP sięga po różne pomysły. Jednym z nich było zaproszenie człowieka, który za hasła wolnościowe siedział w więzieniu niespełna dwa miesiące temu. Olgierd Geblewicz, marszałek województwa zachodniopomorskiego, powiedział, że nie wyobraża sobie, aby CDP było tylko kolejną salą wystawową – powinno stać się miejscem, które organizuje spotkania i debaty dotyczące także bieżących wydarzeń związanych z walką o wolność.
Lekcje wolności
Franak Wiaczorka poprowadził „Lekcje wolności” w LO nr 1, 2, 5, 6 i 9 w Szczecinie, a także w LO nr 1 w Stargardzie Szczecińskim. Łącznie uczestniczyło w nich około tysiąca uczniów. Trzy szkoły wskutek dużego zainteresowania tematem zdecydowały się przenieść spotkania z sal lekcyjnych do auli, ale i tam, jak choćby w przypadku szczecińskiej „Jedynki”, zabrakło miejsc – młodzież siedziała nawet na podłodze. Wiaczorka pokazywał multimedialny nietypowy rodziny album. Zamiast sielankowych zdjęć z wakacji czy rodzinnych imprez na ekranie pojawiały się obrazy z manifestacji przeciw reżimowi Aleksandra Łukaszenki, momentów pobicia Wiaczorki i jego ojca (niegdysiejszego lidera Białoruskiego Frontu Narodowego, wiodącej partii opozycyjnej). W prezentacji znalazły się też zdjęcia z wojska, do którego Franak został wcielony na 15 miesięcy po wyrzuceniu ze studiów. Były też zdjęcia z więzienia, do którego Wiaczorka trafił, jak wielu opozycjonistów demonstrujących przeciw sfałszowanym wyborom prezydenckim, po 19 grudnia 2010 r. Brudna, zimna cela 3 na 4 metry, w której siedziało 12-13 mężczyzn. Wiaczorka pokazał też kilkuminutowy amatorski film rejestrujący moment rozpędzania grudniowej demonstracji przez siły porządkowe, zamknięte drzwi kościoła, w którym chcieli schronić się demonstranci, zakrwawionych ludzi. Szkoda, że na filmie nie zmieścił się fragment, kiedy tuż przed atakiem milicji ludzie śpiewali po białorusku „Mury”. Młodzież miała też okazję obejrzeć fotki z akcji robionych przez młodą opozycję – były to happeningi i performance, dla których często wzorem – jak przyznawał opozycjonista - były pomysły polskiej Pomarańczowej Alternatywy z lat 80. - Nie można opowiadać o naszej rzeczywistości tylko w minorowym tonie i źle, bo tak się ludzi nie przekona – mówił Franak Wiaczorka. – Najlepszą bronią w walce z reżimem jest śmiech. Po opowieści padało wiele pytań: jak mu się udało wyjechać do Polski, jakie opozycja ma poparcie w społeczeństwie, dlaczego przeciw Łukaszence stanęło aż dziewięciu kandydatów, czy obcokrajowcom coś grozi na Białorusi, na ile w walce o wolność pomagają rezolucje parlamentów innych państw, czy można zaangażować się na rzecz wsparcia ruchu wolnościowego na Białorusi i czy się nie boi. - Boję się, ale strach trzeba opanować, inaczej sparaliżuje – odpowiadał. Wszystkie spotkania kończyły się prośbą ze strony licealistów o utrzymanie kontaktu. W dużej mierze będzie to możliwe dzięki portalom społecznościowym.
Dziś – jutro – pojutrze
Pytania, zwłaszcza te, które padły na spotkaniu na Uniwersytecie Szczecińskim i Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Gorzowie Wielkopolskim, dotyczyły przyszłości – jak białoruska opozycja wyobraża sobie wolną Białoruś. Wiaczorka mówił, że w Mińsku istnieje gabinet cieni, który opracowuje rozwiązania w wielu dziedzinach. Nie ukrywał jednak, że Białorusini liczą na to, iż kraje dawnego bloku wschodniego, w tym Polska, zechcą podzielić się swym doświadczeniem, nauczyć, jak funkcjonuje demokratyczne państwo, jak tworzy się społeczeństwo obywatelskie. Jeśli nie będzie przeszkód prawnych, młodzi Białorusini odbędą staże w zachodniopomorskich instytucjach – taką sytuację obiecał rozważyć marszałek Olgierd Geblewicz, wiceprezydent Szczecina Krzysztof Soska i prezydent Stargardu Szczecińskiego Sławomir Pajor. Prorektor Edward Włodarczyk w imieniu władz Uniwersytetu Szczecińskiego ogłosił możliwość przyjęcia na studia kilkunastu wyrzuconych przez reżim studentów białoruskich. Zaczną studia na US od przyszłego roku akademickiego. O tym, jak wyglądał czas przed polskim przełomem, opowiadali Wiaczorce dawni opozycjoniści Pomorza Zachodniego, głównie środowisko Stowarzyszenia Wolnego Słowa, które świętowało 30-lecie powstania pierwszego w Polsce pisma Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” - „Jedności”. Już pod koniec pobytu Białorusina w Szczecinie z chęcią nawiązania kontaktów zgłosiło się środowisko niegdysiejszej opozycji młodzieżowej - Wolność i Pokój. Franak Wiaczorka starał się pozostawić w Szczecinie nie tylko obraz Białorusi jako państwa o systemie autorytarnym, w którym prawa człowieka są ograniczone, a ludzie, zwłaszcza młodzi, nie myślą o przyszłości optymistycznie. Opowiadał o białoruskiej kulturze, mówił o młodych artystach (część zmuszona została do emigracji), o odradzającej się pamięci, w czym pomagają m.in. filmy dokumentalne powstające w nadającej z obszaru Polski telewizji Biełsat. Zaproponował zorganizowanie w Szczecinie imprezy, na której mogliby zaprezentować się białoruscy twórcy różnych dziedzin. Być może pomysł ten uda się wpleść w Festiwal Mniejszości Narodowych, który odbywa się w Szczecinie pod koniec sierpnia. Ale o tym zdecyduje Rada MN, z której szefem Janem Syrnykiem Wiaczorka już rozmawiał.
To dla nas zysk
Spotkania białoruskiego opozycjonisty miały wartość edukacyjną - dostarczyły informacji o tym, co dzieje się na Białorusi dziś, pokazały, jak w systemie autorytarnym funkcjonuje europejskie państwo, jeden z najbliższych sąsiadów Polski, przypomniały tym, którzy zapomnieli, że wolność nie jest dana od zawsze, że płaci się za nią cenę nieraz bardzo wysoką. Nauczyciele klas uczestniczących w spotkaniach ocenili, że „Lekcje wolności” były dobrymi lekcjami obywatelskimi – przypomniały, jak ważne są prawa człowieka i konieczność upominania się o nie. Na spotkaniach w wielu miejscach można było przekonać się, że dla ludzi z tego zakątka Polski takie tematy nie są obojętne – wskazywała na to atmosfera spotkań, temperatura dyskusji, wielość pytań. Nieoczekiwanie wizyta przyniosła dodatkowy zysk: promowała miasto i region – na wszystkich spotkaniach pojawiały się media, na lekcjach w liceach były kamery TVP, TVN24 i Polsatu, czyli wszystkich wiodących stacji. Świetnym ambasadorem Szczecina okazał się sam Wiaczorka. W wywiadach dla anten ogólnopolskich mówił o podobieństwie polskiej i białoruskiej historii, o Szczecinie jako mieście wolności, w którym żyli i żyją niepokorni ludzie, dzięki którym niemożliwe staje się możliwe. Zapowiedział szybki powrót do Szczecina – z grupą białoruskich dysydentów. 25 marca, w dzień niepodległości Białorusi, w 12 miastach Polski najlepsze polskie i białoruskie zespoły zagrają koncerty na znak solidarności z represjonowanymi przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Szczecina nie ma wśród tych miast – prawdopodobnie nikomu z organizatorów Szczecin nie skojarzył się z hasłami wolności i solidarności. Szkoda. Ale jest szansa, że drugi raz taka sytuacja już się nie powtórzy.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 11.03.2011