Polacy i Rosjanie - za mało wiemy o sobie. Potiomkin przed domem carycy

Rozmowa z dr. Andriejem Potiomkinem, dyrektorem Rosyjskiego Ośrodka Nauki i Kultury w Warszawie
- Czyżby do Szczecina zawitał potomek księcia Grigorija Potiomkina, faworyta Katarzyny II?
- Może i chciałbym być potomkiem księcia, ale nie jestem. Wychowałem się w czasach radzieckich, kiedy poszukiwanie książęcego rodowodu należało do zajęć ryzykownych. Teraz to się wszystko odwróciło. Każdy w Rosji szuka „na siłę” arystokratycznego rodowodu i co drugi uważa się za potomka księcia lub szlachcica.
- Ale w Szczecinie, w którym znalazł się pan na zaproszenie niezwykle nobliwego Domu Nobla, odwiedził pan miejsca, gdzie urodziła się caryca Katarzyna II i Maria Fiodorowna, matka carów.
- Oczywiście. Dowiedziałem się przy okazji, że Akademia Sztuki, która mieści się w szczecińskim Pałacu pod Globusem, miejscu urodzin Marii Fiodorowny, organizuje wydarzenie artystyczne, które poświęcone ma być właśnie matce dwóch carów rosyjskich: Aleksandra I i Mikołaja I.
- Proszę powiedzieć trochę o sobie
- Przepraszam na początek, że jeszcze nie mówię po polsku. Ale rozumiem, co się do mnie mówi i swobodnie czytam w waszym języku. Obiecuję, że nadrobię te braki, gdyż dopiero od ośmiu miesięcy kieruję ośrodkiem w Warszawie. Jest to moje pierwsze doświadczenie w pracy na stanowisku urzędowym. Do tej pory - ponad 20 lat - pracowałem jako wykładowca języka rosyjskiego dla obcokrajowców, w tym osiem lat uczyłem rosyjskiego Koreańczyków na Uniwersytecie w Seulu. Pracowałem też w Moskwie w Instytucie Języka Rosyjskiego im. Aleksandra Puszkina. Moje związki z Polską sięgają lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to egzaminowałem w trakcie zdobywania certyfikatów ze znajomości z języka rosyjskiego.
- Co pan robił w Szczecinie.
- Miałem kilka spotkań, m.in. z Krzysztofem Soską, wiceprezydentem Szczecina, a także z dyrektorami instytucji kulturalnych Szczecina i regionu.
- Kultura rosyjskiej nieczęsto gości na Pomorzu Zachodnim. Tym niemniej nasze teatry korzystają z dorobku rosyjskich dramaturgów, co roku przyjeżdża na koncerty leciwa już Żanna Biczewska, zapraszamy też rosyjskich wykonawców muzyki poważnej, w filharmonii grane są utwory rosyjskich kompozytorów, pojawiają się twórcy postmodernistyczni. Zupełnie zamarły jednak kontakty na poziomie lżejszych gatunków muzyki jak rock czy pop.
- W Warszawie niedawno koncertowały dwie znane rosyjskie grupy rockowe - DDT z Jurijem Szewczukiem i niezwykle w Rosji popularna grupa Lube.
- Ale do Szczecina nie dojechały. Tak jak i rzadko trafiają rosyjskie książki i czasopisma, a nawet rosyjski kawior. Na szczęście mamy powszechny dostęp do internetu i z niego można się dowiedzieć, co słychać w Moskwie i Petersburgu.
- W Warszawie rosyjski kawior z łososia odnalazłem w sieci Carrefour. Był nawet wybór. Można było wybierać między kawiorem z Sachalina, Kamczatki i Murmańska.
Żona zauważyła w moskiewskich sklepach, że ekspedientki, określając jakość towaru, często mówią, że to jest dobre i zdrowe, gdyż pochodzi z Polski. Wasze towary cieszą się u nas dużym powodzeniem, choć relatywnie są drogie. Szczególnie dużym powodzeniem cieszą się polskie ubrania i towary dla dzieci. W Rosji mamy mało informacji o Polsce. Dziwi mnie fakt, że polscy operatorzy turystyczni nie wchodzą na rosyjski rynek. Macie duży potencjał turystyczny: uzdrowiska, piękne zabytki historyczne, wydarzenia kulturalne. Ale nawet w Moskwie zupełnie brakuje informacji na ten temat. Gdy przeglądam katalogi rosyjskich biur podróży dotyczące Europy Wschodniej, widzę oferty z Czech, Słowacji, Węgier. Nie ma zupełnie ofert wyjazdów do Polski.
- Ale rosyjscy turyści trafiają do Zakopanego.
- Przyjeżdżają tam turyści z Moskwy i Kaliningradu. Ale młodsze pokolenie nie ma pojęcia o Zakopanem i innych zimowych kurortach w Polsce. A przecież ceny wypoczynku zimowego w Polsce są niższe niż w Austrii czy nawet w Słowacji.
- Niewiele też wiemy wzajemnie o nowych zjawiskach i wydarzeniach kulturalnych.
- Zgadzam się z tą opinią. Wyjątkiem są odbywające się festiwale polskich filmów w Rosji i festiwale kina rosyjskiego w Warszawie oraz niektórych innych miastach mające nazwę „Sputnik nad Polską”.
Przy okazji powiem, że w trakcie pobytu w Szczecinie dogadaliśmy się z panią dyrektor Zamku Książąt Pomorskich, że jeszcze w tym roku zorganizujemy nieodpłatne seanse filmów rosyjskich opatrzonych polskim napisami. Pokażemy nie tylko współczesne kino, ale także klasyczne dzieła Dżigi Wertowa, prekursora kina rosyjskiego.
- Jak z odbiorem polskiej kultury w Rosji? Czy poza Andrzejem Wajdą i Krzysztofem Zanussim Rosjanie znają naszych współczesnych twórców i artystów.
- Słabo znamy współczesną sztukę polską, tak jak wy słabo znacie współczesną sztukę rosyjską. Tak jak i w Polsce również u nas duży wpływ ma kultura amerykańska. Kolejna sprawa: dziś większość wydarzeń kulturalnych organizuje się bez udziału instytucji państwowych. I stąd duża jest rola bezpośrednich kontaktów instytucji kultury w obu naszych krajach.
W Niemczech codziennie odbywa się co najmniej jeden występ rosyjskich artystów. Chcę porozmawiać z dyrektorem jednej z ważniejszych w Berlinie instytucji kultury, by włączył się w organizowanie przyjazdów artystów rosyjskich do Szczecina przy okazji ich pobytu w Berlinie.
- Jak wygląda współpraca naukowa? Kilkunastu wykładowców rosyjskich zatrudnionych jest na szczecińskich uczelniach. Wybitny naukowiec i były rektor Politechniki Szczecińskiej prof. Stefan Berczyński jest doktorem honoris causa słynnego petersburskiego Instytutu Politechnicznego. Ale na co dzień ośrodki naukowe słabo współpracują ze sobą.
- Naukowcy z obu krajów współpracują w Polsko-Rosyjskiej Komisji ds. Trudnych. W październiku w Krakowie, z udziałem stu historyków z Rosji, odbyła się duża konferencja poświęcona sprawom wzajemnej historii. W październiku bieżącego roku odbędzie się Tydzień Nauki Rosyjskiej w Warszawie.
Gdy rozpoczynałem swoją misję w Polsce, przestrzegano mnie przed tym, że trudno będzie coś zorganizować ze względu na trudną historię naszych stosunków. Przez osiem miesięcy doszedłem do wniosku, że w Polsce wciąż istnieje zainteresowanie rosyjską kulturą i rosyjskim językiem, choć nie zawsze publicznie o tym się mówi.
W polskich szkołach gimnazjalnych i licealnych języka rosyjskiego uczy się 220 tysięcy osób. Na uczelniach - 25 tysięcy. Nie jest to przecież obowiązkowa nauka języka, jak to bywało w czasach PRL i ZSRR, ale jest to podyktowane szansą na znalezienie pracy w przyszłości.
Zwykli Rosjanie i Polacy zaczynają rozmawiać ze sobą, nawiązują kontakty. Podobnie jest w środowisku nauki. Najważniejsze, żeby w te sprawy nie wtrącali się politycy.
- Jakie doświadczenia wyniósł pan ze spotkań w Szczecinie?
- Nie spodziewałem się, że tyle znaczących dla kultury osób pojawi się na tych spotkaniach. Jeśli chodzi o konkrety, dogadaliśmy się z dyrektorem klubu „Słowianin” co do udziału rosyjskich ekip w międzynarodowym turnieju dziecięcych drużyn piłkarskich, a także w sierpniowym festiwalu zespołów artystycznych straży pożarnych. Myślimy też o otwarciu wystawy poświęconej kosmosowi, która zorganizowana byłaby z okazji przypadającego w tym roku półwiecza lotu Gagarina.
- Wypada teraz czekać na konkretne efekty tych rozmów. Dziękuję za rozmowę.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 06.04.2011