Hans i Jan: przedzieleni cezurą czasu - Życie zaczyna się w Szczecinie

Rozmowa z dr Bogdaną Kozińską, kuratorką wystawy „Hans Stettiner i Jan Szczeciński. Życie codzienne w Szczecinie XX wieku”, czynnej w Muzeum Historii Szczecina

- Powiedzmy na początek o tytule wystawy?

- Powstał parę lat temu inspirowany telewizyjnymi programami o Schmidcie i Kowalskim, ale musiał być nasz. Hans Stettiner i Jan Szczeciński to everymani, umowni szczecinianie. Pierwszy reprezentuje czasy do 1945 roku, drugi - powojnie.

- Czy Hans ma na wystawie swoją przestrzeń, a Jan swoją, czy też prowadzą zwiedzających przez doświadczenia wspólne?

- Początkowo myśleliśmy, że wystawę podzielimy – część pierwsza do 1945 roku, druga - po 1945 roku. Ale zmieniliśmy założenia i obaj, Hans i Jan, są wspólnie w przestrzeniach tematycznych. Ale przestrzeń między nimi jest urwana, mamy inny kolor tła, uskok, symbolicznie oznaczający moment w historii, który ich dzieli, zmiany niemieckiego Stettina na polski Szczecin.

- Po jakich więc przestrzeniach codzienności wędrujemy?

– Najpierw jest szkoła, dom, rodzina, zakupy, potem prezentują się firmy Junak i Stoewer, naprzeciw nich są obrazy stoczni i portu, następnie sport, wypoczynek, kultura i moda. Oczywiście w ciągu scenograficznym jest wojna, potem odbudowa, są dwa saloniki: poniemiecki (niektórzy mówią: przedpolski) i salonik z lat 60. Są przestrzenie poświęcone polityce, bo też nie można codzienności XX wieku od niej oderwać. Hans i Jan, każdy w swoim czasie, musieli w polityce uczestniczyć, bo immanentnie związała się z miastem. My, powojenni szczecinianie, mamy się zresztą czym chwalić, bo w wyzwalaniu spod komunizmu mieszkańcy miasta zrobili bardzo dużo. Przypominają o tym na wystawie pamiątki i zdjęcia z lat 1970, 1980, 1989…

- Czy można powiedzieć, że Hans, opowiadając swoją szczecińską historię, jakby przygląda się temu, co opowiada Jan?

- I na odwrót.

- A lata wojny?

- Pokazana jest również przez doświadczenia Hansa i Jana, jakże odmienne. Losy Jana w wojennym Szczecinie symbolicznie prezentują dokumenty pana Bartosińskiego, który przyjechał do Szczecina w 1942 roku jako robotnik przymusowy i potem tu został. Są jego dokumenty z niewoli, karta tramwajowa, karta pracy, symbolizują los wielu robotników przymusowych, mówią o wszystkich, bo wszystkich na jednej wystawie pokazać się nie da.
Nekrologi są tylko Niemców: zginął na froncie wschodnim, zginął we Francji, jest też nekrolog ofiary „ataku terrorystycznego” - nalotu na niemiecki Stettin. Ówczesne wydarzenia pokazane są na tle domu przy dzisiejszej ulicy Krasińskiego, który płonie. Atak lotniczy był w nocy, jest gruzowisko, fragmenty hełmu, manierka, nadpalone gazety w kuble na śmieci, maska przeciwgazowa…

- To nie był początek wojny.

- Mamy na wystawie duże powiększenie gazety niemieckiej z września 1939 roku z groźnym „Feldzug in Polen”, co przetłumaczyć można „Kampania w Polsce”; pokazany jest niemiecki żołnierz, który patrzy na naszą granicę. Nie można mieć jakichkolwiek wątpliwości, kto rozpętał wojnę i dlaczego były potem naloty.

- I dlaczego w konsekwencji Stettin został zamieniony na Szczecin, a miejsce Hansa zajął Jan.

- To jasne. Przypominamy też lata wcześniejsze: parteitag NSDAP w Stettinie, Hitlera na Hakenterrasse, dzisiejszych Wałach Chrobrego, synagogę, zniszczoną podczas tzw. nocy kryształowej – to był początek. Jest też fragment gazety „Polska Zbrojna” z końca kwietnia 1945 roku, z informacją o zdobyciu Szczecina.

- Na początku wystawy są stare walizki.

- One symbolicznie łączą różne losy Hansa i Jana: pierwszy z walizką po wojnie ze Szczecina wyjeżdżał, drugi tu przyjeżdżał. W walizce Hansa są rodzinne pamiątki pana Helda, mieszkańca Stettina, w walizce Jana jest pasiak z obozu koncentracyjnego. To bardzo wymowne… W kolejnej walizce są dokumenty przesiedleńca z Łódzkiego, jest karta ewakuacyjna Polaka z Kresów, wystawiona po polsku i rosyjsku, mamy obraz Mariana Tomaszewskiego „Arka”, namalowany w 1947 r., symbolizujący los Polaków ocalonych z wojny, przybywających na nowe ziemie, także do Szczecina.

- Czy są też pokazane powojenne losy Hansa?

- Wystawa mówi o codzienności mieszkańców Stettina i Szczecina, dlatego nie ma na niej dalszych losów Hansa, który po wojnie mieszkał już gdzie indziej, tak jak nie ma początku losów Jana, który skądś do Szczecina przyjechał. Są tylko sugestie, jak rzeźba Bernharda Heiligera, czy dokumenty pana Otto Heldta, który przy dzisiejszej ulicy Monte Cassino miał do końca wojny wytwórnię mebli. Z dokumentów, które przekazała nam jego córka, wiemy, że w 1946 r. był w obozie przejściowym w Ducherow, następnie mieszkał w Berlinie, a ostatecznie trafił do Schlezwiku-Holsztyna. Córka podarowała nam, oprócz dokumentów i fotografii, także jego skrzypce.

- Co jest wspólne dla codzienności Hansa i Jana?

- Na przykład zainteresowanie dla sportu. Przypominamy na wystawie dwóch biegaczy – Otto Pelzera na zdjęciu z 1924 roku i Wiesława Maniaka na zdjęciu z lat sześćdziesiątych. Oni na wystawie są obok siebie, przedzieleni cezurą czasu; obaj byli mistrzami olimpijskimi i Stettin/Szczecin sobie wybrali, bo nie byli stąd. Pokazujemy na wystawie szczecińskie teatry w XX wieku, browary, modę – przedwojenną i powojenną, fotografie tych samych ulic i domów. Miasto tworzy kulisy akcji, jest tłem: ulice, architektura, widoki nabrzeża. Pokazujemy widoki miasta z lotu ptaka i plany Szczecina z całego stulecia. A dodatkowym tłem jest kalendarium ilustrowane starymi fotografiami, na którym przypomnieć sobie można wydarzenia nie tylko podręcznikowe, na przykład o paprykarzu szczecińskim lub naszej specjalności – pasztecikach.

- Skąd pochodzą eksponaty?

- Przede wszystkim są to dary Niemców i Polaków, gromadzone przez nasze muzeum od lat.

- Czy na wystawie będą się spotykać ich potomkowie Jana i Hansa? A może oni sami?

- Myślę, że oni się spotykają, to jest ich miasto, ich ślady są wszędzie. Mieszkania Hansa i jego rówieśników zajął Jan i jego rówieśnicy. Tak samo szkoły, kościoły, kawiarniane stoliki. Ale wydaje mi się, że po latach Hans i Jan jakby chcieli od siebie tamten czas odepchnąć. Fascynujące jest to, że ich historię bardzo chce poznać pokolenie dzieci i wnuków.

- Dzieci i wnuki Hansa i Jana?

- Hansa nie. Kiedy niemieccy szczecinianie przekazują nam swoje pamiątki, zawsze mówią, „nasze dzieci się tym nie interesują, dlatego przywozimy to wam. Jeśli państwo tego nie weźmiecie, będziemy musieli wyrzucić”. Dzieci i wnuki Hansa - zero zainteresowania, dzieci i wnuki Jana - przeciwnie. Bo to jest naprawdę ich miasto.

- Ich życie tylko tu się zaczyna. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Bogdan TWARDOCHLEB

Wystawa jest dwujęzyczna, polsko-niemiecka. Towarzyszy jej dwujęzyczny, barwny katalog. Organizatorzy przygotowali też cykl spotkań, poświęconych różnym aspektom dziejów Szczecina. Rozpoczął je wykład prof. Kazimierza Kozłowskiego.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 04.06.2009