Trenować zamiast pić

Igor Wiktorow jest 72-letnim Łotyszem. Przez 13 lat był w Rydze bokserem. W 1954 r. w wieku 17 lat został mistrzem ZSRR juniorów w wadze do 54 kg, rok później zdobył brązowy medal. Jako junior wygrał wszystkie 49 walk, a w sumie ze 150 walk niepokonany był w 130. Podczas studiów w Akademii Sportowej zdobył tytuł mistrza ZSRR studentów tego typu uczelni. Jest siedmiokrotnym mistrzem Łotwy. Już 45 lat pracuje jako bokserski trener, a zaczął jeszcze na studiach. Był pracownikiem naukowym Akademii Sportu w Moskwie, napisał dwie książki. Wchodził w skład ekipy trenerów reprezentacji ZSRR przed igrzyskami w Meksyku (1968 r.) i Monachium (1972). W latach 80. trener reprezentacji Łotwy. Ryga była miastem partnerskim Szczecina, dlatego trafił tu w 1988 r. do Stali Stocznia, boksującej wówczas w I lidze. Do Szczecina często przyjeżdżali Duńczycy (bo blisko) i w ten sposób rok później półlegalnie znalazł się w Kopenhadze, skąd dostał propozycję pracy. Przygotowywał reprezentację Danii przed olimpiadą w Barcelonie (1992). Był także alpinistą, zdobył nawet Elbrus - najwyższy szczyt Kaukazu (5642 m).

Trener z takim dorobkiem szkoli teraz przez pewien czas młodych adeptów boksu w klubie Garda Chojna. Jak Wiktorow tu trafił? - W Danii przez 13 lat byłem trenerem klubu Vitus w mieście Horsens - mówi w rozmowie z naszą gazetą. Jego podopieczny Dennis Holbaek Pedersen cztery razy zdobył tytuł zawodowego mistrza świata w kat. 62 kg. - Boks jest w tym kraju bardzo popularny, zaraz po piłce nożnej i ręcznej - opowiada Wiktorow. - Są aż 102 kluby bokserskie, niemal w każdym miasteczku. Ale brakuje im trenerów. Dlatego mnie ściągnęli. Teraz mam nawet duńskie obywatelstwo i emeryturę. Ale trzy lata temu wróciłem do Rygi.
Z klubem Vitus Horsens współpracują bokserzy UBV Schwedt. Pod koniec sierpnia Niemcy zaprosili Wiktorowa na Mistrzostwa Europy juniorów, które organizowali razem ze Szczecinem. Przy okazji powiedzieli mu o Gardzie, z którą utrzymują ścisłe kontakty i pomagają. I tak Igor Wiktorow znalazł się w Chojnie.
- Jestem pod wrażeniem zaangażowania Jarka Przygody, który wkłada w ten klub tyle czasu i pieniędzy. Jadąc wieczorem przez Chojnę, widzę, jak w różnych miejscach stoją młodzi ludzie i nic nie robią. Mogliby trenować boks, ale potrzebna jest większa pomoc miasta i sponsorów, żeby więcej młodzieży szło do sportu zamiast tylko pić i palić. To szansa też dla dziewcząt. Na olimpiadzie w Londynie będzie już kobiecy boks.
W pracy z młodzieżą Wiktorow wyznaje zasadę, że trening musi być zabawą. Dlatego wykorzystuje rozmaite przyrządy, w tym specjalne piłki. Podczas jego pobytu Garda wzbogaciła się o niektóre takie pomoce.
Wiktorow wyznaje zasadę, że jak trener nie pije i nie pali, to jego zawodnicy też. Dlatego - jak mówi - nie zna do tej pory smaku wódki, a wino pierwszy raz pił w wieku 52 lat. - Tylko kobiety lubię, dlatego mam już trzecią żonę - mówi. Pamięta słynnego trenera polskich bokserów - Feliksa Stamma, na którego mówiło się „Papa Stamm”. - Jego siłą było przede wszystkim to, że był dla zawodników wielkim autorytetem - wspomina.

Siedzibą chojeńskiej Gardy jest jeden z hangarów przy ul. Andersa na byłym lotnisku radzieckim. Klub założył w ub. roku Jarosław Przygoda, będący jednocześnie trenerem.
Tekst i fot. Robert Ryss

W sobotę młodzi chojnianie z Gardy uczestniczyli w Gali Boksu w Stepnicy koło Goleniowa, zorganizowanej przez fundację Dariusza Michalczewskiego. Do turnieju było przygotowanych troje naszych zawodników, ale walkę stoczył tylko Sebastian Bogdanowicz, który w juniorach do 81 kg pokonał niemieckiego boksera z Greifswaldu. Mieli też wystąpić Justyna Pietras i Eryk Giermak, ale ich przeciwnicy nie wyszli na ring. Na zdj. od lewej: założyciel i trener Gardy Jarosław Przygoda, Justyna Pietras, Dariusz Michalczewski, Eryk Giermak i Sebastian Bogdanowicz. (fot. stecs)

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 08.09.2009